Były czasy, kiedy o skandalu nie decydował przypadkowy flesz aparatu, lecz aura legendy – niepokorna, nieprzystępna, nie do końca uchwytna. Niezależnie od politycznej duszności PRL-u, pewna grupa ludzi potrafiła żyć tak intensywnie, że ich losy jeszcze dziś budzą emocje, śmiech, czasem podziw, a częściej zadumę. To nie byli bohaterowie kolorowych magazynów. To byli literaci, awanturnicy, artyści, którzy rozsadali ramy systemu – często nieświadomie. I oto teraz powracają. I to z rozmachem.
Nowa książka Sławomira Kopra „Skandaliści PRL” nie jest zbiorem anegdotek, które można opowiedzieć przy kawie. To raczej brama prowadząca do świata, gdzie artystyczna wrażliwość zderzała się z brutalnością codzienności – i gdzie konsekwencje tego zderzenia bywały tragiczne. Autor nie epatuje sensacją. On ją rekonstruuje z chłodną precyzją i empatią, przypominając, że w PRL-u największe dramaty rozgrywały się często nie w Sejmie czy na ulicach – lecz w duszach poetów i w kieliszkach, które zbyt często były napełniane.
Koper przygląda się ośmiu postaciom – każdej innej, a jednak splecionej tym samym losem outsidera. Marek Hłasko, którego życie przypominało niekończący się scenariusz filmowy: kobiety, literatura, samotność i alkohol. Władysław Broniewski – „Polak, katolik, komunista, alkoholik” – jakby chciał na własnym ciele przetestować wszystkie sprzeczności polskiej tożsamości. Leopold Tyrmand, dandys i moralista, który zakładał kolorowe skarpetki jak manifest – jazz, sport, Zachód wschodzący w samym środku systemu totalnego.
Ale są tu też postaci mniej oczywiste. Wojciech Frykowski, bohater świata filmowego, który zginął w jednej z najbardziej wstrząsających zbrodni XX wieku. Rafał Wojaczek, poeta, który był zbyt wrażliwy na ten świat i zbyt bezczelny, by się do niego dostosować – autodestrukcja jako jedyna forma uczciwości. I wreszcie duet, którego nie sposób rozdzielić: Himilsbach i Maklakiewicz – symbole artystycznego absurdu PRL-u, ludzie-memy na długo przed erą memów.
Książka Skandaliści PRL-u do nabycia w księgarni - ZAMÓW TERAZ >>
Są też ci, którzy do legendy przeszli nie dzięki sztuce, lecz dzięki temu, że byli kwintesencją sprytu, magnetyzmu i… zła. Jerzy Kalibabka, przystojny bandyta, którego historia do dziś fascynuje jak czarny romans. I Zdzisław Najmrodzki, ulubieniec mediów tamtej epoki – złodziej z klasą, który z więzienia uciekał z większym wdziękiem niż niejedna gwiazda z planu filmowego.
To, co łączy wszystkich bohaterów książki Kopra, to swoista niemożność bycia zwyczajnym. PRL ich nie stworzył – PRL ich nie zniósł. Byli zbyt niepokorni, zbyt autentyczni, zbyt głodni wolności, choćby miała ona smak alkoholu, ulicy czy sceny. Nie robili tego „dla lajków”, nie byli zaprogramowanymi skandalistami – skandale były efektem ubocznym ich stylu życia.
Koper – jak zwykle – nie osądza. Pokazuje. Czasem z uśmiechem, czasem z goryczą. Odsłania kulisy, ale nie burzy pomników dla samego aktu burzenia. W erze taniej sławy przypomina, że kiedyś celebryci to byli ludzie, którzy coś potrafili. Pisać, grać, kochać, upadać – ale z klasą. A ich upadki miały rozmach, którego dziś próżno szukać na ściankach.
Dla tych, którzy PRL znają tylko z podręczników, ta książka będzie jak wciągający serial – ale bez reżysera, bez scenariusza, za to z prawdziwymi dramatami. Dla tych, którzy pamiętają tamte czasy – będzie jak lustro, w którym odbijają się postacie większe niż życie. Bo tacy właśnie byli skandaliści PRL-u.
Książka Skandaliści PRL-u do nabycia w księgarni - ZAMÓW TERAZ >>





Komentarze
Pokaż komentarze