Paradoksalnie - w pozytywnym znaczeniu. Bo oto CBA działa z "jeszcze większą determinacją" i patrzy na ręce rządzącym - zupełnie tak, jak chciał niegdyś Donald Tusk. Właśnie po to służba powstała i wykrycie afery hazardowej, napiętnowanie tych, którzy poszli na nieczysty układ ze światem biznesowym, mógł okazać się dla Polski przełomem.
Nie ma co się też oszukiwać - korupcja była, jest i będzie zawsze. To patologia, która nie została wyeliminowana w pełni skutecznie przez żadną instytucję czy jakikolwiek rząd. Ale w Polsce od czasów powstania CBA coś się zmieniło - wreszcie ktoś miał zamiar stać się autentycznym straszakiem przed "braniem" i "dawaniem" w łapę. Popełnia błędy ten, kto nic nie robi - i dlatego mogli funkcjonariusze biura popełnić błędy, naruszyć pewne granice etyczne. Ale ewidentne działania zapobiegawcze i zatrzymania - tak doktora G., Sawickiej, Ryby i Andrzeja K., Marczuk - Pazury, tych rozdających na prawo i lewo licencje do wykonywania zawodu pilota, jak i wreszcie rozbicie w pewnym stopniu kontaktów Sobiesiaka i Koska z prominentymi działaczami PO - to wszystko nie miało na celu wsadzania do paki niewinnych ludzi. Tego chyba nie muszę nikomu racjonalnie myślącemu tłumaczyć.
Osoba publiczna, która ma bezpośredni kontakt z korupcją lub jej znamionami, nadużyciem swojej pozycji, ma czuć na plecach oddech służby Mariusza Kamińskiego. I właśnie wykrycie afery hazardowej mogło być przełomem dla elity politycznej. Parlamentarzysta musi być przygotowany na wszystko w momencie ugięcia się pokusie wykorzystywania władzy. Koniec kariery politycznej, kompromitacja, utrata profitów, być może i przyjaciół - to wszystko musi się stać, kiedy popełni niewybaczalny błąd. Polityk ma być czysty jak łza i nawet w momencie skucia w kajdanki przez funkcjonariuszy jakiejkolwiek służby, udowodnić, że jest niewinny. Kiedy rzuca najpierw oskarżenia wobec tych, którzy wykryli jego nieczyste intencje i mota się w zeznaniach we wszystkie strony - sam sobie jest winny publicznemu ostracyzmowi. A tak było w wielu przypadkach.
Wraz z dymisją Kamińskiego, szansa dla Polski, po aferze hazardowej, na oczyszczenie życia politycznego i wprowadzenia rygorystycznej atmosfery strachu przed łapownictwem i nieetycznymi kontaktami ze światem biznesu, maleje. Tym bardziej, jeśli Donald Tusk nie ma żadnych racjonalnych argumentów do decyzji o dymisji szefa CBA. Bo nie można brać na poważnie stwierdzenia, jakoby Kamiński nadużył zaufania szefa rządu i podważał jego autorytet, w związku z czym konczy się pewna era czyszczenia życia publicznego. Wówczas premier sam pogłębia zmarnowaną szansę, bo uzależnia pozycję szefa służby specjalnej od własnych intencji, urazów, sympatii. A należy pamiętać, że przecież już wcześniej Platforma Obywatelska szykowała się do zdetonowania Mariusza Kamińskiego. Raporty Pitery nie zadowoliły wówczas nikogo.
Donald Tusk mógł dać szansę Polsce. On jest szefem rządu, więc jego cyrk i jego małpy. Chciał wyrzucić szefa CBA? Niech to zrobi, ale najpierw powinien umożliwić Kamińskiemu wyłożenie wszystkich kart na stół. Inaczej sam udowodnił, że czegoś najwyraźniej się boi. Patologia rodzi patologię - a jest nią z pewnością odwet na szefie służby specjalnej. Z tym nie mieliśmy chyba jeszcze do czynienia w Polsce po 1989r. Chociaż przypomina się los gabinetu Olszewskiego i sprawa lustracji 4 czerwca 1992r. Wtedy również - zachowując proporcje - storpedowano pracę ludzi pod byle jakim pretekstem "posunięcia się za daleko" w swych działaniach. Analogia wydaje się być oczywista w związku z dniem dzisiejszym. Szkoda tylko, że traci na tym życie publiczne w Polsce.
Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).
Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą.
Grzegorz Wszołek
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka