Być może wreszcie Janusz Palikot się przysłużył - o dziwo, nie dla swojej partii. Polityk PO udzielił szczerego wywiadu Agnieszce Kublik (nota bene - jedna z moich "ulubionych" postaci dziennikarskich, to pani od plotek nt. antysemity Michała Kamińskiego do angielskich brukowców). Niektóre tezy, jakie stawia, można uznać za strzał w stopę albo policzek dla partii Tuska.
Okazuje się, że Platforma Obywatelska telewizją handluje. O ile niemal wszyscy gromili Prawo i Sprawiedliwość za mini-układ z ludźmi Czarzastego, o tyle mało kto dostrzegał, że ta pierwsza partia poszła na deal z Farfałem.
Agnieszka Kublik: Skąd ta miłość Platformy do Piotra Farfała? Minister skarbu już drugi raz ratuje mu fotel prezesa TVP.
Janusz Palikot: Farfał jest dla Platformy użyteczny. Daje szansę na wykreowanie nowego prawicowego kandydata w wyborach prezydenckich.
Palikot palnął oczywistość, którą od kilku miesięcy podkreślam. Nie wiem, czy przy Farfale PO będzie forowana niczym Libertas przed wyborami do Parlamentu Europejskiego - szczerze wątpię. Ale na pewno:
"Jeśli TVP jeszcze przez jakiś czas nie będzie w rękach PiS-u, to znacznie zmniejsza szanse Lecha Kaczyńskiego i zwiększa szanse innego kandydata na prawicy, który rozbiłby prawicowy elektorat. A to zwiększa szanse Donalda Tuska. Czy to się uda? Przyznaję, to może być przekalkulowane. I stąd ta miękka obrona Farfała."
Po raz pierwszy chyba przyszło mi się zgodzić z politycznym błaznem. Wychodzi na to, że w szeregach partii rządzącej panuje autentyczna niepewność, może nawet strach, niewiara w magiczne sondaże - raz ukazujące kilkuprocentowy wzrost, innym razem spadek. Lech Kaczyński jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Ale dzięki słowom Palikota - kogoś przecież, nad czym ubolewam, ważnego w PO - mamy pewność, do czego potrzebne są media publiczne dla polityków partii Tuska. I jeszcze bez cienia wątpliwości główny bohater notki dodaje:
A.K.: To cyniczna kalkulacja: b. neonazista Farfał jest zły, ale nam się strategicznie opłaca.
J.P.: Tak, wiem, to obrzydliwe.
Palikot później przyznaje, że jego partia dała się wciągnąć w grę Giertycha i to w dodatku świadomie. Czyli poszła w tany z kimś, kogo miesiącami rugała nie tylko za negatywne działania, ale za wzrost i sposób poruszania.
A.K.: Czyli TVP jest dla was takim samym narzędziem sprawowania władzy, jak dla Kwiatkowskiego, Czarzastego, Wildsteina czy Urbańskiego.
J.P.: Ale na odwrót. Bo my nie mamy żadnego wpływu na to, co się dzieje w telewizji.Tylko na jedno mamy wpływ: czy Farfał jeszcze długo porządzi.
Palikot dolewa oliwy do ognia także w kontekście samego Tuska. Otóż w głowie się nie mieści, by premier kraju, w którym media publiczne nie wypełniają żadnej misji i są kompromitowane przez władze, zupełnie nie interesował się ich sytuacją:
A.K.: Co na to premier Tusk? Nadal mu wszystko jedno, kto jest prezesem TVP?
J.P.: To fakt, premier ma do tego duży dystans. Dwa-trzy razy próbowałem z nim o TVP rozmawiać, tozawsze mówił: "Mam ważniejsze sprawy na głowie".
Wobec tego nie wiem, po co załoga Tuska chciała przeforsować ustawę medialną, pogrążającą jeszcze sytuację w mediach publicznych? Na szczęście Sejm nie odrzucił wczoraj weta prezydenckiego i premier ma kolejne zmartwienie - jak tu jeszcze bardziej upolitycznić TVP.
Klub PO oczywiście odciął się od słów Palikota. Ciekaw jestem, jaką reprymendę otrzymał poseł. Aż powtórzę po Marku Migalskim odnośnie kontrowersyjnego polityka - brawo, jestem z Pana dumny! Wreszcie ktoś z partii rządzącej miał jaja, by wyznać, do czego potrzebny jest jej Farfał!


Komentarze
Pokaż komentarze (74)