Kilkanaście dni temu (18.02.12) ukazał się w Rzplitej artykuł pod wiele znaczącym tytułem: "Nauka polska na krawędzi". Choć i jego tytuł, i zawartość są krzyczące - brak jakiejkolwiek liczącej się reakcji z czyjejkolwiek strony; wszyscy pasjonują się "polskimi piramidami", tj. stadionami, które od klasycznych piramid różnią się tylko tym, że trzeba je będzie utrzymywać przez dziesiątki lat. Choć jest też wyjście: jak najszybciej przeznaczyć je na bazary, natychmiast po "Euro 2012", aby uniknąć strat.
A co do polskiej nauki. Artykuł podaje, że Polskie Państwo wyłożyło na naukę w ubiegłym roku aż 0,37% PKB, wobec 2,0 założonych na ten rok w Strategii Lizbońskiej, zgodnie z którą kraje UE mają też zmierzać do 3,0%; my, a w każdym razie Polskie Państwo - najbardziej "pro-modernizacyjna ekipa" - zmierza do 0,30. Podobno inne podmioty trochę dołożyły więc wyszło ok.0,90, mniej niż połowa poziomu założonego w Strategii. Brawo, "modernizatorzy"! Tak trzymać!
W instytutach naukowo-badawczych profesorów wysyła się na bezpłatne urlopy, a nawet, tak jak w moim IFiS-ie, na 1/4 etatu. Postanowiłem więc pójść na emeryturę choć mam tylko 66 lat, a pracuję tylko 44; przepraszam Ministra Pracy i Ministra Nauki, że nie doczekałem lat 67, zgodnie z życzeniem premiera Tuska!
Przeżyłem już dwa pogromy Polskiej Nauki: w latach 1968-70 i w latach Stanu Wojennego ale nawet wtedy, tzn. w okresie "stanu", wypłacano tzw.13-tkę. Teraz Państwa Polskiego nawet na to nie stać choć ciągle się (podobno) rozwija.
Co tu się dzieje! Trwa cichy, trzeci pogrom; a raczej czwarty lub piąty bo za Hitlera i Bieruta też przecież było niewesoło, ale to były władze okupacyjne; wiemy z doświadczenia, że odbudowa naukowego potencjału wymaga wielu lat!
Co można robić w tych warunkach?
Na ostatnim posiedzeniu Rady Naukowej mego Instytutu zaproponowałem kolegom powołać Komitet Obrony Polskiej Nauki i Filozofii, apelując do innych instytutów i przyciągając uwagę mediów, tym bardziej, że niektórzy koledzy stale pojawiają się w rządowych mediach. Reakcja była bardzo umiarkowana, nie to, co kilka lat temu, gdy apelowano o anty-kaczystowskie rezolucje w obronie "naukowych kolaborantów" SB; teraz większość milczała mimo, że tym razem chodzi o dobro publiczne a nie o własną niezbyt czystą skórę!
Żenada!
Przewodniczący Rady nazwał moja propozycję "niekonstruktywną". A jaka może być inna: iść jak barany na rzeź ("postepowców", bolszewików z RP, lewizny czy liberałów) i pisać żebracze listy do dzisiejszych Bucholców ("krauzych", "czarneckich", "kulczyków" czy innych "uwłaszczonych")?
Oczywiście, wciąż jeszcze żyjemy bo pracujemy też na prywatnych uczelniach (obecna pani Minister Nauki pracowała podobno w tym samym czasie na trzech) ale one też zaczynają ostatnio bankrutować, pojawi się niedługo problem, jak zagospodarować pozostający po nich majątek. Może wrócić do szklarni?
PS.A propos żebractwa, które ostatnio zaczyna być - i słusznie - na cenzurowanym. A co z Orkiestrą Świątecznej Pomocy niejakiego Owsiaka? Przecież to jest najjaskrawszy przykład instytucjonalizacji, a wręcz upaństwowienia żebractwa; pisałem o tym już wyżej - czyżby nasze Państwo zamierzało walczyć o monopol na żebractwo?!
314
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (2)