Wprost:(...) Marcin Rosół twierdzi, że, mówiąc o „donosach", miał na myśli coś zupełnie innego. „Wprost” dotarł do osoby, która czytała jego zeznania złożone w centrali CBA w październiku, zaraz po wybuchu afery. Rosół miał powiedzieć agentom Biura, że powodem całego zamieszania był donos, jaki 10 lipca 2009 r. trafił do dyrektor generalnej Ministerstwa Sportu Moniki Rolnik. Napisał go Marek Przybyłowicz, były doradca Totalizatora. Mowa w nim m.in. o „zjawisku nepotyzmu” panującym w spółce. Rosół utrzymuje, że o oskarżeniach Przybyłowicza dowiedział się pod koniec lipca od Andrzeja Kawy z Centralnego Ośrodka Sportu. Twierdzi, że zbagatelizował tę informację. Kilkanaście dni później (w jego zeznaniach jest mowa o okolicy 10 sierpnia) spytał jednak o Przybyłowicza Magdalenę Rolnik, która właśnie wróciła do ministerstwa z urlopu. Rolnik powiedziała, że wie o oskarżeniach Przybyłowicza. Miała także pokazać mu donos z 10 lipca.
Zachodzi potrzeba przesłuchania Przybyłowicza. Oczywiście coraz ciekawiej wygląda sytuacja przed zeznaniami Magdaleny Sobiesiak i Rosoła. Będą odpowiadać szczegółowo m.in. na temat rzekomych donosów i spotkania 24 sierpnia. Skoro Magdalena Rolnik już od przynajmniej 10 lipca wiedziała o listach Przybyłowicza w kwestii Totalizatora Sportowego, dlaczego Rosół nie waha się wycofać córki Sobiesiaka przez cały miesiąc i jeszcze 17 sierpnia dopytuje Drzewieckiego?
Jedynym, który o akcji CBA przed 24 sierpnia powinien wiedzieć, jest premier Tusk. Po 24 sierpnia rozpoczyna się paniczne odkręcanie Sobiesiakówny. W międzyczasie - 19 sierpnia szef rządu spotyka się z Drzewieckim i Schetyną, a 26 sierpnia z Chlebowskim. Dopiero po tych rozmowach decyduje się na rozmowę z ministrem Kapicą. Wersja z donosami Przybyłowicza jako alibi upadła.
PS. Polecam wszystkim tekst Sawki z "Gazety Wyborczej", który pada na kolana przed talentami Sobiesiaka. Co tu dużo komentować - dzisiaj każdy żart dziennikarzy można potraktować serio. Wiele to świadczy o ich fachowości.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)