teesem teesem
855
BLOG

Po co nam historia?

teesem teesem Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 1

Po co nam historia?

Zastanawiałem się kiedyś, jak odpowiedzieć na to pytanie. Miałem uczyć dzieci w szkole,
wypadało wiedzieć, po co. Na pewno w którymś momencie jakiś znudzony dzieciak zwróciłby się
z tym pytaniem do mnie. Ale po co nam w ogóle ta historia, proszę pana.

To zupełnie inne pytanie od tego, które brzmi: dlaczego lubisz historię? Bo że lubię, to

wiadomo, uznajmy to za pewnik. Ale z jakich powodów ją lubię?
Przez szereg lat wymykałem się odpowiedzi wstydliwym dość, albo może aroganckim
stwierdzeniem: bo lubię bajki, lubię opowieści, a historia to przecież opowieści snute od
pokoleń przez tych, którzy akuratnie dzierżą władzę lub w jakiś inny sposób mogą wpływać na
interpretacje zdarzeń, mogą przede wszystkim mieć nadzieję, że ich interpretacja zastąpi fakty.

Historia wszak to nieco więcej i teraz to dostrzegam. To gra podobna do próby odkrycia
ukrytego sensu w alegorycznym obrazie. Coś jest ukryte, coś nie powiedziane wprost, bowiem
nie można pokazać wszystkiego i mówić otwarcie. Bo nawet mówiąc otwarcie, przez to, że nie
pokazuje się wszystkiego, mówi się zagadkami.

Historia to zwykle nawet nie nauka, raczej synteza jakiegoś odcinka dziejów. Dla szerokich
rzesz ludzi to obraz mocno skondensowany, a przez to prawie zupełnie abstrakcyjny, odległy,
oparty na symbolach ledwo albo wcale nie zrozumiałych, najwyżej odczuwalnych jako coś
znajomego. Uproszczona wizja jakieś przeszłości podobna do mitu, i z tego samego powodu
tylko w ułamku zgodna z rzeczywistością.

Po co nam taka historia? Naprawdę nie wiem. Może zbyt srogo oceniam jej użyteczność w tej
formie. Z pewnością w tej formie jest użyteczna dla tych, którzy nią gardzą, a zarazem w
taki sposób podają ją innym do strawienia. Spełnia bowiem rolę zbędnego balastu i o to
przecież chodzi, by za balast ją uznać.
Takiej historii faktycznie nie potrzebujemy. Jest dziurawa jak pamięć człowieka z
zaawansowanym Alztheimerem.

A czy jest jakaś inna? I po co nam inna?

Długo nie znajdywałem odpowiedzi. Dzisiaj w końcu na nią wpadłem. Przez proste porównanie.
Porównałem mianowicie historię, która jest pamięcią jakieś zbiorowości do historii, która
jest pamięcią jednostki. I wtedy zadałem sobie pytanie, które wyjęte z kontekstu wydało się absurdalne:
po co mi pamięć?
po co mi moje wspomnienia?
dlaczego potrzebuję wiedzieć tyle, ile wiem, o mojej przeszłości?
jak się nazywam? gdzie byłem? co robiłem? czego się nauczyłem? jakie podjąłem decyzję? jakich nabrałem umiejętności, a jakich przekonań?

A bardziej precyzyjnie:
czy moje przeszłe relacje z ludźmi mają wpływ na to, jakie zawieram obecnie znajomości?
czy to, że uczyłem się pisać, czytać, rachować, ma wpływ na to, jak obecnie myślę?
Czy to, z czym stykałem się w przeszłości, odbija się na moich decyzjach teraz?

Tym jest właśnie historia. Tak myślę. Zakorzenieniem. Punktem odniesienia. Tradycją. Wspomnieniem - cudzym wprawdzie, ale zarazem naszym, bo będącym częścią życia ludzi, których krew płynie nam w żyłach, a bardziej może tych, których prochy depczemy. Takie wspomnienia łatwiej odrzucić niż własne i tu tkwi zasadnicza różnica między przeszłością jednostki, a przeszłością wspólnoty.

Historii można się wyprzeć. Albo ją zmienić dla wygody na taką, która nie będzie wymuszała od nas powtarzania wzorów przodków. Można ją również zanegować, jeśli np. nie czujemy, by była naszą historią.

Przede wszystkim zaś można ją interpretować na rozmaite sposoby, zależnie od punktu wyjścia jaki obierzemy i sposobu spojrzenia na fakty, które będzie nam dane poznać. Z tego powodu uważam historię za nieskończoną, nigdy ostatecznie niedopowiedzianą, ulegającą zmianom, mimo że dotyczy przeszłości.

Prawie jak nasza własna pamięć. Choć przy naszej pamięci nikt nie majstruje, a przy tej wspólnej ktoś ciągle jedne fakty usuwa w cień, a inne pozbawia znacznej wiarygodności.
Obecna władza, jako w prostej linii poprzedniczka reżimu, który był nielegalny zbyt krótko, by mógł powołać swoją dynastię, zbyt długo jednak, by chciał zrezygnować z przywilejów władania, próbuje usankcjonować zbrodniczą przeszłość, malując historię w barwach dogodnych do jej ostatnich żywych przedstawicieli i jej wciąż młodych kontynuatorów. Chce, byśmy nie pamiętali o przeszłości, a jeśli już, to tylko o tych rzadkich chwilach, kiedy było się czym pochwalić.
 
Takiej historii też nie lubię.

teesem
O mnie teesem

najlepiej radzę sobie z wymyślaniem nowych koncepcji najgorzej z ich realizacją...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura