Blog
"Trzeba dać świadectwo" - rozważania o rtm. Pileckim
Hobbit
Hobbit Magister polonistyki. Zajmuję się szeroko pojętym pisarstwem.
0 obserwujących 5 notek 1961 odsłon
Hobbit, 25 października 2010 r.

Rotmistrz Witold Pilecki – dla mnie, dla Polski, dla świata

419 0 0 A A A

 
„Obóz był jak wielki młyn, co przerabiał ludzi żywych na popiół”

 

 Esej napisany na konkurs

ogłoszony przez Fundację Paradis Judaeorum

Michała Tyrpy

PRZYPOMNIJMY O ROTMISTRZU - KONKURS

 

Stoję przed tą bramą i boję się zrobić krok w przód. Jakże moje nieświęte stopy mogą dotknąć tej ziemi, ziemi, której moje pokolenie już nie zrozumie. Uwikłane w swoje sprawy, swoje życia, nie chce odwracać się wstecz. Bo i po co? Tej ziemi i tak nie zrozumie nikt, nikt kto nie stał się jej częścią, nikt, kto choć raz nie miał ust wypełnionych jej duszącym pyłem, nikt komu choć raz nie przyniosła chwilowej ulgi jej bliskość, nikt kogo krew w nią nie wsiąkła dość głęboko, nikt…

 

Kto by chciał dobrowolnie dotknąć tej ziemi krwią nasiąkniętej jak gąbka. Tak głęboko życie swoje poświęcić idei wolości, by już nic inne nie miało znaczenia. Byli i tacy i był Pilecki. Witold, Witek, Wituś, tak może nazywali go koledzy, tak może wołała go matka. I kochały się w nim dziewczyny. A za bramą Arbeit macht frei był 4859-tym numerem w kolejce po zupę, w kolejce po upodlenie, w kolejce po śmierć. I ci, z którymi przyszło mu dotykać tej ziemi, której nie rozumie już z nas nikt, pragnęli z całych sił być gdzie indziej. A on, ten Witek, on tam dobrowolnie, on tam na ochotnika.

 

„Ochotnik do Auschwitz” – takie dziś hasła na plakatach rozwieszonych wokół Oświęcimskiego rynku. A młodzi pytają – „O co tu chodzi? Jak to ochotnik? Co to znaczy, że ochotnik? Dokładnie to” – odpowiadam, ale czy ktoś dziś jeszcze zrozumie, co to znaczy być ochotnikiem, do miejsca, które Thilo nazwał wymownie „Anus mundi” – „Odbytnicą świata”. Potem tłumaczę jeszcze spokojnie, że Pilecki dał się dobrowolnie schwytać w łapance, by filtrować obóz od wewnątrz, przekazać o nim informacje i stworzyć siatkę ruchu oporu na terenie Auschwitz. „Aha” – kiwają głowami i już inaczej patrzą na plakaty, na których spokojne oczy Rotmistrza odznaczają się konturem.

 

„Ale to nie Niemcy go zabili” - mówię dalej -  „to Polacy, komuniści rozstrzelali go za zdradę ojczyzny” - tej ojczyzny, której on oddał całe swoje życie. Dla ówczesnych władz był jednak szpiegiem, który działał na rzecz nielegalnego rządu RP na emigracji. I to boli bardziej, niż reżim hitlerowców, tego wybaczyć się nie da i zapomnieć nie powinno nigdy. A jednak zapomniano i mało kto dziś wie, kim był Pilecki - Witold, Witek, Wituś – tak może wołała go matka. A jego zabił totalitaryzm, terroryzm zbrodniczych systemów, z którymi on był gotowy walczyć za wszelką cenę, za cenę własnego życia.

 

 I kiedy on staną na tej oświęcimskiej ziemi, ubrany w pasiak, kiedy stał się numerem - był bohaterem, prawdziwym bohaterem, nie takim z amerykańskich filmów o Batmanach i Supermanach, takim, który w każdej minucie swojego pobytu w obozie, mógł stracić życie, takim, który dziś już może niemodny jest i nie porwie nas w swoim „show”. Bo tam nie było „show”, bo heroizm, to iść i tarzać się w błocie i prochu ziemi w takt komend  „Hüpfen! Rollen! Tanzen! Kniebeugen!”, heroizm to dla prawdy narażać swoje życie, heroizm to wreszcie z głową podniesioną stać przed plutonem egzekucyjnym i wiedzieć, że ma się rację i że się walczyło do końca i pozostało wiernym. Kto z nas byłby dziś na to gotowy?

 

Stoję przed tą bramą i boję się zrobić krok w przód. Jakże moje nieświęte stopy mogą dotknąć tej ziemi, ziemi, której moje pokolenie już nie zrozumie… ale ciągle może jeszcze pamiętać i mówić i krzyczeć nawet na głos, o sprawach, których wielu już znać nie chce, słuchać nie chce. Dziś to jest właśnie nasza odwaga, nasze bohaterstwo: pamiętać i mówić o miejscach takich jak Auschwitz, o ludziach takich jak Witold Pilecki. Tu nie chodzi o puste slogany, przebrzmiałe hasła o miłości ojczyzny. Tu chodzi o prawdziwe i rzeczywiste prawo do życia, do życia we własnym, niepodległym kraju, o prawo do własnych wyborów, do mówienia w dowolnie wybranym języku. Tu chodzi o to, by nam „Palitzsche” nie strzelali w tył głowy tylko dlatego, że Polakami jesteśmy.

 A dlaczego trzeba o tym mówić, ano dlatego, że „anusów mundi” ciągle zbyt wiele na  świecie.

 

Joanna Krauzowicz - Tarczoń

Opublikowano: 25.10.2010 13:33.
Autor: Hobbit
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • politykom nie odpuszczać Nie mam pojęcia czy coś daje to coroczne nawoływanie by 14 czerwca...
  • @Autor Zastanawiam się właściwie, co to znaczy czuć się dzieckiem Rotmistrza? Jeśli...
  • Teraz to się już musi udać Sprawa nowotarskiego ronda ciągnie się już od jakiegoś czasu....

Tematy w dziale Kultura