Reicha-Ranickiego wspomnienia czytałem po niemiecku, czyli chyba w oryginale. W hotelu w Kucie zostawił je jakis niemieckojęzyczny turysta.
Historia Żyda, uciekiniera z getta, ukrywającego się samodzielnie, choć nie znającego nikoguśko w Warszawie (uciekinier z Niemiec hitlerowskich, potem w Łodzi), któremu jakiś Polak pewnej nocy zabrał płaszcz, zostawiając swój stary łach. Następnego dnia powrócił, ale nie po to ,aby dokonać dalszej grabieży, a z ciekawą propozycją : "Jeśli umie pan ciekawie opowiadać, to mój brat z rodziną będzie pana ukrywać. Tylko niech pan nic nie mówi o tym płaszczu!".
Tenże brat, z narażeniem życia swego, żony i dwojga dzieci ukrywał go przez 2 lata na strychu domu na Pradze. Kiedyś podpiwszy, zwrócił się do ukrywanego: "Der machtigester Mann dieser Welt / najpotężniejszy człowiek świata chce pana zagłady. A ja skromny warszawski zecer, bezrobotny teraz, chce, aby pan ocalał. Zobaczymy kto zwycięży!"
Po wyzwoleniu we wrześniu '44 zgłosił się ocalony do LWP, a tam z uwagi na swoje pochodzenie, znajomość języków i znajomych „emchu” został przyjęty na propagandy i mianowany podporucznikiem. Gdy wrócił do swoich wybawców po kilku dniach, zecer zobaczywszy jego stopień, zauważył: "Widzę, że podarowałem polskiej armii oficera". Potem w latach 1947-49 brał udział w ściąganiu polskich oficerów z Londynu do PRL, rzekomo nie wiedząc jaki ich tam może spotkać los. Nie wspomniał nigdy też o "zadaniach specjalnych" jakie pełnił w ambasadzie PRL pełniąc funcję "konsula". M.in. usiłował zwerbować do współpracy z wywiadem PRL kontrowersyjnego dziennikarza Stanisława Cata-Mackiewicza, który został później premierem emigracyjnego rządu. Taka wybiórcza pamięć. Od 1958 ponownie w Niemczech, nazywany tam "papieżem literatury niemieckiej". W 2008 roku demonstracyjnie na oczach milionów telewidzów nie przyjął nagrody niemieckiech telewizji protestując przeciwko niskiemu poziomowi ich programów. Zdolny facet. Nietuzinkowy.
Post napisałem pod wpływem anonsu Amsterna o filmie na temat życia Reicha Ranickiego oraz przypomnianego przez TVP Kultura filmu mistrza Wajdy "Wielki Tydzień" (jak zwykle mistrz "narodowe legendy" potraktował dosłownie i uwiecznił na taśmie - umiejscowił słynną karuzelę z "Campo di flori" Miłosza tuż przy murze getta warszawskiego, mimo, że naprawdę znajdowała się kilka kilometrów dalej).





Komentarze
Pokaż komentarze (4)