
Polsko-izraelskie ćwiczenia wojsk lotniczych, z udziałem polskich F-16, jakie mają się odbyć w marcu w bazie lotniczej Ovda na pustyni Negev, stanowią promień nadziei w mroku Wielkiej Smuty. Być może są jeszcze kraje, które widzą Polskę w szeregach szeroko pojętego Zachodu?
Ja osobiście odczytuję to jako pytanie per proxy z Waszyngtonu: - “a wy s nami, ili protiw nas?” Będę się przyglądał sokolim okiem, kto w Polsce będzie usiłował udaremnić polski udział w tych ćwiczeniach na życzenie Wielkiego Brata ze Wschodu, głównego sojusznika Iranu.
Mam serdeczną nadzieję, że Siergiej Wiktorowicz Ławrow będzie musiał z tej okazji odpowiedzieć na kremlowskim dywanie na kilka krępujących pytań. Już był w ogródku, już witał się z gąską, już wydawał dyrektywy polskim ambasadorom, już dyszał w słuchawkę jak major Gennadij Osipowicz ponad ćwierć wieku wcześniej: “cel unicztożena!”, a tu tymczasem polskie F-16 ćwiczą atak na reaktor atomowy w terenie pustynnym. Prosto użasno!
http://www.israelhayom.com/site/newsletter_article.php?id=3196
Kiedy w Krzesinach nasze sokoły pucują swoje “Jastrzębie” na imprezę w Ovda, mnie nie opuszcza pytanie, w jakim właściwie celu zaraz po ich dostarczeniu z USA rozebrano te nowiutkie F-16C i F-16D, z najnowszej podówczas partii produkcyjnej Block 52, na części - po to, by je zaraz złożyć z powrotem. Samoloty rozebrano pod absurdalnym pretekstem odprawy celnej. Absurdalnym dlatego, że jakkolwiek Unia Europejska miała w swoim czasie cło w wysokości 2,5% wartości na samoloty wojskowe produkcji pozaunijnej, to bezterminowo zawiesiła to cło od stycznia 2003 roku, grubo przed zakupem F-16 przez Polskę (zob. Council Regulation (EC) No. 150/2003 of 21 January 2003 suspending import duties on certain weapons and military equipment).
O ile Polska zapłacila komukolwiek cło za swoje F-16, to pozostaje wyjaśnić kto ją do tego nakłonił, komu zapłaciła i na jakiej podstawie, oraz gdzie się podziało ponad 90 milionów dolarów, bo tyle to cło musiałoby było wynieść, gdyby nie było zawieszone i w związku z tym nienależne.
Jeśli ktoś kupuje w renomowanej firmie Steinway i Synowie koncertowy fortepian za kilkaset tysięcy dolarów, i zamiast go postawić w klimatyzowanej sali koncertowej i używać zgodnie z przeznaczeniem, rozbiera go na części, to jest dziwne. Jeszcze dziwniejsze jest, jeśli przy tym głośno bredzi, że przecież musi oclić osobno struny, osobno klawisze, osobno pudło, osobno klapę i osobno pedały, a następnie składa ten rozbabrany fortepian do kupy. Jest w zasadzie gwarancja, że po takim demontażu i ponownym montażu będzie miał, zamiast koncertowego instrumentu najwyższej klasy, gruntownie rozstrojony fortepian, który dalej ładnie wygląda, ale grać się na nim nie da.
Co ma fortepian do F-16? Ma tyle, że integracja systemów awioniki i uzbrojenia w nowoczesnym samolocie bojowym jest daleko bardziej skomplikowana od strojenia fortepianu.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)