A więc jednak. Donald Tusk pokazał, że wyznacza podwójne standardy. W lutym rozprawił się z Misiakiem, kilka dni temu z Chlebowskim, a dzisiaj..."Premier ma do mnie pełne zaufanie" - mówi Drzewiecki w wywiadzie dla "Newsweeka".
Minister sportu zachowa swoje stanowisko. Nie widzi kompletnie nic złego w tym, jak szedł na rękę lobbystom, co pokazywały stenogramy, a mało tego - ma za złe Chlebowskiemu, że o nim w ogóle w rozmowach z biznesmenami wspominał. Ciekawy w tym wywiadzie jest wątek spotkań ministra z Sobiesiakiem:
Newsweek: A pan jak blisko zna pan Sobiesiaka? Bo że pan zna nie ulega wątpliwości — wynika to z nagranych rozmów Sobiesiaka.
Mirosław Drzewiecki: Znamy się od wielu lat, ale to powierzchowna znajomość. Czasami spotykaliśmy przy okazji rozmaitych imprez golfowych. Raz byłem na polonijnym turnieju Polonia Open na Florydzie, w którym brał udział Sobiesiak. Jest dobrym golfistą, byłym niezłym piłakrzem.
Newsweek:Często się spotykaliście w Stanach? Pan ma apartamnent na Florydzie.
Mirosław Drzewiecki: Nie wiem, gdzie mieszka Sobiesiak. Na pewno nie jest moim sąsiadem ani w Polsce, ani w USA. Czasami wydzwaniał do mnie, pytał, czy się wybieram na jakiś turniej. Zanim zostałem ministrem jeżdziłem częściej, teraz mam na to za mało czasu. (...)Sobiesiak był u mnie w domu dwukrotnie, ostatni raz 4-6 miesięcy temu. Przywiózł mi kije golfowe i wypytywał, czy w jakimś konkretnym miejscu będziemy mogli wybudować orlika. O nowych opłatach w grach losowych nie rozmawialiśmy.
Naprawdę, nie bądźmy naiwni. Drzewiecki spotyka się z lobbystą, wpłacającym niegdyś pieniądze na kampanie wyborczą PO akurat w tym czasie, kiedy - wedle notatki Kapicy (czyli prawie 4 miesiące temu) - minister poszedł na rękę biznesmenom:
"Dnia 30 czerwca br. Minister Sportu i Turystyki M. Drzewiecki przesłał pismo wskazujące na niecelowość wprowadzenia dopłat zasilających Fundusz Sportu ze względu na zmianę planów inwestycyjnych Narodowego Centrum Sportu. Pismo zostało przesłane bez skierowania zapytania w tej sprawie przez MF po odbyciu konferencji uzgodnieniowej."
Jakoś trudno mi uwierzyć w to, że lobbysta nie chciał przekonywać ministra do zmiany planów. To są najciekawsze wątki z tego wywiadu. Dalej Drzewiecki tylko się pogrąża - dziwnym trafem nigdy nie wiedział, że Sobiesiak miał wyrok za korupcję. O zabiegach Rosoła, załatwiającego pracę dla córki lobbysty, już zdawał sobie sprawę:
"Powiem szczerze jak na spowiedzi. To był pomysł szefa mojego gabinetu Marcina Rosoła. Wkurzyłem się, kiedy się o tym dowiedziałem. To bez sensu, nie powinno tak być. Rosół przesadził.(...)Na miły Bóg, nie jestem w stanie wszystkiego kontrolować. Ja w tej sprawie nie kiwnąłem palcem."
Problem w tym, że minister nie wyrzucił swojego współpracownika. Problem w tym, że według doniesień "Rzeczpospolitej", Miro miał zaproponować pracę w branży turystycznej dla córki Sobiesiaka. Zresztą sam zlecił całą sprawę Rosołowi, więc i to idzie na konto ministra.
Potwierdza się opinia wielu, że Drzewiecki jest kryty. Afera hazardowa pokazuje, jakie standardy obowiązują w polityce. Przede wszystkim, w tym przypadku - w partii rządzącej. Czyli ich brak.
Wywiad z Drzewieckim w Newsweeku


Komentarze
Pokaż komentarze (47)