niktt niktt
189
BLOG

Nasze narodowe mity

niktt niktt Polityka Obserwuj notkę 24

 

Naszą narodową cechą jest błędne przekonanie o własnej wysokiej wartości.

Inaczej mówiąc, we własnym mniemaniu okropnie jesteśmy przewartościowani.

Obdarzamy sami siebie cechami, których nie mamy i których nigdy nie mieliśmy.

Natomiast u innych zdezawuujemy to czego sami nie mamy, a jednak trochę pożądamy.

Na przykład mówimy tak:

Niemcy są zdyscyplinowani, pracowici i uporządkowani, ale nie mają w ogóle zdolności do improwizacji. A w ogóle to są strasznie smutni w tym swoim nieznośnym niemieckim porządku.

A my nie, my jesteśmy OK. Nas można lubić za nasz humor, wdzięk i bezpośredniość.

Chodzi tu oczywiście o nasz typowo polski buraczany humor.


 

Lubimy mity, bo dzięki nim przemilczamy w opisie rzeczywistości wszystko to co nam nie odpowiada. Na przykład wiadomo, że zużywamy najmniej w cywilizowanej Europie mydła i coś z tym należałoby zrobić.

Tylko 7% Polaków cokolwiek czyta. To nie jest dobrze. To jest stanowczo za mało! I co? I nic!

Ustalono, że umiejętność zrozumienia najprostszej informacji, przykładowo treści rozkładu jazdy pociągów przekracza intelektualne możliwości ponad 80% Polaków.

Nas to nie przeraża – to nam wisi.

Wisi nam to dlatego, bo ważniejsze dla nas są mity.


 

Żyjemy w przedziwnym skansenie stworzonym przez nas samych dla nas samych, gdzie do rangi jedynej i wystarczającej cnoty urasta prosta religijność.

Ona załatwia wszystko.

Religię pojmujemy jednak też bardzo powierzchownie.

Nie możemy jej pojmować inaczej przy tak skromnym potencjale intelektualnym.

W toczącej się w dziś na świecie religijnej dyspucie nie znajdziemy głosów polskich katolików.

Bo nas ten dyskurs guzik obchodzi!

Prawdę powiedziawszy to nawet nie bardzo rozumiemy w czym tkwi problem.

Bo my i religii nie traktujemy nazbyt poważnie pomimo, że się tak z tą naszą żarliwą religijnością obnosimy.

Gdybyśmy traktowali ją poważnie, gdybyśmy przestrzegali wskazań z oczekiwaną przez Kościół atencją, zauważylibyśmy wagę choćby problemu antykoncepcji, problemu kapłaństwa kobiet, stosunku kościoła do homoseksualizmu, do celibatu, nie mówiąc już o innych kwestiach.

Lecz dla nas są to sprawy raczej wydumane i bez większego znaczenia.

Wskazania Kościoła traktujemy też z przymrużeniem oka, żyjąc po swojemu.

Najbardziej za to lubimy niedzielne kazania wiejskich proboszczów.

To do nas trafia i to nam w zupełności do zbawienia wystarcza.

Nasza religijność jest bezrefleksyjna i rażąco płytka.

Nie przychodzi nam nawet do głowy, że wiara mogłaby oznaczać cokolwiek więcej, aniżeli tylko udział w coniedzielnym obrzędzie.

To, że jesteśmy aż tak prowincjonalni, aż tak zadufani w sobie, tak niedomyci i niedouczeni, nie jest jeszcze najgorsze.

Najgorsze jest to, że nie mamy najmniejszej ochoty się aby to zmienić.

Z naszą prowincjonalnością obnosimy się jak kura z jajkiem, podnosimy ją do rangi narodowej świętości, bo pozwala nam ona wystroić się w szaty depozytariusza europejskiej moralności.

Oburza nas to, że w Europie mamy opinię nieokrzesanych złodziei samochodów.

Uważamy tę opinię za krzywdzącą.

Lecz może zbyt szybko zapomnieliśmy jak to przed laty, pewnego letniego dnia podczas niedzielnego spaceru w lasach kabackich, nasi współziomkowie - ot, tacy sami jak my zwykli przechodnie, nagle rzucili się na dymiące jeszcze, porozrzucane i na szczęście już martwe ofiary samolotowej katastrofy. Rzucili się na nie tylko po to, aby je obrabować zanim zdąży nadjechać policja. Nikogo wtedy nie zastanowiło jak do tego mogło dojść?

