witas1972
"Wszystko będzie w porządku. Na nim oparty jest świat."
92 obserwujących
761 notek
1421k odsłon
  5456   0

Największy hołd dla Powstania Warszawskiego. Od wroga

Od wroga fanatycznie wierzącego w swoją wyższość rasową – zakrawa na hołd niezwykły, wręcz nieprawdopodobny.

     Powstanie Warszawskie od zawsze zajmowało w moim sercu najświętsze miejsce.
Brzmi to bardzo patetycznie, wręcz mdło patetycznie, ale taka jest prawda - z największym szacunkiem odnosiłem się do Powstańców, nawet tych z AL (np. porucznika Gustawa - Edwin Rozłubirski, niepokorny generał LWP), co czasami stawało się przyczyną przykrych sporów (m.in. z szanownym Whatforem), a za obrazę Powstania i Powstańców bez zastanowienia waliłem w mordę - bywało dosłownie, bywało i dotkliwiej - w przenośni.
    W tym zafascynowaniu niepowtarzalnym fenomenem Bitwy o Warszawę sierpnia i września'44
("Powstanie było najbardziej bohaterskim epizodem tej wojny. Zdarzało się w historii, że lud wielkiego miasta wyrywał broń z rąk okupanta i wzniecał rozruch, trwający trzy dni czy tydzień. Ale tutaj z podziemi wyszło wojsko, chwyciło niemieckich żołnierzy za ręce i potem przez 63 dni toczyło wspaniałą wojnę, zdobywając oręż na nieprzyjacielu. Niemcy musieli skierować przeciwko powstaniu, poza wojskami pomocniczymi, aż pięć swoich dywizji. Walka pięciu dywizji ze spiskiem konspiracyjnym przez przeszło dwa miesiące – była dotychczas nieznana historii wojen". Stanisław Cat-Mackiewicz)
   bardzo interesowały mnie przeżycia i wrażenia Niemców: co czuli oblężeni przez długie tygodnie w swoim redutach, otoczeni nędznie uzbrojonym, ale walczącym z samurajską pogardą śmierci niewyszkolonym przeciwnikiem, w obcym, nieznanym mieście, co czuli próbujący niestrudzenie zdobywać powstańcze placówki SS-mani odsieczy Reinefahrta i załogi czołgów podpalanych przez 12-letnich "niszczycieli czołgów"; dlaczego nikt z nich nie odmówił udziału w ludobójstwie 60 tysięcy kobiet i dzieci na Woli i Ochocie ?
    Część odpowiedzi na ostatnie pytanie dało wstrząsające świadectwo jedynego ocalałego członka "Verbrennungskommando Warschau" Tadeusz Klimaszewski. Ale nie pokazało co siedziało w ich głowach. Nie dowiemy się tego nigdy...
    Niemniej jednak z wielu ich wypowiedzi na gorąco, jak i wspomnień wychodzi niekłamany podziw dla Polaków.  Nieprzypadkowo cykl notek o Powstaniu "Nawet gdybym nie był Polakiem, zostałbym Powstańcem Warszawskim"  rozpocząłem cytatem ze wspomnień Stanisława Likiernika, pierwowzoru „Kolumba” Romana Bratnego, w których natrafiłem na hitlerowca pełnego podziwu dla Polaków:

    „… Jeszcze inny, trochę pijany, usiadł na mojej pryczy i powiedział:
-Schade, schade ich bin nicht Pole, ich waere auch Partisan [=szkoda, jaka szkoda, że nie jestem Polakiem, też byłbym partyzantem (tu powstańcem –przyp.moje).
Oczywiście zaprotestowałem gwałtownie: „Nigdy nie byłem partyzantem”.
Poklepał mnie po ramieniu i wyszedł”.

     Peter Stölten, 22-letni porucznik Wehrmachtu, napisał w liście do narzeczonej:
     „Wspomniałem o pewnej dziewczynie, o której mówiło się w naszej kompanii. (…) gdy inni ludzie pełzli po ziemi wśród gwizdu granatów nad ich głowami, błysku strzałów i huku działek szturmowych, skamląc jak opętani, ta dziewczyna stała wyprostowana ze spokojnym, poważnym wyrazem twarzy, lekko tylko kiwając głową nad tym szalonym zachowaniem wywołanym strachem o życie. Stała w ogniu, w obłąkaniu, nietknięta”.
(z "Powstanie Warszawskie 1944" red.S.Lewandowska, B.Martin )

       Mathias Schenk, saper szturmowy - "Komando wniebowstapienia"
   "Koledzy gineli, przydzielali mi nowych. Mialem glupie szczescie, moze przez to, ze kiedy Fels gnal mnie do akcji, zyczyl, zebym "zdechl jak pies" [Schenk sie smieje]. Chyba mnie nie lubil. Nasza grupe saperow szturmowych nazywalismy wtedy Himmelfahrtskommando [komando wniebowstapienia], bo zawsze szlismy na przodzie, a Polacy nie wiadomo gdzie, nie wiadomo, skad strzela. Kulka swisnie i lecisz do nieba. Szybko sie jednak uczylismy od sprytnych Polakow, jak sie kryc. Potrafili strzelac spod lekko uniesionej dachowki. Wielu walczylo w niemieckich mundurach i bardzo dobrze mowilo po niemiecku. Nie moglismy nosic naszych stalowych helmow, bo Polacy je nosili. Balismy sie, ze zaczniemy strzelac do swoich.
     Na poczatku kiepsko strzelalem. Karali mnie za brak celnosci. Nie umialem przymknac lewego oka. Podejrzewali, ze symuluje. Wyslali do lekarza. Kazal strzelac z drugiej strony. Zostalem strzelcem lewoocznym. Odwrotna pozycja przydawala sie w walkach ulicznych.
    Kiedys w walce wrecz Polak wyszarpnal nowemu koledze karabin. Przybiegl Fels z esesmanami, kazal chlopakowi go odzyskac. Ten drzal jak osika. Ale Fels chwycil pistolet i pognal chlopaka za Polakami. Chlopak zaraz wrocil bardzo poraniony nozem; krwawil i krzyczal."

    Te i wiele innych opisów warszawskich walk widzianych oczyma Niemców nie tłumią pogardy zadziwiająco sporej grupki falsyfikatorów Pamięci Powstania, którzy nieustannie deprecjonują siłę i wartość bojową polskiego oporu, a także niemieckiej siły i przewagi. Ich argumenty, zarówno rosyjskojęzycznych jak i polskich neo-Sowietów, a i PSEUDOnarodowców-konserwatystów spod Korwina i innej debilo-agentury (pożytycznych idiotów oraz płatnych jurgeldczyków) są zaskakująco do siebie („drug na druga” – jak mówi część z nich) podobne: "głupota i zbrodniczość przywódców powstania" (pisanego z małej litery – jakże inaczej), jego "niewielkie / żadne znaczenie dla sytuacji na froncie i na stosunków między antynazistowskimi sojusznikami", "znikome środki użyte do ego likwidacji" (zarówno po niemieckiej – czynnej, jak i sowieckiej – biernej, stronie).

    Najbardziej denerwują mnie jednak pseudo-naukowe wyliczenia jakie to niby mizerne były straty niemieckie, że wyniosły one, pardon za powtarzanie tych kłamliwych debilizmów, np. „91 oficerów i 1482 żołnierzy niemieckich poległych podczas zwalczania Powstania”.
    Jak przyciśnie się tych historycznych cwaniaczków, to uściślają, że te „około 2 tysiące” to tylko oficjalnie stwierdzeni polegli (bez zaginionych!) z grup bojowych korpusu von dem Bacha (a przecież to mniejsza część niemieckich sił walczących z Powstaniem! Tylko 1 sierpnia z 20 tys. sił niemieckich w Warszawie, została osaczona ich spora część, z której większość zginęła lub poddała się).
    Jak rzuci się im potwierdzone straty oddziałów Dirlewangera, RONA Kaminskiego, czy 111. azerbejdżańskiego pułku, to zaczynają rakiem wycofywać się, precyzując, że to tylko straty „etnicznych Niemców”. (Szkoda, że nie policzyli wśród nich członków NSPAD i triumfalnie podskakując krzyknęliby: „Tylko 28 oficerów i 457 żołnierzy ideowych nazistów zabili powstańcy. Tylko tylu nazistów! Reszta to „zwykli wykonawcy rozkazów”.
    Jeszcze a propos „znikomych środków wojennych” użytych przez Niemców do zwalczania Powstania – to m.in.: ciężka broń równa wyposażeniu etatowemu 2 niemieckich dywizji.
       Do tego najnowsze wynalazki niemieckiej techniki wojskowej: potężny Sturmtiger z rakietową wyrzutnią 380mm, czołgi Panter (razem około 80 sztuk), gąsienicowe zdalnie sterowane miny Goliath i gąsienicowe opancerzone również z możliwością radiowego sterowania (sic!) „podrzucacze” półtonowych min – Borgward-IV. Do zwalczania oporu w rozległych podziemiach – urządzenie wywołujące lokalne trzęsienia ziemi przez eksplozję mieszanki pyłu węglowego „Taifun” – pierwsze użycie - 16 sierpnia – doszczętne zburzenie 5-piętrowego domu przy ulicy Przejazd 3.
    (General von dem Bach: "Przy tej samej okazji Guderian przyrzekł jeszcze przekazać kilkaset miotaczy płomieni, jednakże ich obsługa winna była być wyszkolona przeze mnie samego spośród ludzi należących do mojej grupy bojowej. Guderian obiecał również dostarczyć nowy środek bojowy, całkowicie nie znany mnie i moim wojskom - Taifun - służący do wysadzania podziemnych dróg kanalizacyjnych - wraz z potrzebną fachową obsługą. Wszystko to nadeszło do Warszawy zgodnie z terminem, we właściwym czasie."
     "W czasie rozpoczętego dziś natarcia wśród CIĘŻKICH WALK udało się wyprzeć npla z zewn. części dzielnicy, bronionej ZAWZIĘCIE w rozbudowanych pozycjach polowych
Niektóre specjalnie silnie umocnione bloki oczyszczano W WALCE WRĘCZ przy pomocy oddziałów WZMOCNIONYCH PIONIERAMI Z "TAJFUNEM"* i częściowo przy użyciu miotaczy płomieni. Npl poniósł bardzo ciężkie straty" (akta HG.Mitte Ic (AO Abw.III den 29.09.1944).

    Najwyższym uznaniem dla żołnierza jest hołd od wroga.
Od wroga wierzącego w swoją wyższość rasową – zakrawa na hołd niezwykły, wręcz nieprawdopodobny.

Człowiek nr 2 w państwie Hitlera, Heinrich Himmler na kursie oficerów SS w Jägerhöhe 21.9.1944 (kiedy Przyczółek Czerniakowski, Żoliborz, Mokotów i Śródmieście bronią się jeszcze, a w przypadku sowieckiej pomocy los Powstania może ulec zmianie!) powiedział:

Lubię to! Skomentuj262 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura