121 obserwujących
129 notek
948k odsłon
9753 odsłony

POGORZELISKO - dlaczego były prezydent nie odpowiedział dotąd za to, co zrobił

Wykop Skomentuj98

Rozprawa się zakończyła i wszystko co było do powiedzenia, zostało powiedziane. Musiałem przyznać, że pomimo dwudziestoletniego doświadczenia w dziennikarstwie śledczym jeszcze nigdy w życiu nie słyszałem zeznań równie porażających, składanych przecież pod odpowiedzialnością karną. Spoglądając na miny pozostałych uczestników rozprawy widziałem, że nie ja jeden jestem w ciężkim szoku. Krzysztof Winiarski powiedział tak dużo, że miałem wrażenie, iż nikt z obecnych nie chciał już słyszeć więcej. Szło jeszcze jako tako, gdy opowiadał o tym, jak był nakłaniany do składania fałszywych zeznań przeciwko mnie i jak nawet „znany dziennikarz” mówił mu, że Sumliński nie może okazać się niewinny i bezwzględnie musi zostać skazany. Gdy doszedł do Bronisława Komorowskiego, według relacji bywalca rosyjskich agencji towarzyskich, który nie tylko od pułkowników wojskowych służb tajnych, Lichockiego i Tobiasza, ale także od Winiarskiego chciał kupić tajny Aneks do Raportu o WSI, na sali rozpraw zrobiło się tak cicho, że można było usłyszeć przelatującą muchę. Gdy jednak podając wiele szczegółów doszedł do tego, że jego życie zamieniono w pogorzelisko i że mimo wszystko nie jest jeszcze gotowy na śmierć, nawet w oczach prokuratora – chwilę wcześniej usiłującego podważać wiarygodność świadka – spostrzegłem dziwną mieszankę przerażenia i rezygnacji. Tymczasem Winiarski dopiero się rozkręcał. – Służby specjalne przemycają narkotyki, produkują dolary, nie mówiąc już o handlu bronią. Wystąpię o przywrócenie pozwolenia na broń i będę musiał zakupić kamizelkę kuloodporną. Lubię cmentarze, ale póki co, chcę tam bywać tylko, jako odwiedzający groby – powiedział.

A potem mówił jeszcze długo.

