Witek Witek
515
BLOG

Gdańskie grzebanie PZPR - to już 18 lat!

Witek Witek Polityka Obserwuj notkę 50

Przedwczoraj zajęty walką z niesłusznym mitem Tadeusza Kościuszki i sztormowym wiatrem zapomniałem uczcić chociaż skromnym wpisem oraz wesołym toastem 18-tej rocznicy pewnego ważnego w historii Polski wydarzenia. Nie klęski, której los, źli sąsiedzi i nieporadni przywódcy nie oszczędzali nam przez dzieje.
Warto by jakiś nekrolog machnąć:

18 lat temu odeszła od nas, szczęśliwie bezpowrotnie,
stalinowsko-bierutowskiego pochodzenia mafia dege-
neratów, zdrajców, sprzedawczyków i karierowiczów.
Hasło „Miała Polska wrogów wielu,
Nigdy gorszego od PeZetPeeRu”
prawdziwie oddaje zagrożenie jakie przez 40 lat niosła
naszemu narodowi, niczym rak od środka.
Skutki jej ponad 40 letnich rządów będziemy odczuwać
JESZCZE wiele lat...

Poniższy tekst został napisany jako felieton polemiczny na artykuł z najpoczytniejszej gazety Wybrzeża „Dziennika Bałtyckiego” z 27.01.2005
pt.”Małe, ciche krematorium” opisującego kulisy zacierania śladów swojej przestępczej działalności przez funkcjonariuszy KW PZPR w Gdańsku przed rozwiązaniem się tej partii i próbie zapobiegnięcia temu przez zorganizowaną wokół FMW i KPN młodzież trójmiejską, która m.in. okupowała gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Wobec pewnych nieścisłości i przemilczeń zdecydowałem popełnić ten tekst, który ukazał się na 2 szpaltach tego dziennika pod tytułem „Dima został bez foty..”. Niestety od niemieckiego wydawcy PolskaPresse nie otrzymałem po dzień dzisiejszy żadnych podziękowań, nie mówiąc już o podstawowych środkach płatniczych... Zapraszam do lektury.
 

Z radością przeczytałem artykuł Tadeusza Skutnika „Małe, ciche krematorium..” na temat okupacji przez młodzież gdańską gmachu KW PZPR ,bo pełna poświęceń postawa młodzieży w końcu lat osiemdziesiątych ,nierzadko nastoletniej, która na pewno przyspieszyła upadek komunistów również w naszym kraju, została jakby zapomniana nawet przez dziennikarzy z opozycyjnymi korzeniami.

Jednak wiele opisanych tu wydarzeń zapamiętałem inaczej, brakowało mi też klimatu oraz politycznego tła tych gorących ,mimo wietrznego, bezśnieżnego stycznia, chwil. Przede wszystkim w przede dniu, w sobotę 27 stycznia padło w Sali Kongresowej Pałacu Kultury pamiętne „Sztandar PZPR wyprowadzić!”, co oznaczało rozwiązanie niegdysiejszej „przewodniej siły narodu”, choć już teraz powszechnie wiadomo ,iż był to manewr taktyczny by przy zachowaniu jak największego majątku i wpływów przeczekać transformacyjny chaos i po uspokojeniu rewanżystowskich nastrojów sięgnąć ponownie po władzę ,już z demokratycznym mandatem (n.p. już jesienią 89r. A.Kwaśniewski był przewodniczącym zespołu statutowo-organizacyjnego Centralnej Komisji Zjazdowej PZPR omawiającej m.in.nową nazwę partii, a z Moskwy wypraszał pożyczkę na „...sozdanie nowoj partii socjaldemokraticzewskogo tipa...” jak stoi napisane w radzieckich dokumentach). Rząd „nasz” (brawo! za cydzysłów) albo udawał ,że nie widzi lub nie rozumie sytuacji geopolitycznej zwłaszcza po upadku komunistów w Czechosłowacji i Rumunii, albo jako honorowy dotrzymywał porozumień okrągłostołowych, albo kontrolowany przez agentów członków rządu jak n.p. Nowak-Niezabitowska i kilku innych (jeśli wierzyć gen.Kiszczakowi ,choć i zdrowemu rozsądkowi) miał wąskie pole manewru i nie reagował na zacieranie śladów w resortach siłowych (+MSZ) ale i w aparacie partyjnym.

Szturm i okupacja gdanskiego „Reichstagu”(zwanego tak z powodu podobieństwa pożarowej historii obu budynków -przypomnę salonowiczom nie z Gdańska, że gmach KW PZPR został podpalony przez stoczniowców w grudniu 1970 roku, a kacykowie byli ewakuowani helikopterami lądującymi na dachu wobec otaczających budynek protestujących) były rozpaczliwa reakcją na owe bezczelne niszczenie dowodów przestępstw ,ale także, a może i bardziej próbą uniemożliwienia przejęcia majątku PZPR przez jej przepoczwarzenie nazwane póżniej SDRP.
Niestety nie udało się to zbytnio, oczywiście nie z winy patriotycznej i ofiarnej młodzieży, a 3 i pół roku póżniej partia ZSMPowca Kwaśniewskiego objęła władze polityczną, m.in.dzięki podobnym działaniom byłej opozycji ,jak opisane poniżej przemilczane fakty z okupacji KW PZPR.

Otóż A.Hall był ministrem bez teki do spraw dialogu z partiami politycznymi (a nie jak napisano: do zw.zawodowych i organizacji pozarządowych –od tego był Kuroń) i NIKT bardziej niż on nie miał obowiązku rozwiązywania tej sprawy i żałosne wydaje się tłumaczenie, że nie wiedział co się dzieje w miejscu oddalonym o szerokość ulicy i „..dlaczego okupują?...”. Nie było to zwyczajne „kolejne zakłócenie” ,bo okupowany był wtedy jedynie krakowski KW (wcześniej lubelski). Nie mógł on wejść i się zapytać? Nikt by go przecież nie pobił ani znieważył, jeśli nie zdarzyło się to po wszystkim. Nie musiał przecież od razu negocjować.
Natomiast negocjatorem ze strony „naszego” rządu był par exellence człowiek „ancien regime” wybrany (a raczej nominowany!) w(po) zbojkotowanych przez całą opozycje i wszystkich przyzwoitych ludzi wyborach do Rad Narodowych 19 VI 1988 (w Gdańsku frekwencja 21,7% mimo obowiązku głosowania!) prezydent miasta Jerzy Pasiński, od początku niewiarygodny rozmówca domagający się bezwarunkowego zakończenia protestu i „własną piersią” broniący „bezczeszczenia pomników przeszłości” czyli komunistycznych gadżetów. Otóż stojące na honorowym miejscu w sali konferencyjnej na pierwszym piętrze popiersie Lenina ubrano w trykotową czapeczkę, czerwony szalik i „wetknięto w rot papieros KOCMOC” i fotografowano się z nim ochoczo. W okupowanym gmachu znalazł się młody Rosjanin z Leningradu, Dima ,przebywający w naszym grodzie na wycieczce turystycznej. Jako demokrata, aktywny członek Leningradskiego Frontu Ludowego (niekomunistyczny ruch popierający głasnost’ i przemiany w ZSRR, a personal- nie pierwszego mera A.Sobczaka i radykalnego wówczas B.Jelcyna) usłyszawszy co stało się z „Ispołkomom bratniej kompartii”, przybył na własne oczy zobaczyć, co jak mówił wzruszony nie śniło mu się i co by bardzo chciał zobaczyć u siebie. Właśnie radosny pozował przy „biustie nariadnowo Wladimira Ilicza” gdy pomiędzy nich i aparat fotograficzny wtargnął znienacka przygrubawy łysolec z wąsem i w okularach wieku nieokreślonego, słowem typowy aparatczyk z rysunków Jujki. Wrzasnął:
-Co wy tu robicie? To jest obraza dla wielu ludzi ,dla których to jest świętość!
-Dla faszystów Hitler też był świętością –odparłem- a to nie mniejszy od niego bandyta.
-Jak śmiesz?! Moja babka zginęła w Oświecimiu!
-Jeszcze więcej ludzi zginęło za sprawą tej kanalii –nie poddawałem się, ale aby nie przedłużać pyskówki odstawiono popiersie Wodza-Założyciela Nowego Ładu w kąt. A biedny Dima został bez fotki ze sprofanowanym idolem niektórych Polaków ( póżniejszych kapitalistów ,bo J.Pasiński został niedługo potem prezesem Targów Gdańskich, nagradzanym za zaslugi w rozwóju gospodarczym kapitalizmu III RP).

Momentu opuszczania gmachu przez posłów nie widziałem, bo obserwowa- łem koncentrację sił milicyjnych z najwyższego pietra. Był to, moim zdaniem, duży błąd, ponieważ pozwoliło na szturm gmachu. Nie stawiano czynnego oporu ,prócz wyrzucenia jednego lub dwóch krzeseł z balkonu na pierwszym piętrze na głowy wdzierających się przez główne wejście zomowców przez porywczego młodziana, którego wnet uspokojono. Epicentrum wydarzeń skupiło się na centralnych schodach, gdzie wszyscy okupujący usiedli, szczepiwszy się nawzajem za ręce. Zaintonowano „Mazurka Dąbrowskiego”. Gdy skończyły się wszystkie możliwe zwrotki humnu, zaczęto śpiewać chyba „Ojczyzno ma!” i wtedy jakby zewsząd otaczający nas zomowcy jaki i antyterroryści(którzy zbiegli z góry (sic!),więc musieli się dostać do wnętrza przez dachy sąsiadujących budynków, co poszerza podane sposoby wdarcia się interwentów) poczęli brutalnie, lecz bez użycia pałek wyrywać protestujących z objęć innych i wyrzucać za frontowe drzwi. Nie następowały zatrzymania dopóki nie został obrażony stojący nieopodal dowódca akcji. Nie pamiętam czy było to oplucie (raczej nie, bo miało by to gorsze konsekwencje), czy pogardliwy okrzyk w stylu: „Nie wstyd wam?!” czy „jeszcze tu wrócimy!”. Padł rozkaz : „Brać go (czy ich)!” i kosmonauci (zomowcy w bojowym rynsztunku w kaskach z przyłbicami, tarczami, ochraniaczami i z długimi pałami) zaczęli już znacznie brutalniej zatrzymywać wyrzuconych z gmachu. Bez powodu uderzono pięścią w twarz kilka razy nieagresywnego chłopaka. Do „lodówy”(milicyjnego stara bez okien) wciśnięto także dziennikarzy „Tygodnika Gdańskiego” Jacka Semkę i Jarosława Rybickiego pomimo okazywania przez nich legitymacji dziennikarskich i tłumaczenia, że wykonują oni tutaj swoją pracę. Spożnionej decyzji o zatrzymywaniu oraz szybkim, wyćwiczonym częstymi sprintami pod św.Brygida nogom należy zawdzięczać fakt, iż z kilkudziesięcioosobowej grupy zatrzymano tylko te 18 osób.
Po przewiezieniu do komisariatu na Białej poddani zostaliśmy upokorzającemu przesłuchaniu, choć atmosfera m.in. dzięki szybkiemu pojawieniu się posłów Czesława Nowaka i Edmunda Krasowskiego była dobra. Choć nie posłowie, a milicyjne auta odwoziły zatrzymanych, i nie po domach, ale na dworce PKP ,jak n.p. piszącego te słowa.
. Nie zupełnie tak pięknie jak to opisano wyglądały dni następne. W poniedziałek przed „Reichstagiem” zebrał się tłumek, składający się nie tylko z młodych ludzi, który spróbował odbić gmaszysko z rąk strzegących go milicjantów. Szturmowano niestety tylko główne wejście (nie nauczono się niczego od przeciwnika!), ludzie wtargnęli już prawie na korytarz, ale zostali odparci nie- standardową jak na ZOMO( czy już OPMO) bronią w postaci gaśnic przeciwpo- żarowych, które użyto kierując strumienie piany na prący tłum. Milicja dopomogła sobie też meblami biurowymi, z których zrobiła osłony i barykadę nie do przejścia przez niezorganizowanych ludzi.
. Ja nie słyszałem o grożbach podpalenia „Białego Domu” z prostej przyczyny, że głównym naszym postulatem było przekazanie cennego budynku Narodowi, n.p. służbie zdrowia na szpital. Pogorzelisko nie było nikomu potrzebne!
Nie pamiętam tam też straży miejskiej (nie istniała wtedy!), czy jakiś historyków! Na mocy porozumienia z władzami, czy milicją ustawiono przed wejściem pikietę, którą firmowała FMW i KPN ,której to reaktywowana młodzieżówka od początku uczestniczyła w tych wydarzeniach, stanowiąc poważny procent protestujących, zwłaszcza wieczorem w niedzielę kiedy nale- żało podjąć trudną decyzje o pozostaniu na noc, gdy zagrożenie szturmem było już realne. A propos, młodzież była serdecznie wspomagana przez ludzi starszych, nierzadko w sędziwym już wieku nie tylko podtrzymywaniem na duchu, ale i ofiarami pieniężnymi na posiłki i napoje dla okupujących (kupowałem z tych pieniędzy napoje w dworcowym bufecie, było ich wiele). Pamiętam n.p. panią Janinę Wehrstein, która troskliwie się nami opiekowała.

