Karpiniuk w Radiu ZET: Mamy do czynienia z aferą Przemysława Gosiewskiego. Chcemy też wystąpić o bilingi Jarosława Kaczyńskiego i Tomasza Lipca.
Andrzej Halicki: Członkami sejmowej komisji śledczej nie mogą być osoby, wobec których świadkowie czują dyskomfort w zeznaniach.
Politycy Platformy Obywatelskiej nie kryją się z tym, po co tak naprawdę powołali komisję śledczą. Narracja jest prosta - zwalić winę za aferę hazardową na PiS. Karpiniuk mówi bez ogródek o "aferze Gosiewskiego". PiS, które powinno błyszczeć jeszcze bardziej, jak za czasów sprawy Rywina, daje spychać się do narożnika Platformie. Zamiast nokautować i okładać ciosami, prezentując kwity, świadczące chociażby o kłamstwie Tuska i Cichockiego, gra tak, jak rywal mu zagra. Część dziennikarzy w ogóle nie wie o istnieniu pism CBA do Tuska z 12 sierpnia i 10 września, podobnie jak spora grupa polityków.
Za narracją polityków PO, dla których jedynym ratunkiem na zachowanie twarzy jest "udowodnienie" win partii opozycyjnej (w dość bezczelny sposób jak powyżej), idą media. Trzy dni najważniejsze serwisy informacyjne i prasa głosiły pogrążenie PiS przez CBA, okładając odbiorców rzekomą analizą biura. Wszystko okazało się materiałami do analizy, negatywnie później zweryfikowanymi. News zrobił swoje i tak "udowodniono" zbrodnie Gosiewskiego. Marne kwitki dla dziennikarzy to łakomy kąsek, ale profesjonalnie sporządzone (jak to jeden z dziennikarzy śledczych ujął) dokumenty z 12 sierpnia i 10 września nie znalazły miejsca w mediach od 3 grudnia, czyli czasu publikacji kwitów przez "Gazetę Wyborczą". Można więc rzecz spokojnie, że z prądem naracji Platformy idą niemal wszystkie media. Dlatego Chlebowski, Drzewiecki, Sobiesiak, Rosół czy Schetyna i Kapica mogą spać spokojnie.
A dokumenty, które wczoraj omówiłem na blogu, pogrążyłyby Tuska podczas przesłuchania na komisji śledczej. Obojętnie nawet, czy z udziałem polityków PiS, czy z moimi faworytami jako następcami Kempy i Wassermanna - Karpiniukiem i Czumą. Nie wyobrażam sobie przesłuchania premiera. Dwa banalne pytania - dlaczego kłamał wraz z Cichockim, kiedy twierdził, że Kamiński nic nie wspominał o konsekwencjach prawnych dla bohaterów afery hazardowej w rozmowie 14 sierpnia (chociaż pismo sprzed 2 dni wskazuje na coś zupełnie innego) i kolejne - dlaczego od 12 sierpnia, a potem po 10 września, nie zrobił nic, by wyjaśnić sytuację w Totalizatorze Sportowym i rozliczyć bohaterów sprawy hazardowej, pomimo zapewnienia Kamińskiego, iż operacja jest zbyt zaawansowana, by konsekwencje wobec nich jej zaszkodziły? Do tych pytań wystarczy sam Arłukowicz, który - to oczywiste - będzie próbował na komisji zrobić karierę, ale może przekreślić marzenia o prezydenturze Tuska. Na miejscu PiS zgłosiłbym na dwa wolne miejsca Macierewicza i Poncyljusza. Idę o zakład, że PO i tych by sobie nie życzyła, choć wybór śledczych to prawo każdego klubu. Wówczas jeszcze dobitniej wyszłoby, jak instrumentalnie partia rządząca traktuje ów organ i po co on powstał.
PiS nie jest bezbronny, ale nieporadnością w punktowaniu afery wręcz zadziwia. Jak tak dalej pójdzie, utrzymają się proporcje ze stanu dzisiejszego i partia Kaczyńskiego znowu przegra kolejne wybory. A sen o prezydenturze Tuska, którego kłamstwa pozostaną bez żadnej kary, po prostu się ziści. Wszystko na to wskazuje.
Publicysta i redaktor Salonu24, "Gazety Polskiej", "Gazety Polskiej Codziennie", kiedyś "Dziennika Polskiego" (2009-2011, 2021-2023).
Wszystkie zamieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą.
Grzegorz Wszołek
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka