A raczej spróbuje to uczynić, kiedy zdymisjonuje we wtorek Drzewieckiego i Kamińskiego. I myśli, że wszystko będzie cacy. Dość istotne są pytania: dlaczego chce odstawić na boczny tor szefa CBA i dopiero 3 dni po konferencji ministra sportu go zdymisjonować.
Nieoficjalnie reporter RMF FM, Robert Osica już zna odpowiedzi od jednego z doradców premiera:
"Mariusz Kamiński, rozpętując aferę, rozpoczął otwartą wojnę z premierem, który w ostatnich swych wypowiedziach dał jasny sygnał, że dni Kamińskiego na stanowisku szefa CBA mogą być policzone. Dymisja Drzewieckiego z kolei ma zamknąć usta opozycji, która zwolnienie szefa CBA zinterpretowałaby jako próbę zamiecenia pod dywan afery z ludźmi Platformy w tle. Tylko w ten sposób Tusk mógłby zachować twarz i pozbyć się balastu, jakim jest Kamiński"
Czyli po prostu zemsta, a nie ew. postawione zarzuty spowodują, że Mariusz Kamiński może przestać być szefem CBA. Plan Donalda Tuska jest o tyle zastanawiający, iż przecież biuro zapowiedziało odtajnienie całości dokumentacji ws. afery hazardowej. Póki sprawa się nie wyjaśni, a opinia publiczna nie zapozna się z zawartością obciążającą prawdopodobnie polityków, dopóty Kamiński powinien pozostać na stanowisku. Paradoksalnie, nawet przy szkodliwej, moim zdaniem również dla zycia politycznego w Polsce, decyzji premiera, Prawo i Sprawiedliwość może zyskać. Nietrudno zgadnąć, kto w ostatnim czasie miał powiązania z biznesmenami i działał na ich korzyść, a kto nieetyczne powikłania odkrył. Cała Polska słyszała o Zbysiu, że "załatwi", podobnie jak wszyscy widzieliśmy czerwonego Mira pod gradobiciem pytań w sobotę. Tego nie da się zatrzymać i zaklinanie rzeczywistości premierowi nie pomoże. Donald Tusk chce usunąć Kamińskiego w ramach odwetu, czyli sam aferę hazardową wykorzystuje do połajanek politycznych.
Szef rządu zachowałby twarz, gdyby po 14 sierpnia od razu "rozprawił się" i z Chlebowskim i z Drzewieckim. A jeśli nie wtedy, to przed weekendem. Drzewiecki został na konferencji prasowej upokorzony i ewidentnie kręcił, a premier wziął to za dobrą monetę i palnął coś o pełnym zaufaniu i uczciwości ministra. Tym samym próbował uwiarygodnić krętactwa. Decydując się na termin wtorkowy, Tusk dał czas Rosołowi i Drzewieckiemu na ustalenie swojej wersji wydarzeń, ale na to samo przyzwolił Schetynie i Szejnfeldowi. By taka sytuacja jak w sobotę się nie powtórzyła.
Już sam minister spraw wewnętrznych twierdził, że dalsza przyszłość Drzewieckiego zależy od tego, jak wypadnie na konferencji - czyli zwykły PR i nastroje społeczne, a nie względy etyczne decydują, kto zasiada w rządzie Tuska. Być może premier na odwet wobec szefa CBA się nie zdecyduje. Ale nawet, jeśli sondaże pokażą, że służba Kamińskiego jest w Polsce potrzebna, Tusk nie poświęci swojej walki o prezydenturę. A nie da się wygrać, jeśli współpracownicy i ministrowie są w taki sposób kompromitowani. Dlatego zadba o to, by jego wizerunku nie psuł Drzewiecki. I zapewne - co gorsza - Mariusz Kamiński.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)