Pikieta przestała pod „Reichstagiem” cały wietrzny tydzień, dosyć zgodnie już z sąsiadującymi milicjantami, staczając słowne pyskówki z przeciskającymi się obok niej funkcjonierami KW i spółek nomenklaturowych tu się mieszczących.
Widok zomowców przeciskających się przez szpaler młodzieży mnie ominał, choć nie słyszałem o tym również od moich współtowarzyszy.
Rezultatem naszej akcji okupacyjnej i wytrwałej protestacyjnej były spełnione obietnice przekazania budynku po dawnym KW Państwu Polskiemu, najpierw służbie zdrowia, a potem Prokuraturze Apelacyjnej (mam nadzieję, że nieodpłatnie!). Dużo póżniej przeczytałem ,iż duże kwoty uzyskała SDRP za sprzedaży budynków przylegających do KW PZPR (hotel i obecny bank), garaży znajdujących się naprzeciwko oraz kilku innych obiektów pomimo ofiarnych wysiłków likwidatora pana Marka Biernackiego. Ale najgorszy był klimat grubej kreski, pobłażania albo wręcz faworyzowania b.towarzyszy, co doprowadziło ich na stanowiska rządowe i prezydenckie.

P.S. Na zwiniętym w ostatniej chwili przed opisanym szturmem czystym blankiecie dyplomowym Rady Wojewódzkiej PRON w Gdańsku (a zresztą co one robiły w siedzibie zaprzyjażnionej, ale odrębnej, suwerennej organizacji?) zebrałem na korytarzu w komisariacie przy ul.Piwnej podpisy zatrzymanych uczestników. Oto one:
Andrzej Czaplicki, Jacek Fedorowicz, HAVANA(skin, lechista), Bogdan Falkiewicz, tow.Jacek Zieliński, Wojciech Bączyk, Belfer (znany WiPowiec), Ryszard Anders, Chritros Guliamkis, Wierny Towarzysz od rusznic JACEK, Adan Jarzębowski, Czeski, Piotr Semka, Jarek Rybicki +3 podpisy nierozpoznane +posłowie Czesław Nowak, Edmund Krasowski.
Roberta Kwiatka tu nie ma, bo nie dał się złapać (już wtedy wykazywał reporterskie szybkie nogi).
 

Dyskusja o Tadeuszu Kościuszce nie jest zamknięta, zapraszam!

 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj50 Obserwuj notkę
Witek
O mnie Witek

  "..kilka Twoich powstańczych tekstów pisanych w sierpniu 2009 i Twoje komentarze i interpretacja faktów w tym opis próby połączenia Starego Miasta z Żoliborzem są niesamowite. Powiem szczerze, że te Twoje teksty, wraz z książką Zbigniewa Sadkowskiego "Honor i Ojczyzna", należały do głównych motywów mojego zainteresowania się szczegółami." ALMANZOR 22.08 ..."notki Witka, które - pisane na dużym poziomie adrenaliny - raczej się chłonie niż czyta." " Prawda o Powstaniu, rozpoznawana na poziomie wydarzeń związanych z poszczególnymi pododdziałami, osobami, czy miejskimi zaułkami ma niespodziewaną moc oczyszczania Pamięci z ideolog. stereotypów i kłamstw. Wszak Historia w gruncie rzeczy składa się z prywatnych historii. Prawda na poziomie Wilanowskiej_1 jest dużo bardziej namacalna i bezdyskusyjna niż na poziomie wielkiej polityki. Spoza Pańskiego tekstu wyłania się ten przedziwny napęd Bohaterów, o których Pan pisze. I nawet ten najgłębszy sens Ofiar, czynionych bez patosu i bez zbędnych górnolotności" JES pod "Dzień chwały największej baonu "Zośka" "350 lat temu Polakom i Ukraińcom zabrakło mądrości, wyrozumiałości, dojrzałości. Od buntu Chmielnickiego rozpoczął się powolny upadek naszego wspólnego państwa. Ukraińcy liczyli że pod berłem carów będzie im lepiej. Taras Szewczenko pisał o Chmielnickim "oj, Bohdanku, nierozumny synu..." Po 350 latach dostaliśmy, my Polacy i Ukraińcy, od losu drugą szansę. Wznieść się ponad wzajemne uprzedzenia, spróbować zrozumieć że historia i geografia dając nam takich a nie innych sąsiadów (Rosję i Niemcy) skazały nas na sojusz, jeżeli chcemy żyć w wolnych i niepodległych krajach. To powrót do naszej wspólnej historii, droga oczywiście ryzykowna na której czyha wiele niebezpieczeństw (...) "Более подлого, низкого, и враждебно настроенного к России и русским человека чем Witek, я в Салоне24 не видел" = "Bardziej podłego, nikczemnego i wrogo nastawionego do Rosji i Rosjan człowieka jak Witek, ja w Salonie24 nie widziałem" AKSKII 13.2.2013

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (50)

Inne tematy w dziale Polityka