absolwent energetyki absolwent energetyki
167
BLOG

Demokracja to ... suka!

absolwent energetyki absolwent energetyki Polityka Obserwuj notkę 1

I tylko dlatego, że tytułowe stwierdzenie jest prawdziwe, możliwe było żeby postacie takie jak Mariusz Kamiński, czy Zbigniew Ziobro stanęły na czele resortów odpowiedzialnych za polskie prawo i bezpieczeństwo.

I tak pewnie myślał także Donald i grupa jego najbliższych współpracowników, gdy każdorazowo zmagali się z przekleństwem zasad demokracji. 

A dlaczego potrzeba było aż demokracji, to wie każdy kto choć raz spotkał Kamińskiego, czy Ziobrę w realu. Żaden z nich nie byłby w stanie zdobyć swojej pozycji w równej konkurencji znanej mi i Donaldowi z podwórkowych potyczek!  I, oczywiście, dotyczy to także Naczelnika.

To smutne, ale tylko z wykorzystaniem arytmetyki demokracji przedstawicielskiej możliwe było usadzenie na funkcjach kierowniczych Państwa osób, które chciały walczyć o prawa zagubionych w rzeczywistości wsi popegeerowskich, sprzedawców przydrożnych grzybów i ich dzieci.

Takie zaburzenie podwórkowego darwinizmu może obudzić niepohamowany sprzeciw, przechodzący w amok. A ponieważ może, to czasem budzi!

Czy wejście do gry postaci ze świata Marvela miało wyłącznie pozytywne skutki?

Koniec mojej kariery zawodowej przypadał na początek ostatniej "smuty podwórkowej" kiedy na czele Państwa stawały postaci skazane, jak się wydawało, na wieczne błąkanie się po peryferiach polityki. A potem firmy afiliowane, w tym, oczywiście, energetyczne, zalali ludzie "znikąd".

Tak długo, jak dotyczyło to tylko Zarządów to, szczególnie krótko po 2015, mogło to budzić tylko przypomnienia krótkiego epizodu 2005-2007.

Z upływem czasu rosły jednak apetyty i dotyczyły już nie tylko zasłużonych działaczy, ale także ich bliższych i dalszych rodzin. Z czasem także przyjaciół i znajomych.

Wspomnienie sympatycznych, lub groźnych, ale przede wszystkim krotochwilnych nominatów koalicji PO-PSL szybko zostały zastąpione przez nowe pokłady zniesmaczenia.

Każdy, choć trochę przytomny widział te masy słabo wykształconych i zupełnie niedoświadczonych ludzi przejmujących bez chwili refleksji stery potężnych organizmów gospodarczych.

Ich wejście, w zastępstwie poprzednio namaszczonych, budziło reakcje jeszcze stonowane. Pytałeś się: dlaczego taki dziwoląg, a nie ja? Ale, jeśli sam nie byłeś degradowanych członkiem Zarządu słusznej dotychczas opcji, mogłeś potraktować pytanie jako retoryczne.

Przyszła jednak fala kolejna. Miejsc potrzeba było też dla mniej prominentnych przyjaciół i dzieci zasłużonych towarzyszy.

Nie można było ograniczyć się do rozwiązywania kontraktów menedżerskich, ale korzystać trzeba było z furtek Kodeksu Pracy.

Wielokrotnie zniknąć musieli fachowcy, które z firmą związali duży kawał swojego życia zawodowego.

W przypadku energetyki "nowi" uzyskiwali możliwości i wynagrodzenia, o których, do tej pory, nawet nie śnili!

Pewnie byli wśród nich także ludzie "czystego serca", ale w moje otoczenie zdominowali butni głupcy, którzy, dotąd statystując, zamierzali odegrać role swojego życia!

Nie będę spekulował na ile konstatacja zasad "nomenklatury", jak w przypadku Zarządów, a na ile dodatkowe doświadczenie niezasłużonych krzywd własnych, przyczyniły się do wydarzeń tak spektakularnych jak porażka ZP w regionie turoszowskim.

Mimo, że w momencie wyborczym, już poza aktywnością zawodową, sam miałem ciągotki do ukarania "ich" za krzywdy wyrządzone mi przez "słusznych" durniów, a czasem ludzi po prostu złych, to  jednak pozostałem po stronie pozytywnych bohaterów Marvela.  Także przez pamięć swoich krótkich doświadczeń z mechanizmami demokracji przedstawicielskiej we wczesnych latach 90-tych XX w.

Wiele pozostało wspomnień miłych, nawet jeśli robiąc ostatnio porządki w domowym archiwum natrafiłem na kopię interwencyjnego materiału telewizyjnego , który twierdził, że "mogłem zrobić więcej".

Najważniejszym jednak moim wspomnieniem z czasów kierowania pracami organu przedstawicielskiego niskiego szczebla był szok jaki przeżyłem, gdy własną cenę za akceptację najbardziej oczywistych rozwiązań i działań wystawiali mi nawet (lokalni) bohaterowie antykomunistycznej opozycji. Mieli żony i dzieci ... W następnych wyborach już nie wystartowałem, ale nie czuję się bohaterem. Po prostu nie dałem rady na tym boisku!

Chociaż w żadnym razie nie mógłbym porównać tamtych czasów i bohaterów do małych ludzi dnia dzisiejszego to jednak świadomość powszechnych mechanizmów, nawet jeśli obrzydliwych, nie pozwoliła mi oddać głosu na podwórkowych cwaniaków.

Stawka była znacznie większa niż zmiana beneficjentów koryta!

Pewnie wielu przedstawicieli mojego pokolenia, którzy aktywnie przeżyli polityczną transformację ma swoje własne wspomnienia, które kształtują ich wybory. Także polityczne. Jednocześnie, oni i ja, powinniśmy starać się zrozumieć z czego biorą się decyzje pokoleń z mniejszym bagażem doświadczeń.

Ze swojej strony chciałbym mieć tylko nadzieję, że kierując się nawet najlepiej rozumianym własnym interesem, młodzi nie będą nigdy zmuszeni publicznie manifestować swojej wiary w historyczną iluzję antyputinowskiej retoryki i cudotwórstwa antyinflacyjnego Donalda.

Wątpię jednak, czy wystarczy milcząca zgoda na Kierwińskiego, Bodnara i Sienkiewicza!

Donald i jego najbliższe otoczenie, które zna stawkę gry, nie chce już nigdy więcej triumfu tej ... suki.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka