Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990
90
BLOG

11 listopada to nasze święto

Grzegorz Wszołek - gw1990 Grzegorz Wszołek - gw1990 Polityka Obserwuj notkę 34

Do napisania krótkiego tekstu skłoniła mnie ankieta w dzisiejszej Frondzie. Czy dzień odzyskania niepodległości jest naszym świętem, czy mamy z czego się cieszyć  i czym się różni obecna III RP od epoki Piłsudskiego, chociaż obie przyniosły Polakom historyczną wolność?

Przede wszystkim musimy pamiętać i celebrować wydarzenie sprzed 91 lat. A można to robić na wiele sposobów - uczestnicząc w pochodach, pójść do Kościoła, oglądać uroczystości za pośrednictwem telewizora, czy nawet trochę poczytać o tamtych wydarzeniach przy tej okazji. Nie jest ważne tak naprawdę, w jaki sposób odczuwamy więź z II RP, ale ważne, by ją mieć. Oczywiście happeningi i wielkie defilady mogą spopularyzować święto i zostać w głowie szczególnie mojemu pokoleniu, lecz jeśli ktoś naprawdę chce - nie potrzebuje huku i pompy aby wiedzieć, co stało się w 1918r. i ile na takie wydarzenie pracowali nasi przodkowie.

Gdyby nie 1918 r. i sprzyjający koniec I wojny światowej, kto wie, jak potoczyłyby się losy naszej ojczyzny. Dlatego niezwykle drażni mnie, kiedy ktoś nie ma zupełnie szacunku do 11 listopada lub - co gorsza - nie wie, co się wówczas stało. Historia Polski, szczególnie ta XX-wieczna, daje jej obywatelom wielkie nadzieje i radości, a z drugiej strony nieźle w kość. Odzyskujemy niepodległość w 1918 roku, zaczyna się odbudowa państwa po 123 latach niewoli, a po 20 latach mamy kolejny, ogromny problem, dotykający naszej historii - następny zbrojny konflikt, II wojnę światową. Jej koniec nie oznaczał wyzwolenia, na co Polacy znowu sobie zapracowali, ale totalne podporządkowanie ZSRR i rządy komunistów. I tak przez prawie 45 lat, by ponownie odzyskać wolność po Okrągłym Stole i staraniach opozycji.

Nasza historia jest niejako naznaczona wielkimi klęskami, po których następuje wiktoria. Ale tak naprawdę III RP to nie jest nawet ułamek tego, co udało się zbudować po 1918 roku. Nie wchodząc w szczegóły, warto spojrzeć na postacie najważniejsze dla wydarzeń z 1918 i 1989 roku: Piłsudskiego i Wałęsę. Przy wszystkich wadach tego pierwszego - często nieprzyzwoitego języka i aresztowań wrogów politycznych, miał wizję i realny plan dla Polski. Najbardziej z wydarzeń z nim związanych utkwiło mi jedno szczególnie: konferencja pokojowa w Paryżu, ustalająca ład w Europie po I wojnie światowej. Polskę reprezentowali Ignacy Paderewski i Roman Dmowski. Piłsudski zgodził się, by zadbał o interesy polskie ktoś, kogo nienawidził, ale z drugiej strony na pewno cenił, chociaż obaj stali po obu stronach politycznej barykady. Wtedy potrafili się porozumieć ponad podziałami. W dzisiejszej polityce jest to nie do pomyślenia.

Lech Wałęsa za to nie wykorzystał ogromnej szansy po 1989 r. Z jednej strony miał wielką okazję, by rozliczyć tych, którzy grabili państwo przez wiele lat w totalitarnym ustroju albo przyznać, że się do wielkiej i zaszczytnej funkcji głowy państwa nie nadaje i wyznaczyć kogoś innego. Bo tak naprawdę Wałęsa był tym człowiekiem, w którym Polacy mogli widzieć dawnego Piłsudskiego, zresztą bohater "Solidarności" sam na takowego się kreował (czego nie można mieć mu za złe). Niestety, pomimo że zostanie zapamiętany w historii jako drugi przywódca Polski w XX w. po Piłsudskim, to okres po odzyskaniu wolności doprowadził go do politycznego upadku i niebytu. Gdyby Wałęsa miał "coś" z charakteru Marszałka, żylibyśmy w innym kraju. To różnica między liderami II a III RP. Prawdziwa misja i cel oraz konsekwetna, nie jeden raz kontrowersyjna ich realizacja, a puste słowa i podkreślanie codzienne swoich dokonań, swojego "ja", swojego niepodważalnego autorytetu.

Inne elity, inne społeczeństwo, inne priorytety w polityce, ale jednak III RP powinna korzystać ze spuścizny poprzedniczki. 11 listopada 1918 r. to bez wątpienia nasze święto. A Ci, którzy dziś mieszają z błotem Piłsudskiego, mogą sobie tylko wyobrazić, co by było, gdyby Polska przegrała wojnę z bolszewikami w roku 1920. Zapewne dzisiaj o tym święcie byśmy nie rozmawiali, a w dodatku nie w języku polskim. Cała Europa znalazłaby się pod zalewem komunizmu. Za to jestem Piłsudskiemu, oprócz budowy instytucji polskich jeszcze przed końcem I wojny światowej, niezwykle wdzięczny.

A na koniec smutna puenta - szkoda, że dzisiaj nie ma polityka z misją, jakim niewątpliwie był Marszałek. Przy wszystkich swoich wadach, które w tych realiach raczej nie miałyby miejsca.

Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).  Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą. Grzegorz Wszołek Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (34)

Inne tematy w dziale Polityka