Redaktor Łukasz Warzecha przypadkowo dokonał walidacji mojej teorii przekrętu demograficznego. Nie tak dawno opisywalem, jak przy ostatnim spisie powszechnym w Polsce GUS uznał administracyjnie wszystkie osoby nieobecne w Polsce, ale posiadające obywatelstwo polskie, za faktycznie stałe zamieszkałe w Polsce – bez względu na czas nieobecności.
Tak samo bylo przy poprzednim spisie powszechnym, kiedy GUS uznał osoby które wyemigrowały z Polski kilkanaście lat wcześniej i prawie na pewno już nigdy do Polski nie wrócą, za stałych mieszkańcow kraju.
Moja teoria polskiego przekrętu demograficznego jest taka, że przy pomocy wliczania do liczby ludności “martwych dusz” – osób zmarłych, ale zarejestrowanych w PESEL, lub nigdy nie wymeldowanych z adresów w PRL i III RP, ale od wielu lat nieobecnych, w wielu wypadkach zamieszkałych za oceanami, często od dawna naturalizowanych jako obywatele innych państw, Polska zawyża liczbę ludności w ewidencji osób stale zamieszkałych w kraju o 1,2 do 3 milionów osób, i pobiera na te osoby nienależne dotacje Unii Europejskiej.
Czysty zysk z tego, bo jak kogoś nie ma i nie będzie, to nie trzeba mu niczego z tych dotacji świadczyć. Zwłaszcza nie trzeba niczego świadczyć osobom dawno zmarłym, ale nadal pozostającym w PESEL, ani ponad milionowi emigrantów “Wielkiej Ucieczki” 1981-1989, obecnie obywatelom USA, Kanady, Australii i krajów Europy Zachodniej stale zamieszkałym tamże, formalnie nadal zameldowanym np. w Kutnie, bo zaniedbali zgłoszenia PRL-owskiej milicji przed wyjazdem, że uciekają z PRL i już nie wrócą.
Polska może te rzeczy robić, i niewykluczone że je robi, bo może, ponieważ Eurostatowi dotychczas do głowy nie przychodziło, że państwo członkowskie UE mogłoby celowo, w zorganizowany sposób podawać organom Unii fałszywe dane, i w ten sposób celowo działać na szkodę finansów Unii. To szlachetne założenie uległo wszakże ostatnio nadwyrężeniu.
Eurostat zaczyna się pomału budzić, na skutek ujawnienia przy okazji kryzysu finasowego strefy euro, że inne państwo członkowskie, Grecja, karmiło Unię przez wiele lat fałszowaną statystyką ekonomiczną i finansową, według której sytuacja budżetowa Grecji wyglądała na znacznie lepszą niż faktycznie była.
Całkiem jak polska statystyka demograficzna napędzana światłymi decyzjami GUS-u o uznawaniu nieobecnych za obecnych dla celów spisu powszechnego, dzięki której Polska wygląda na państwo znacznie ludniejsze niż jest w istocie, oświadczając Unii z miedzianym czołem, że ma 37,2 mln mieszkańcow, podczas gdy faktycznie ma ich prawdopodobnie gdzieś pomiędzy 34,2 a 36 mln, bo reszta wyjechała i w poważnej części nie wróci.
Eurostat bedzie już niebawem liczył tylko rezydentów, czyli liczbę obywateli minus liczbę obywateli nieobecnych ponad dwa miesiące w miejscu stałego zamieszkania, czli liczbę faktycznie obecnych, i dopiero ta liczba będzie podstawą dla wypłat z funduszy unijnych.
Redaktor Warzecha jest oburzony. Rząd nie dostrzegł skutków zmiany unijnego prawa i możliwych konsekwencji dla Polski. A konsekwencje mogą być poważne.
W następstwie zmian, Polska być może dostanie – horribile dictu – tylko tyle pieniędzy ile się jej rzeczywiście należy, a nie na million, dwa lub trzy ‘martwych dusz’ więcej. W najczarniejszym scenariuszu, być może trzeba będzie nawet – apage satanas! – oddać pobrane nieprawnie, czyli ukradzione, dotacje unijne.
