Powoli znikają wątpliwości, czy komisja śledcza ds. hazardowej wszystko rzeczowo wyjaśni i dowiemy się, czy doszło do naruszenia prawa lub korupcji przy pracach nad ustawą przez głównych bohaterów. Dzisiaj zainteresowałem się szefem tego organu, Mirosławem Sekułą. Poniższe fakty stawiają pod znakiem zapytania jego kompetencje do kierowania pracami komisji śledczej.
Anita Gargas: Mirosław Sekuła, który właśnie został szefem komisji śledczej mającej zbadać, czy przy tworzeniu ustaw o grach losowych doszło do korupcji, sam na sobie doświadczył prób przekupstwa. Z propozycjami łapówek w zamian za „załatwienie sprawy” spotkał się już w latach 90. jako wiceprezydent Zabrza. Twierdzi, że tego rodzaju oferty były nieskuteczne. Ale nie zmienia to faktu, że ani razu nie złożył zawiadomienia o próbie korumpowania funkcjonariusza państwa. Podobnie zachował się w 2000 roku, będąc szefem komisji finansów, która pracowała nad projektem ustawy o grach losowych. Gdy przybył do niego przedstawiciel lobby hazardowego i otworzył torbę wypchaną pieniędzmi, Sekuła – zamiast narobić rabanu – udał, że niczego nie widzi.
Opisane sprawy miały miejsce, o czym świadczą słowa Sekuły w wywiadzie dla dziennikarki "Gazety Polskiej" z 2005 roku. W 2000 r. do obecnego szefa komisji śledczej, zgłosił się przedstawiciel środowiska hazardowego. Sekuła wówczas był przewodniczącym komisji finansów publicznych i posłem AWS. Oto relacja zainteresowanego:
Sekuła: Interesant przedstawił się jakojeden z przedstawicieli grupy, która prowadzi kasyna i wykorzystuje automaty do gier losowych.W czasie rozmowy, podczas której przekonywał mnie do swoich rozwiązań, postawił na krześle obok torbę. Była to torba podobna do tych, jakich dawniej używali lekarze. Miała całkowicie rozsunięty zamek, była szeroko otwarta. Mogłem w niej widzieć paczki pieniędzy. Takie zachowanie uważałem za oburzające. Wydawało mi się wręcz, że jest to próba jakiejś prowokacji. Być może miało to na celu stworzenie takiej sytuacji, która w przyszłości miałaby służyć wywieraniu nacisków na mnie, jakichś szantaży.Dlatego, pomimo że widziałem pieniądze, nie odezwałem się na ten temat ani słowem. Po zakończeniu rozmowy ten pan wziąłtorbę i poszedł.
Tajemniczy biznesmen z branży hazardowej chciał ewidentnie skorumpować przewodniczącego komisji finansów publicznych, by przeforsować korzystne zapisy w ustawie, a Sekuła nie zrobił nic w tym kierunku, by złapano podejrzanego "prowokatora". Co ciekawe, ówczesny polityk AWS zdaje się nawet nie wiedzieć, jak nazywa się ktoś, kto chciał go skorumpować. Zapewne biznesmen wszedł do biura poselskiego i przedstawił się jako Anonim zwany Gallem. Sekuła nie dość, że nie pamięta, kto go odwiedził, to jeszcze próbuje schować sprawę pod dywan:
Sekuła w rozmowie z Gargas 16 listopada:Nie przypominam sobie tego zdarzenia.(...) Nie chcę do tak odległych spraw wracać, bo nie jestem w stanie sobie ich odtworzyć.
Ale co gorsza, dziwny brak reakcji na propozycje korupcyjne, może się przecież powtórzyć i teraz. Wyjaśnienia Sekuły w obliczu tamtych wydarzeń nie są zbyt mocne.
Sekuła: Jak pani wie, nawet jeśli była jakaś próba wywierania na mnie wtedy nacisku, to była całkowicie nieskuteczna. Nie może więc mieć żadnego wpływu na moje obecne zachowanie.
Komisja śledcza jeszcze nie ruszyła, a tak naprawdę trzeba sobie postawić pytanie, czy ma odpowiedniego szefa?
Niedawno czytałem, że ów organ miałby przesłuchać jako jedną z pierwszych Zytę Gilowską, gdyż trzeba zacząć wszystko od początku. O ile dobrze wiem, pierwszym gabinetem do przemaglowania jest ten Leszka Millera. Kolejna wątpliwość przy pracach, poza ewentualnością przerzucania winnych afery hazardowej na PiS, jest plan prac. Jeżeli w ciągu miesiąca komisja śledcza ma przebadać przebieg prac legislacyjnych nad ustawą, kolejny miesiąc to nacisk na prace w rządzie, a z kolei końcówka grudnia aż po koniec stycznia będzie czasem wyjaśnienia legalności działań członków rządów i funkcjonariuszy publicznych i to wszystko w ciągu 2 miesięcy, chociaż trzeba przewertować 6 lat, to powstaje pytanie, czy komisja śledcza rzeczywiście ma sens i czy jej zasadność nie powinna być sprawdzona przez Trybunał Konstytucyjny. Pojawia się także luka w świadkach, a konkretnie chodzi mi o Rosoła, który zajmował się sprawą pracy w TS dla córki Sobiesiaka. Dlaczego pominięto go, chociaż byłby jednym z najciekawszych i najbardziej pożądanych osób do wyjaśnienia wielu zagadek? Zastanawia też, dlaczego jego telefon, podobno od czasu wrześniowej konferencji, zupełnie nie odpowiada i jest nieuchwytny dla dziennikarzy?
Jak widać, komisja śledcza jeszcze nie zaczęła na dobre prac, a już można się zastanawiać, czy w ogóle jej istnienie ma sens. I czy Mirosław Sekuła w obliczu powyższych faktów, powinien zostać szefem organu. Kto jak kto, ale ten, kto nie reaguje na propozycje korupcyjne, nie jest chyba najlepszą wizytówką komisji śledczej.
Historia korupcyjnych propozycji dla Sekuły
Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).
Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą.
Grzegorz Wszołek
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka