Kiedy czytam artykuły w "Rz" na temat afery hazardowej z udziałem polityków partii rządzącej, przypomina mi się jako żywo afera gruntowa sprzed 2 lat i to, co stało się później. Cienia wątpliwości, że Chlebowski i Drzewiecki są zamieszani w całą sprawę, właściwie nie ma. Pytania się jednak mnożą.
CBA nie podaje do wiadomości publicznej stenogramów z podsłuchów, które są wzięte z kosmosu. Służba, według informacji "Rz", badała inną sprawę korupcyjną, kiedy okazało się, że dwaj biznesmeni ze Śląska - Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek - lobbowali na rzecz nowelizacji ustawy hazardowej. Chlebowski to szef komisji Finansów Publicznych, a Drzewiecki chciał wyłuskać dla spółki Euro 2012 dodatkową dopłatę z daniny nałożonej na firmy hazardowe. Ci politycy, jak pokazują stenogramy, doskonale się znali z biznesmenami i mieli pełną świadomość tego, w jakim przekręcie uczestniczą. Mało tego - 12 sierpnia Mariusz Kamiński informuje premiera Tuska o całej aferze. Po dwóch tygodniach Sobiesiak i Kosek orientują się, że ich poczynania śledzą agenci CBA i kontakt między nimi się urywa. CBA zawiadamia prezydenta o możliwym i - niestety - bardzo prawdopodobnym przecieku szefa rządu. I właśnie ten moment w całej aferze jest kluczowy. Cień podejrzeń padł na Donalda Tuska.
Niesiołowski już wykrzykuje, że Mariusz Kamiński uczestniczy w kampanii wyborczej. Julia Pitera, która przez wiele miesięcy ścigała CBA i pisała raporty, o sprawie wcześniej nic nie wiedziała. A odpowiada za walkę z korupcją a sprawa lobbingowa nią pachnie. Zapewne oprócz starań o wyjaśnienie afery u źródła, będzie chciała ścigać Mariusza Kamińskiego za przekręty ludzi ze swojej partii.
Ale najbardziej zdumiewające i szokujące są słowa ministra sprawiedliwości, który w tym momencie wywiera nacisk na prokuraturę: "Mirosław Drzewiecki i Zbigniew Chlebowski są absolutnie niewinni, ja nie widzę żadnych dowodów". Przypomina się sprawa Jacka Karnowskiego i obrona podejrzanego przez Czumę. Nie pamiętam, by kogokolwiek w takiej sytuacji bronił Ziobro czy Ćwiąkalski.
Dwa lata temu, kiedy gruchnęła afera gruntowa, a zarzuty usłyszeli ludzie związani z PiS-em, Jarosław Kaczyński podjął decyzję o wcześniejszych wyborach. Teraz brakuje tylko zarzutów, ale panika w szeregach partii rządzącej jest ogromna. Poważny cień podejrzeń padł na Donalda Tuska, jako źródło przecieku dla biznesmenów. Budżet państwa mógł stracić nawet 469 mln złotych. Trzeba poczekać na wyjaśnienie sprawy do końca. Hasłem tej afery są słowa Chlebowskiego do biznesmena, pochodzące ze stenogramu: "Walczę, Rysiu, załatwimy".
PS. Nie wiem, jak w takiej sytuacji może przyjść Chlebowski na imprezę Salonu 24. Ale to zmartwienie już dla p. Igora Janke.


Komentarze
Pokaż komentarze (80)