Dobrze że mamy w Polsce czujnych dziennikarzy, zdolnych spostrzec w porę prawdziwe zagrożenia dla państwa.
Unia ze swojej strony ma OLAF (Office de la Lutte Anti-Fraude), które po okresie stagnacji dziala coraz sprężyściej, i dyskretnie zarekomendowało zmiany.
O pieniądze proszę się jednak nie martwić. Zgodnie z prawem polskim, obywatelstwo polskie jest dziedziczone po co najmniej jednym z rodzicow z obywatelstwem polskim. W nieskończoność, bez ograniczenia liczby pokoleń. Tak stanowi obowiązująca ustawa o obywatelstwie polskim, tylko kosmetycznie zmieniona z komunistycznego tekstu z 1962 roku, głównie zresztą w zakresie terminologii, nie zaś ducha tego aktu.
Można dość prosto obliczyć, kiedy w wyniku ekstremalnej wykładni ius sanguini w tej ustawie liczba obywateli polskich na globie ziemskim przekroczy pierwszy miliard. Rezygnacja z obywatelstwa polskiego po naturalizacji Polaka w innym kraju jest co prawda konstytucyjnie dozwolona (art.34 ust.2), ale praktycznie niemal niewykonalna z powodu toru przezkód administracyjnych jakim ją obstawiono w 2000 roku.
Wystarczy zatem, by GUS uznał całą polską diasporę (zależnie od tego jak liczyć – od 9 do 11 milionów osób) za zamieszkałą stale w Polsce, bez względu na faktyczne miejsce zamieszkania i inne posiadane obywatelstwa, i zgłosił do Brukseli, że dokonano remanentu, i ujawniono w trakcie inwentaryzacji, że ludność Polski wynosi nie, jak mylnie poprzednio sądzono, 37,2 mln osób, ale 46,2 - 48,2 mln osób, a zatem unijne dotacje należy zwiększyć w proporcji do wyników remanentu.
============
O wypadku przy pracy
http://blog.rp.pl/warzecha/2012/02/20/o-wypadku-przy-pracy/
Jest 10 lutego tego roku. W Sejmie obraduje Komisja ds. UE. Omawiane są kolejne stanowiska rządu w sprawie unijnego prawodawstwa. Wiceprzewodniczący komisji, poseł Gałażewski z PO, nieco znudzony wyczytuje kolejny punkt obrad: projekt stanowiska rządu dotyczącego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE w sprawie europejskiej statystyki w dziedzinie demografii. Słowem – nuda.
Stanowisko rządu jest oczywiście pozytywne. Referuje je w sposób najnudniejszy z możliwych prezes GUS Janusz Witkowski.Głos zabiera poseł Krystyna Pawłowicz z PiS. I nagle okazuje się, że owa ujednolicona statystyka wprowadzi kategorię rezydentów – czyli dla organów UE będą się liczyć osoby faktycznie przebywające na terytorium Polski. Odpadnie nam z górką milion ludzi, którzy wyjechali pracować za granicą.
A to już może mieć bardzo poważne konsekwencje dla rozdziału funduszy strukturalnych, a nawet dla liczby głosów, jakimi Polska będzie dysponować w Radzie. Kolejne wątpliwości zgłaszają posłowie Szczerski, Naimski, europoseł Paweł Kowal. Atmosfera robi się gorąca. Jeżeli polskie stanowisko w tej sprawie ma prezentować w Brukseli prezes GUS, domagają się od niego opinii politycznej. Prezes Witkowski serwuje jakąś nowomowę o „dobrostanie polskiej nauki”, ale już wszystko jest jasne: rząd nie dostrzegł skutków projektu, nie przeanalizował ich, klepnął wszystko z automatu, uznając, że jak coś przyszło z Brukseli, to krytyka jest bluźnierstwem.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)