Blog
Daleko blisko
Wojciech Sadurski
Wojciech Sadurski prawnik, publicysta, pracuje...
132 obserwujących 435 notek 1437988 odsłon
Wojciech Sadurski, 4 sierpnia 2007 r.

Szanowny Panie Rekontra (czyli druga spowiedź solenna, szczera,

 W swoim ostatnim, długim i niezmiernie ciekawym wpisie, złożył mi Pan pewną propozycję. Zaproponował Pan mianowicie debatę, na forum Salonu, o tym, cytuję Pana, „jaka jest wartość oskarżeń uwiedzionych w przeszłości przez komunizm czy stalinizm ? Czynem i słowem służącym komunizmowi? Wymienia Pan m.in. następujące nazwiska: Szymborska, Miłosz, Kołakowski, Konwicki, Janion, i proponuje Pan, bym był ich „rzecznikiem” w tej dyskusji, zaś Pan zaprezentuje stanowisko przeciwne, które określa Pan jako „argumenty drugiej strony, niszowej, nieobecnej w debacie publicznej”.

Szczegółów Pańskiej propozycji nie będę tu streszczał, bo na pewno pamięta je Pan doskonale, zaś na wypadek, gdyby niniejszy mój list wpadł komu innemu w rękę, podam, że całość Pańskiej propozycji jest tu: 

http://rekontra.salon24.pl/25970,index.html

Tam też znajduje się moja odpowiedź. Jednak przez szacunek dla Pana, a także dla treści i formy Pana wpisu, uznałem, że winien jestem Panu dłuższe wyjaśnienie, dlaczego tej roli nie mogę ani nie chcę się podjąć. Z góry przepraszam Pana, że będzie to długa i nudna odpowiedź, ale ponieważ jest adresowana tylko do Pana (a Pański wpis też był długi), mam nadzieję, że mi Pan to wybaczy. Ktokolwiek inny czyta, czyni to wyłącznie na własne ryzyko i żadne skargi nie będą przyjmowane. 

Wspólną cechą tych ludzi, których Pan wymienił, a w każdym razie tych z nich, którzy byli filozoficznie piśmienni, było „ukąszenie marksizmem”, częściowo powiązane z „ukąszeniem heglowskim” – jak przejmująco pokazał to Miłosz w swym Traktacie Poetyckim: „Czy ty, co nosisz rozsądny frak Hegla / I lubisz dzikie, wiatrom dane, strony, / Przybrałeś sobie tylko nowe imię?”. W każdym razie faktem jest, że ktoś ukąszony przez Hegla stawał się osobliwie podatny na ukąszenie przez Marksa. Otóż mnie ani jeden, ani drugi (ani chyba nikt inny) nigdy nie ukąsił. Heglowi nie dałem w ogóle takiej szansy: moja znajomość Hegla skończyła się na opisie u Tatarkiewicza, kilka razy zabierałem się za lekturę jakichś przystępniejszych heglowskich kawałków, ale bardzo szybko poddałem się: po prostu nic nie rozumiałem, a poznawszy granice mojego rozumu uznałem, że szkoda czasu na rzeczy, na które jestem za głupi, skoro jest i tak tyle do przeczytania rzeczy, które z kolei jakoś jestem w stanie pojąć. Co do Marksa to sprawa była trochę inna, bo przeczytałem sporo rzeczy Marksa (nie było to trudne, a do Kapitału, podobno najtrudniejszego, nawet nie zajrzałem) – i tu też o ukąszeniu mowy nie było. Część uznałem za totalnie nieinteresującą i nie mającą dla mnie żadnego znaczenia; część za obrzydliwą i niebezpieczną (np. „O kwestii żydowskiej” – i to nie tyle przez wzgląd na tytułową sprawę żydowską, ale raczej na bezwzględny i lekceważący stosunek do samej idei praw człowieka – idei, która zawsze była mi bliska), część za głupią (np. „Krytyka programu gotajskiego” – zapalczywe odrzucenie egalitaryzmu socjaldemokratycznego, uzasadnione chyba tylko podejściem typu „Im gorzej tym lepiej”), a część za naprawdę groźną, bo torującą drogę totalitaryzmowi. Tak naprawdę jedyne dwa teksty Marksa, które mi się w miarę podobały, to było „18 Brumaire’a Ludwika Bonaparte” - naprawdę błyskotliwy esej historyczno-polityczny, a także wczesny artykulik z Neues Rheinische Zeitung … zdziwi się Pan, o kradzieży drzewa z lasu. Zawarta została w nim dość ciekawa filozofia prawa naturalnego w wersji plebejskiej – niestety nigdy nie podjęta później przez Marksa ani jego następców. 

I tyle o Marksie; byłem, jak Pan widzi, całkowicie niepodatny na jakieś „ukąszenie”. Od początku mojego świadomego życia umysłowego pociągała mnie myśl wolnościowa: na początek (co kładę na karb bardzo młodego wieku, w którym zacząłem czytać poważne książki) anarchizm Bakunina i Kropotkina, a potem już nieuchronnie i bez odwołania – liberalizm, w wersji odwołującej się do Johna Stuarta Milla. A zatem urzekła mnie brytyjska (a potem amerykańska) myśl racjonalistyczna, oświeceniowa, humanistyczna, liberalna, demokratyczna. Moją pierwszą naprawdę wielką miłością filozoficzną był Bertrand Russell (wiem, był naiwny i może nawet niebezpiecznie głupi jeśli chodzi o ZSRR, ale ja czytałem tylko jego, wydane w Polsce przed wojną, eseje filozoficzno- polityczne w których jego naiwność do komunizmu szczególnie się nie ujawniała) – i tak się zaczęło. Z tego samego nurtu, jak mi sie wowczas wydawalo – uwiódł mnie Aldous Huxley, zwłaszcza swoim Brave New World REVISITED – i od tego czasu, z tą szczepionką brytyjskiego sceptycyzmu, liberalizmu i oświeceniowego racjonalizmu, byłem całkowicie uodporniony intelektualnie na wszelkie ukąszenia, heglowskie, marksowskie, a potem post-modernistyczne, dekonstrukcjonistyczne, i jakiekolwiek inne. Myślę, że do mojej młodzieńczej fascynacji brytyjskim racjonalizmem można odnieść słowa Miłosza, opisujące Antoniego Słonimskiego: „Władztwa Rozumu co dzień oczekiwał / Na sposób Wellsa czy na inny sposób” – ze wszystkimi cnotami i ograniczeniami tego podejścia. No a jak potem poznałem Johna Rawlsa (najpierw przez artykuły i książki, a potem na żywo) i innych amerykańskich liberałów, to już było to tylko konsolidowanie tego światopoglądu, który od pewnego czasu tkwił we mnie dość mocno. 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Autorka Droga i Szanowna Pani Przez stara sympatie zamieszczam komentarz, choc generalnie nie...
  • @Autor Wariactwo nt falszerstw ma charakter profilaktyczny. Nie chodzi o wybory samorzadowe, ale...
  • @Autor W Salonie24 juz nie pisze. Moj staly blog jest obecnie w portalu naTemat.pl. O sprawie...

Tematy w dziale