Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990
101
BLOG

Prawy jak Śmiłowicz

Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990 Polityka Obserwuj notkę 103

 

Kilka dni temu pisałem, że trzeba walczyć z prymitywnym zakłamaniem w mediach i staraniami dziennikarzy, by odwracać uwagę od istotnych problemów. Ostatnimi czasy "Newsweek" ściga się z "Gazetą Wyborczą" w zawodach, kto bardziej dokopie PiS i CBA za czasów Kamińskiego. Redaktor Śmiłowicz zajął się umorzeniem sprawy przecieku w aferze gruntowej przez prokuraturę. I to jak!

Śmiłowicz:Umorzenie sprawy przecieku w aferze gruntowej było oczywiste, bo od początku sprawa miała wymiar przede wszystkim polityczny. (...)A nie było ich (dowodów na winę Kaczmarka – przyp. gw) między innymi dlatego, że sprawa została spalona pod względem prawnym podczas słynnej konferencji prasowej zastępcy prokuratora generalnego Jerzego Engelkinga w dniu 31 sierpnia 2007 roku. Wtedy bowiem niemal cały materiał dowodowy został publicznie ujawniony i było oczywiste, że żadnych nowych dowodów się nie zdobędzie.

Mam pytanie do red. Śmiłowicza – skąd zna materiał dowodowy, dostarczony prokuraturze przez CBA? Rozumiem, że jeśli służba Kamińskiego działała na „niekorzyść” rządu Donalda Tuska, wówczas trzeba było oskarżać ją o służalczość i polityczne pobudki. Niezwykle bawi mnie jednak logika dziennikarzy, kiedy znane frazy powtarzają przy wszystkich przypadkach. Sprawa przecieku i afera gruntowej „od początku miała wymiar przede wszystkim polityczny”, chociaż uderzyła w członków rządu PiS, przez co doszło do rozpadu koalicji PiS-LPR-SO. Poza tym, prokuratura umarzając śledztwo nie stwierdziła kategorycznie, że przecieku nie było. Według niej, przedstawiony materiał dowodowy nie jest na tyle mocny, by uzasadnić przestępstwo. Ale to nie znaczy, że sprawy nie ma. Dlatego kolejne działania prokuratury są przynajmniej dziwne.

Śmiłowicz: Prawne wyjaśnienie sprawy zostało zatem poświęcone na ołtarzu polityki przez sam rząd PiS. Stąd dziś politycy PiS nie powinni akurat w tej sprawie zabierać głosu. Tym bardziej, że są mistrzami w wykorzystywaniu słabego pod względem prawnym materiału dowodowego do rozgrywek politycznych.

Wszyscy mogą zabierać głos, chociaż wykorzystywali sprawę politycznie, byle tylko nie winni politycy PiS. Otóż być może Śmiłowicz nie rozumie, ale jak dotąd każda afera, uderzająca w jakikolwiek rząd, była wykorzystywana przez wszystkie siły polityczne, by nabić słupki poparcia. Nie może to nikogo zbytnio dziwić. Kiedy wybuchła sprawa gruntowa, przeciwko partii Kaczyńskiego występowali nie tylko Giertych i Lepper, ale i Olejniczak czy Tusk. Dzisiaj ten ostatni wielokrotnie głosi frazy o „wykorzystywaniu do walki politycznej afer” , które wyszły na światło dzienne dzięki skutecznym działaniom CBA. Śmiłowicz woli jednak ubarwiać narrację szefa PO i idzie dużo dalej. Gdyby takie słowa wypowiedział polityk SLD czy partii rządzącej, machnąłbym ręką. Ale gdy dziennikarz poważnego tygodnika, jakim jest „Newsweek”, zniża się do poziomu nawalanki politycznej, trzeba reagować.

Śmiłowicz: Ten sam modus operandi zastosowało przecież kierowane przez Mariusza Kamińskiego Centralne Biuro Antykorupcyjne w aferze hazardowej. Też zamiast kierować sprawę do prokuratury, rozegrano ją politycznie, najpierw zawiadamiając premiera, a potem innych polityków, piastujących najwyższe urzędy.Też zapewne dlatego, że dowody były niewystarczające do postawienia zarzutów.

Gdyby Kamiński odważył się nie powiadomić premiera, nie chcę nawet myśleć, co by się stało i z jaką nagonką mielibyśmy do czynienia. Śmiłowicz doskonale zdaje sobie sprawę, że bohaterowie afery hazardowej mogli prawa nie złamać. Lobbing, nawet tak prymitywny jak w tej sprawie, nie jest zakazany. Ale zamiast zająć się sprawą pisma Przybyłowicza do Tuska, które informowało premiera o niejasnych ruchach Drzewieckiego w związku z dopłatami a także pojawiający się wątek córki Sobiesiaka, woli on nawalać w PiS i CBA. Ciekawe, co by pisał Śmiłowicz, gdyby Kamiński nie spotkał się 14 sierpnia z Tuskiem. W narracji dziennikarza brakuje tylko wiarygodnej wzmianki o tym, że Lech Kaczyński wyrażał chęć aresztowania kogoś (pamiętne spotkanie Tuska i Kaczyńskiego wraz z Marszałkiem Sejmu i najważniejszymi politykami w państwie ws. afery hazardowej).

Śmiłowicz:Prawo i Sprawiedliwość, zamiast protestować w takich sytuacjach jak dzisiejsza, powinno raczej zastanowić się nad zmianą nazwy. Na przykład na Prawo dla Polityki.

Równie dobrze można powiedzieć, że Śmiłowicz powinien zostać bajkopisarzem, a nie dziennikarzem. Porażająca logika ludzi mediów. Jak dobrze rozumiem, redaktor solidaryzuje się z Andrzejem Lepperem, którego głównym argumentem przeciwko Ziobrze jest to, że b. minister sprawiedliwości nie ma żony i dzieci, to nie wie, jak się czuje człowiek w sytuacji Leppera.

Szkoda, że Śmiłowicz nie zbada rzekomych nacisków na prok. Olewińskiego ws. postawienia zarzutów Mariuszowi Kamińskiemu. Nie zajmie się kwestią notatki Cichockiego nt. spotkania Tuska i Drzewieckiego z 19 sierpnia (pominął on udział Schetyny). Nie zająknie o liście Przybyłowicza do premiera z 14 lipca. Winne jest tylko CBA i PiS. Nie ma więc szans na to, by sprawa afer została też poważnie potraktowana przez dziennikarzy. Kataryna i my, blogerzy, to zbyt mało na pokonanie otoczki medialnej.

Tekst Śmiłowicza w "Newsweeku"

Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).  Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą. Grzegorz Wszołek Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (103)

Inne tematy w dziale Polityka