                                                                                ***

„W lutym 2013 roku spotkał się ze mną człowiek wysłany przez osoby z ochrony prezydenta Komorowskiego, z informacją, że ludzie ci są w stanie zapłacić każdą cenę za informacje z Aneksu do Raportu WSI, za wiedzę, czy jest na tzw. „rynku”. Wiedziałem, że człowiek ów bywał na imprezach i grillach z udziałem czołówki ludzi na wysokich stołkach. W czasie, gdy toczyły się przedstawione tu wydarzenia, moje telefony były na podsłuchu, byłem też obserwowany – to są fakty. Nie mówiłem o tym dotąd nikomu. Dlaczego? Ponieważ w oparciu o doświadczenia miałem wiedzę o tym, jak służby specjalne reagowały na moje informacje o poważnych przestępstwach, i w oparciu o te doświadczenia nie nabrałem przekonania, że wiedzą warto się szeroko dzielić. Nie było jednak tak, że nie dzieliłem się nią z nikim. W 2009 o pewnych sprawach powiadomiłem np. Zbigniewa Wassermana. Sprawa była rozwojowa, ale niedługo potem Wasserman zginął w Smoleńsku. Poza wszystkim miałem też spotkania z dwoma oficerami ABW, których przedstawił mi Wojciech Miłoszewski z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Nie ukrywam jego nazwiska, bo to człowiek, który walczył z przestępcami, tak jak ja. Wszystko zaczęło się od spotkania w Warszawie w roku 2005, na którym obecni byli przedstawiciele firmy handlującej bronią, oficerowie SB, przedsiębiorcy, no i ja. Funkcjonowałem w środowisku, znałem ludzi, do pewnego stopnia ufano mi. Słowo do słowa i, jak to na takich spotkaniach bywa, dostałem propozycję z gatunku tych nie do odrzucenia – „ochrony” baz paliwowych. Następnego dnia pojechałem do przyjaciela z ABW, sąsiada, któremu opowiedziałem o spotkaniu. Zaproponował, byśmy jeszcze tego samego dnia opowiedzieli o wszystkim prokuratorowi Miłoszewskiemu, i tak się stało. Prokurator zareagował nad wyraz pozytywnie. Poprosił, bym podjął tę grę. Spostrzegł w tym szansę „zamontowania” w hermetycznym środowisku swojego człowieka. Przez następne lata funkcjonowałem w tym brudnym świecie, wśród ludzi bez sumienia. Było ich wielu. Na przykład taki Bogusław Bagsik chciał mnie wynająć do zamordowania jednego dziennikarza. Ostrożnie, tak by się nie zdekonspirować, powiadomiłem prokuraturę o zamiarach Bagsika, ale podobnie, jak wiele razy wcześniej, zmarginalizowano tę sprawę. Miesiąc po miesiącu uwiarygadniałem się przed ludźmi ze świata cieni, w którym żyłem, w rzeczywistości zdobywając bezcenną wiedzę, którą przekazywałem Miłoszewskiemu. Po pewnym czasie prokurator zaprotegował mnie w Centralnym Biurze Śledczym. Dalej poszło gładko, choć był to rodzaj służby, w której działanie wiązało się z nieustannym zagrożeniem. Prokurator zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa i pomagał mi jak mógł, a ja dzieliłem się z nim wiedzą. Dostarczyłem mu np. próbki podrobionych dolarów amerykańskich, fantastycznej jakości. Ale potem w sprawie zaczęły się pojawiać nazwiska polityków oraz szefów i wiceszefów służb specjalnych, i wiadomo, co było dalej… Tak działo się w wielu sprawach, którym ukręcano łeb. W tym samym mniej więcej czasie prokurator Miłoszewski wyznaczył dwoje oficerów CBŚ, m.in. komisarz Annę K, do współpracy ze mną. Gdy finalnie rozwiązywaliśmy sprawę baz paliwowych „chronionych” przez ludzi służb specjalnych, komisarz, nagle, zniknęła. Była osobą obowiązkową, która pozostawała ze mną w stałym kontakcie, a tymczasem wszelki ślad po niej zaginął. Kamień w wodę. Dużo czasu minęło, nim dowiedziałem się, że została przeniesiona do archiwum, odsunięta od spraw operacyjnych i zmarginalizowana. Taka była cena zbliżenia się do niewygodnej dla służb specjalnych prawdy – a i tak nie była to cena najwyższa… Podobny los spotkał drugiego oficera, któremu ufał i którego przedstawił mi prokurator Miłoszewski. Oficer ten był komisarzem z krakowskiego CBŚ i nazywał się Marek Brachowicz. Apolityczny, nieprzekupny, sumienny funkcjonariusz. Spotykaliśmy się do czasu, gdy zainteresował się moją wiedzą na temat spraw związanych z wątkami politycznymi. Przełożeni zareagowali natychmiast - i zwolnili go ze służby dyscyplinarnie. Potem straciłem z nim kontakt. Było jeszcze dwóch oficerów ABW, którym zawierzył prokurator Miłoszewski, ale w tym wypadku popełnił błąd, bo tych nie interesowały przestępstwa, a jedynie haki, informacje o sędziach i prokuratorach, ze szczególnym uwzględnieniem Marka Wełny i …Wojciecha Miłoszewskiego, który przecież im ufał i mnie z nimi poznał! Jeżeli funkcjonariusze ABW nie są zainteresowani przestępcami, a tylko hakami, to właśnie tu należy szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego dotąd nie mówiłem o tych sprawach. Ostrożność nie uchroniła mnie przed śmiertelnym zagrożeniem,  pomówieniem i zniszczeniem. Szesnastu miesięcy, które spędziłem w „sanatorium”, nie zapomnę do końca życia. Przez tych szesnaście miesięcy zaliczyłem dwanaście cel z najbardziej bezwzględnymi bandytami, mordercami, gwałcicielami, handlarzami narkotyków, handlarzami bronią. Próbowano mnie złamać na różne sposoby, nie żałowano mi „atrakcji”, nikomu nie życzę czegoś podobnego, ale nie złamali mnie. W międzyczasie zastraszano moich obrońców, świadków, bliskich. Zniszczono mnie, zniszczono moją rodzinę. Długo nie rozumiałem, dlaczego stało się to wszystko i komu aż tak bardzo się naraziłem. I dopiero później dowiedziałem się, że za tym wszystkim stał Bronisław Komorowski.

Wykop Skomentuj98
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale