258 obserwujących
1192 notki
2136k odsłon
  1315   12

Frontex i korytarz ostatnią nadzieją łajdaków

image


W nasilającym się wyciu aktywistów zdecydowanych, że rząd RP musi obecny spór z Białorusią przegrać, bo wtedy upadnie, daje się obecnie słyszeć głównie dwa motywy: "Frontex, Frontex!" i "Korytarz humanitarny, subito!" Pochylmy się nad nimi bliżej.


Frontex na razie nie angażuje się nadmiernie. Jego szef powiedział niedawno,  że "chociaż Frontex nie wysłał swoich funkcjonariuszy na granicę Polski z Białorusią, rozważa udostępnienie Polsce dodatkowych zdjęć satelitarnych i zwiększenie nadzoru powietrznego nad granicą Polski z Białorusią. Planuje również pomóc Polsce w odsyłaniu migrantów do ich krajów ojczystych."

Należy wylewnie podziękować Frontexowi, skorzystać ze zdjęć satelitarnych, i dalej trzymać obserwatorów Frontexu jak najdalej od fizycznego dostępu do granicy polsko-białoruskiej.

Frontex nie jest bowiem od pilnowania granic, a koncepcja ich nienaruszalności jest mu obca. Frontex ma nadzorować i wcielać w życie na froncie transgranicznym unijną koncepcję polityki humanitarnej i azylowej.

Frontex jest również koncesjonowanym hurtowym dostawcą roślin ozdobnych. Dostarcza mianowicie państwom członkowskim UE listków figowych, mających maskować nadrzędną ideologiczną intencję Brukseli uczynienia unijnego superpaństwa państwem bez granic, w celu likwidacji odrębności narodowych w myśl Manifestu z Ventotene, czyli Ewangelii według św. Altiero Spinellego, agresywnego włoskiego marksisty.

Frontex znany jest z operacji na Morzu Śródziemnym, w których 'misja ratunkowa' dla afrykańskich migrantów polegała na podejmowaniu ich z łodzi i przewożeniu do Unii – bez pytania o zdanie rządów Włoch, Hiszpanii czy Malty, na które spadał ciężar zakwaterowania i utrzymania "rozbitków", zamiast na odwożeniu z powrotem do pobliskiej Libii, w celu odstraszenia następnych i zatrzymania nawały migracyjnej.

Frontex odegrał również rolę w wycofaniu przez Unię Europejską funduszów przeznaczonych na unowocześnienie greckiej straży przybrzeżnej, gdy ta okazała się tak politycznie niepoprawna, że nie chciała wpuszczać łodzi migrantów płynących z Turcji na greckie wody terytorialne.

Frontex chętnie bierze udział w rejestracji migrantów, czyli w zapewnieniu że pozostaną w kraju, do którego dotarli – na długo lub na stałe. Prędzej Odra i Nysa pod górę popłyną niż Frontex aktywnie przyłoży  rękę do deportacji osób, których prośby o azyl odrzucono.

Antypolskich aktywistów ożywia nadzieja, że ewentualni obserwatorzy Frontexu na granicy polsko-białoruskiej wymuszą na SG wpuszczanie do Polski najpierw kobiet i dzieci, a potem całej reszty koczującego przy granicy tłumu, uzupełnianego w miarę wpuszczania przez Alaksandra Łukaszenkę, aż do czasu kiedy znienawidzony Jarosław Kaczyński zacznie błagać o litość i zgodzi się przekazać władzę opozycji.

Aktywiści marzą również o tym, aby obserwatorzy Frontexu zapobiegli zawracaniu na Białoruś osób, którym udało się przedrzeć przez granicę, ale nie chcą złożyć wniosku o ochronę w Polsce, ponieważ marzą o niemieckim socjalu.


Drugi element mokrego snu polskojęzycznych antypolskich aktywistów to korytarz humanitarny. W przeciwieństwie do wszystkich innych korytarzy, polski korytarz humanitarny ma być inny, ma mieć na jednym końcu wejście, natomiast na drugim końcu nie ma być wyjścia.

Raz wpuszczeni przez 'korytarz humanitarny', azylanci pozostaną w Polsce na długo albo na stałe, na koszt polskiego podatnika. Również dlatego, że wielu wpuszczonych zezna, że ich dokumenty tożsamości, które musieli mieć, by przylecieć na Białoruś, "pogubiły się na bagnach", więc zgaduj zgadula kim są, jakiego kraju są obywatelami, co robili przed przyjazdem na Białoruś, dlaczego poczuli gwałtowną potrzebę opuszczenia Bliskiego Wschodu i dokąd właściwie należałoby ich odesłać.

Oczywiście, pod nieobecność wiarygodnej informacji o tożsamości, nie ma również mowy o sprawdzeniu, czy osoby te są notowane w policyjnych i wywiadowczych bazach danych w Polsce lub innych państwach Unii. Ryzyko terroryzmu ma, zdaniem aktywistów, wziąć na siebie Jarosław Kaczyński.


Oczywiście, aktywiści humanitaryzmu granicznego, gdyby tylko chcieli, mogliby lobbować za utworzeniem prawdziwego korytarza humanitarnego, czyli mostu powietrznego Lufthansy i Luftwaffe z Mińska do Berlina, o którym śni po nocach tłum napierający na graniczne ogrodzenie. Ale tego nie zrobią, bo kto by wyrównał im stratę na utraconych grantach i obrażonych sponsorach.


Poza tym, przecież nie o żaden humanitaryzm
tu chodzi, tylko o ***** ***.

Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka