Ars Longa Vita Brevis
Krótko (albo i nie) o rzeczach ważnych i nieważnych
14 obserwujących
42 notki
68k odsłon
  1335   2

Bezwstydny pułk - mamy barszcz i kamienie (cz.3 i ostatnia)

09 05 2022 Warszawa / fot Krzysztof Hoffmann / YanH.pl
09 05 2022 Warszawa / fot Krzysztof Hoffmann / YanH.pl

Wyją wołki, płoną jołki a nad jednych z czterech polskich przejść granicznych z Rosją wisi ciężka i śmierdząca chmura. To nie eksperyment naukowy ani militarny, to bawiące ze swym wodzem już kolejny raz w tej okolicy nocne wołki, metodycznie dorzucają do wielkiego kotła z polityką nowe "argumenty", przy okazji psując też powietrze. Cała zresztą wątła i nieczynna od dłuższego czasu ścieżka z Polski do Kaliningradu zmaga się z potężnym bąkiem z tamtej strony; bąkiem, który dodatkowo zaganiany jest przez silny, wschodni wiatr aż po Warszawę. Co ciekawe, według niezależnych mediów, bąk ten kaliningradczykom pachnie nawet całkiem ładnie, (a niektórym cudnie) zatem wołki robią co w ich mocy, żeby nie wywietrzał. Jeden z tych nielicznych mądrych i uczciwych dziennikarzy czasu wojny z Rosji, ekspert do spraw bezpieczeństwa dr Paweł Łuzin, mówił tak niedawno w Wirtualnej Polsce o swych pobratymcach:


„Szukają oparcia w rozpadającej się rzeczywistości, więc są gotowi uwierzyć w każdy absurd: np. że zbrodnie w Buczy sfałszowano, że w Ukrainie są naziści. Ale nie dlatego, że szczerze w to wierzą, tylko dlatego, że pozwala to zagłuszyć sumienie. Ci ludzie rozumieją, że jesteśmy moralnym, psychologicznym, kulturowym, ekonomicznym, politycznym dnem”.

Warto tu nadmienić, że opinię tę wystawił tym ze swych rodaków, którzy nadal tkwią w rozkroku i nie wiedzą, którą wybrać stronę. Niezdecydowanym, z rozdwojeniem historyczno-politycznej jaźni , podstawowym więc targecie takich władców dusz jak Aleksander Załdostanow. Zaś o "narkomanach propagandy", którzy jednoznacznie wierzą swym Chirurgom i Putinom, miał zdecydowanie gorsze zdanie:


"Reszta, ok. 20 milionów Rosjan, to ci, którzy wojnę wspierają. Znaczna część tej grupy to budżetówka, całkowicie uzależniona od obecnego systemu. Jak system się rozpadnie, to oni dostaną po głowie od ludzi m.in. za oszustwa wyborcze."


Myślę, że to znakomicie pokazuje w jak głębokiej dupie siedzi większość Rosjan i jakkolwiek absolutnie nie zamierzam ich żałować, pogardliwa myśl Łuzina to milowy krok do zrozumienia tej kompletnie absurdalnej wojny, która tak naprawdę nie jest żadną wojną, nie jest nawet operacją militarną a zwyczajną bandyterką na wysokim szczeblu państwowości, zbrodnią na narodzie cudzym oraz swoim, przede wszystkim jednak inkarnacją Trzeciej Rzeszy Niemców w czwartym pokoleniu Rosjan.

***

Siergiej Wadimowicz, wspominany na początku tekstu trzy odcinki temu, zrobił po swojemu a więc tak, jak go uprzednio zaprogramowano w Moskwie. Mimo, że jest dyplomatą i powinien wzbudzać choćby ślad szacunku, jest to dziś praktycznie niemożliwe. Patrząc prosto do kamery, prosto w oczy dziennikarzom oraz prosto w oczy Ukraińcom i Polakom, których w Parku Sztywnych były setki jeśli nie tysiące, z twarzą Sfinksa i głębokim przekonaniem głosił niebezpieczne brednie i kompletne farmazony na podłożu bezczelnego i roszczeniowego kłamstwa. A więc znów faszyści to faszyści, jego mać, i Ukraińcy też faszyści, którzy knują by skutecznie cofnąć Rosję do epoki lodowcowej. Azowowcy z Mariupola też faszyści i bandyci, którzy zrujnowali piękne miasto a cywilów (też faszystów?) - żywe tarcze - wystawiają pod rosyjskie lufy. Bucza? Wstrętna i niegodna prowokacja, podczas której ukraińskie baby udawały trupy i w tym celu kładły się na ziemi. Ameryka tylko czyha by się dobrać do dziewiczo czystej Rosji a dotknięty zaawansowanym alzheimerem tetryk Biden, w przerwach między napełnianiem pieluch, naprowadza NATO na szaleńczy kurs ku trzeciej wojnie. Pomagają mu w tym różne czarne charaktery oraz euromendy jak na przykład pańska Polska, która zresztą stoi też w kolejce do denazyfikacji. Nic dziwnego, że tłum w końcu nie wytrzymał i rękami znanej dziennikarki z Ukrainy poczęstował gnoja porcją barszczu, którą Siergiej Wadimowicz poniósł dumnie do ambasadorskiej limuzyny na krawacie, garniturze, twarzy i czerepie. Miał w tym w sumie trochę szczęścia bo Iryna (ta od zupy) jako człowiek mediów przyszła tylko z niekrzywdzącym barszczem zaś ulica - Ukraińcy i Polacy - przyszła z kamieniami. Trzeba jednak przyznać, że udało się uniknąć większej prowokacji i plan Andriejewa udał się zaledwie w małej części. Wprawdzie w tłumie pulsowało od prowokatorów, jednak organizatorzy i ich służby porządkowe panowali nad próbami skierowania demonstracji na niedobre tory; dramy pojawiały się znienacka i znienacka wygasały. Było trochę szarpaniny, wzbogaconej obelgami, sam złapałem w kadrze typa, który symulował w środku tłumu nagrywanie telefonem po to tylko aby w odpowiedniej chwili wyjąć kocim ruchem zbiornik z gazem i gdy nikt nie patrzył, prysnąć w stronę demonstrantów całkiem sporą dawkę (foto nr 3 w galerii, widać doskonale gaz i gazownika). Tłum w ułamku chwili się rozpłakał, rozpluł i rozkichał, prowokator czmychnął zaś - jak sądził - niezauważony. Nie był niezauważony - mam garść fotografii.

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka