Wczoraj pisałem, że dziwnym zrządzeniem losu nikt nie gani Mirosława Drzewieckiego w związku z aferą hazardową, a wszystkie ciosy poszły na Zbigniewa Chlebowskiego. Dzisiejsze fakty, jakie podaje "Rzeczpospolita", pokazują, że związek ministra sportu ze światem biznesu nie ograniczał się tylko do walki o korzystne dla tego środowiska przepisy.
Z Sobiesiakiem znał się osobiście były szef klubu PO, ale i Drzewiecki. I to dość dobrze, bo przy protekcji tego drugiego, lobbysta chciał zapewnić pracę dla córki. Minister zlecił sprawę Marcinowi Rosołowi, swojemu najbliższemu współpracownikowi. Zaproponował on stanowisko w Centralnym Ośrodku Sportu, ale troskliwy tatuś nie był zachwycony. "Mirek" mógł załatwić posadę w branży turystycznej, ale córka ostatecznie miała wylądować w Totalizatorze Sportowym. Spotkała się na dwa dni przed rozmową kwalifikacyjną z szefem gabinetu politycznego ministra Drzewieckiego. Dzień wcześniej, z pracy nagle zrezygnowała. Dlaczego? Sobiesiak bał się akcji CBA. I to właśnie w tym momencie mogło dojść do przecieku. Póki co są dwa możliwe wyjścia - Tusk albo gabinet Drzewieckiego. Lobbysta przyznał "Rz", że starał się o pracę dla córki, korzystając z pomocy Drzewieckiego. A jak informuje gazeta:
"Sobiesiak od kilku lat ma kłopoty z wymiarem sprawiedliwości. Jako współwłaściciel Winterpolu w 2005 r. miał wręczyć 10 tys. zł łapówki członkowi komisji, która decydowała o przyznawaniu dotacji inwestycyjnych PHARE. W 2008 r. został prawomocnie za to skazany na dziesięć miesięcy w zawieszeniu na dwa lata."
Politykom partii rządzącej należy pogratulować znajomych. Ale na poważnie - Donald Tusk wyznacza podwójne standardy. Skoro zdecydował się na wyrzucenie ze stanowiska szefa klubu Chlebowskiego, to powinien taki krok podjąc w stosunku do Drzewieckiego. Trzeba pamiętać też o tym, że premier o niejasnościach wokół swoich ludzi wiedział od 14 sierpnia i do wczoraj nie zrobił nic. Gdyby sprawa nie wybuchnęła, dalej żylibyśmy w przekonaniu, iż wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Z jakich względów Mirosław Drzewiecki jest "kryty" przez szefa rządu? Czy ma to związek z tym, iż jest uważany za kasjera PO? Kolejne fakty, podane przez "Rz", nie pozostawiają wątpliwości - każdy dzień tego pana na stanowisku ministra sportu szkodzi polskiej polityce. Za to po części odpowiedzialny jest Donald Tusk.
http://www.rp.pl/artykul/2,371787_Posada_dla_corki_lobbysty.html


Komentarze
Pokaż komentarze (84)