Dla porównania - dla ofiar żydowskich wystawiono taki plac z blokami betonowymi.

Ale to nie chodzi tylko o skalę upamiętnienia. Spójrzmy na napis na upamiętnieniu i jak je otworzono:
Ale to nie chodzi tylko o skalę upamiętnienia.
Zerknijmy też kto otwierał ten 'monument' - "Hanna Wróblewska, minister kultury i dziedzictwa narodowego i Wolframa Weimera, pełnomocnika rządu federalnego Niemiec ds. kultury i mediów". Pani minister w trampkach i rzecznik prasowy rządu Niemiec.
Spójrzmy na wygląd kamienia i płyty - oraz otoczenie (zdjęcie z otwarcia - 16 VI 2025)
https://www.gov.pl/web/kultura/upamietnienie-polskich-ofiar-ii-wojny-swiatowej-w-berlinie
Co głosi napis na pękniętej płycie?
Nie ma pełnej spójności polskiej i niemieckiej wersji napisu. Nie ma mowy o odpowiedzialności Niemieckiego-nazistowskiego państwa za zbrodnie. Jest za to szpaler krzaków osłaniających ten kamień obrazy - aby nie zakłócał dobrego samopoczucia Berlińczyków.
Z treści wynika że Niemcom jest przykro że nieokreśleni nazisci spowodowali jakieś nieokreślone ofiary w określonym okresie czasu na terenie Polski gdy oni przypadkiem okupowali.
Równocześnie Polska jest obstawiana w roli tych którzy byli sprawcami a nie ofiarami.
Nie ma w tym pełni prawdy. Jest tania manipulacja.
A teraz przejdźmy do dnia dzisiejszego.
Grupa Polaków (głównie z ROG) chciała złożyć pod tym kamieniem kwiaty i postawić krzyż.
Niemiecka Policja postanowiła na niemiecki sposób rozwiązać problem. Zabrali krzyż i pobili ludzi. Dwie osoby wylądowały w szpitalu. Nikt nie atakował policji. Nie było niszczenia mienia. A jednak dowódca wydał rozkaz zaatakowania ludzi niosących Krzyż. Bo to Krzyż był problemem. I pamięć.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)