Nikogo nie zastanowiło co takiego było wtedy w nas , że byliśmy do tego zdolni.

Nigdy, ani wtedy, ani potem nikt nie zapytał dlaczego zwykli, przypadkowi ludzie w mgnieniu oka stali się cmentarnymi hienami?

Dlaczego nie odnaleźli w sobie najmniejszych skrupułów, żadnego zawahania?

Może to ich zaskoczyło?

Może tylko jedna z tych osób była zdemoralizowana ,a reszta poszła za nią bezmyślnie.

Bezmyślnie i bezrefleksyjnie.

Czy w innym społeczeństwie to byłoby możliwe?

Przecież katastrofy samolotowe zdarzają się wszędzie. Nigdy nie słyszałem o takim wydarzeniu.

Na żadnej szerokości geograficznej nie zdarzyło się aby przed przybyciem ekip ratunkowych ludzie zdążyli ograbić ofiary.

To wydarzyło się u nas, w Polsce.

Dlaczego nas to wtedy nie zastanowiło? Dlaczego nie chcemy o tym mówić?

Dlaczego nie chcemy o tym pamiętać? Czy ktoś kiedykolwiek zadał pytanie, jak to było możliwe?

A niestety – tak było.

To już wtedy należało było bić na alarm.

Już wtedy wiedzieliśmy, że coś niedobrego dzieje się z nami !

Lecz wszyscy milczeliśmy.

Albo sprawa Jedwabnego. Przecież do powiedzenia prawdy o Jedwabnem nas zmuszono. Nawet nie tyle nas zmuszono, co nam tę prawdę wykrzyczano.

Wykrzyczano nam ją po prostu w twarz i musieliśmy przyjąć ją do wiadomości.

Sami byśmy do niej nie doszli. Za nic w świecie.

Dobrowolnie to my nie chcemy przyjmować do wiadomości żadnych spraw wstydliwych .

Nie chcemy słyszeć, że wielu z nas za niemieckie pieniądze wydawało Żydów na śmierć.

Że były jakieś Łambinowice, zbrodnie na przesiedlanych, zbrodnie na mniejszościach narodowych. Nie chcieliśmy wiedzieć o tym, że Solidarność była infiltrowana przez służby bezpieczeństwa.

I że, prawdę powiedziawszy, te wszystkie wspaniałe zrywy, podnoszone teraz do rangi niezwykłych wydarzeń, następowały najczęściej wtedy kiedy rosła cena kiełbasy.

To nie cenzura nas uwierała i nie brak wolności - lecz wysoka cena żarcia.

My nie chcemy tego wiedzieć, bo czujemy, że nie zdołalibyśmy się z tym oswoić.

Wolimy żyć mitami.

Żyjemy nimi dlatego, bo chcemy tak żyć.

Jest nam z tym wygodnie.

Lubimy komfort naszej rzekomej wyższości moralnej.

Przyzwyczailiśmy się do niej.

Przez całe lata pieczołowicie hołubimy te złudzenia.

I nic nie wskazuje na to, abyśmy kiedykolwiek się z nimi dobrowolnie się rozstali.


 

Skoro tak jest, to nie dziwmy się, że nasz parlament jest pełen złodziei i niedouków.

Że tak wielu jest tam chamów i dewiantów.

Niech nas nie dziwi, że ci co publicznie dziś działają, w swej pazerności i hucpie pozbawieni są jakichkolwiek skrupułów.

Nie dziwmy się, bo sami tacy jesteśmy, więc takich ludzi wygenerowaliśmy.

Nie dziwmy się, bo taka jest nasza prawdziwa twarz.

To gęba spuchniętego od wódki gbura, który plugawą mową wygłasza swe bełkotliwe racje.

To twarz nawiedzonego fanatyka, głuchego na poglądy innych.

Twarz drobnego cwaniaka.

To gęba nieokrzesanego chama przekonanego o swych przewagach i mającego innych za nic.

Taka też jest nasza prawdziwa twarz!

Tacy też jesteśmy!

Takich mamy sąsiadów, takich mamy przyjaciół i takie twarze znajdziemy w rodzinie.

Taką twarz ujrzymy w lustrze.

Napatrzmy się do syta!


 

niktt
O mnie niktt

mam wątpliwości

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka