Nie samym njusem żyje człowiek
"Jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda." Charles-Maurice de Talleyrand
81 obserwujących
328 notek
665k odsłon
  3542   25

Wołyń - zapomnieć i z żywymi naprzód iść?

W związku z tym, że rosyjska inwazja na Ukrainę w lutym tego roku zapoczątkowała proces bardzo silnego, bezkompromisowego zaangażowania się rządu w Polsce po stronie państwa ukraińskiego w różnych dyskusjach dotyczących przedmiotowego konfliktu zbrojnego przewija się temat zbrodni wołyńskiej. Są dwie dwie wiodące postawy tj.:

a) przypominanie, że jest to ukraińska zbrodnia, która nie została rozliczona

b) zamiatanie pamięci o wydarzeniach roku 1943 na Kresach pod dywan.

Tak jak napisałem: wiodące a to znaczy, że są postawy jeszcze bardziej skrajne i jeszcze bardziej łagodne wobec wspomnianych wydarzeń oraz wszystkie odcieni czerni i bieli pośrodku. 

Chciałbym w tej notce odnieść się do argumentów podnoszonych przez tych, którzy dzierżą miotłę a dłoni. 

Zanim jednak przejdę do tego chcę tylko dla osób mniej zorientowanych w tematyce napisać, że żądania czy lepiej, oczekiwania, strony polskiej sprowadzają się do prac ekshumacyjnych na miejscach zbrodni oraz godnego pochówku jej ofiar. Nie zostały sformułowane przez jakikolwiek rząd Polski żądania odszkodowawcze, żądania dotyczące restytucji przejętego mienia, żądania ukarania, teraz już wyłącznie w formie symbolicznej, inspiratorów i sprawców, żądania zaprzestania gloryfikacji wojennych zbrodniarzy (a przynajmniej mi nic o tym nie wiadomo). Opór państwa ukraińskiego jest zupełnie nieadekwatny do polskich postulatów, które określiłbym mianem skrajnie minimalistycznych.  To jedno. Drugie, a warto o tym wspomnieć, są wypowiadane tonem raczej prośby. 

A zatem - ad rem... przy czym zaznaczę tylko, że odniosę się do 3 argumentów, które wedle mojej obserwacji są najpopularniejsze. 

Argument o tym, że to było dawno i trzeba nam z żywymi naprzód iść...

a nie wracać do tego, co się stało prawie 79 lat temu. Wołyń zostawmy historykom. Argument z dawności jest wyjątkowo nietrafiony - bo gdyby stosować go konsekwentnie wówczas ad acta należałoby odłożyć i zbrodnie niemieckie popełnione na Polakach w czasie II wojny światowej i zbrodnie rosyjskie z tego okresu. Czymś zaś zupełnie nieprzyzwoitym byłoby żądanie odpowiedzialności za zbrodnie komunistyczne w Polsce - ich skala w porównaniu ze skutkami działań niemieckich, rosyjskich czy ukraińskich jest nieporównywalna. Argument odwołujący się do przemijania a zatem nieważności jest absurdalny. 

Skąd w ogóle biorą się zaciekłe spory o historię skoro minęła a ci, którzy byli jej świadkami już odeszli? Bo przedmiotem historii nie jest wyłącznie przeszłość - jest także i lepsze rozumienie teraźniejszości (dlaczego jesteśmy w tym a nie w innym miejscu) i kładzenie fundamentów pod budowę przyszłości. Pamięć wybiórcza to najbardziej ułomny rodzaj pamięci i jej posiadacze są właścicielami kalekich intelektów - w sumie stanowią doskonały materiał na propagandzistów. To, co mnie zafrapowało:  to, że swoiste uwiedzenie Ukrainą, które temat Wołynia czyni wyjątkowo niepożądanym dotknęło najbardziej zwolenników obecnej władzy. A może to nie dziwne z drugiej strony - bo przecież z ust byłego premiera Polski Jana Olszewskiego padły w przeszłości takie opinie jak np.: zagłada Polaków na Kresach to był "incydent", odpowiedzialność Bandery za Wołyń nie istnieje - ba wręcz przeciwnie - gdyby Bandera mógł podejmować decyzje to do zbrodni by nie doszło...Bo Bandera był "politykiem myślącym, mającym wielki zmysł polityczny". A może to i nie dziwne - np. w 2008 roku Prezydent Lech Kaczyński odmówił udziału w konferencji naukowej poświęconej 65 rocznicy rzezi wołyńskiej a jednocześnie objął patronat nad Festiwalem Kultury Ukraińskiej w Polsce... A może to nie dziwne - np. w 2017 roku Prezydent Andrzej Duda odmówił objęcia swoim patronatem Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Obywateli Polskich na Kresach II RP... 11 lipiec tego roku (Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa) będzie ciekawą próbą dla władzy w Polsce...

Argument o tym, że teraz trwa wojna

Wojna to nie jest dobry czas do tego, aby teraz mówić z Ukrainą o Wołyniu. Ten argument o niestosowności chwili jest mi znany. Czy rzeczywiście jest on słuszny? Gdyby ta dawka propagandy o wspaniałych relacjach pomiędzy PL a UA była przynajmniej w części prawdą to byłby najlepszy czas do tego, aby właśnie o tym pomówić dążąc, będzie górnolotnie, do pojednania w duchu wierności prawdzie tamtych czasów.  A jednak nie jest. Ta narracja o znakomitych stosunkach polsko - ukraińskich nieuchronnie zmierza w tą samą stronę w jaką zmierzała od początku narracja krzewicieli z towarzystw przyjaźni polsko - radzieckiej. Nie ma bowiem przyjaźni tam, gdzie dla nie zakłócania świętego spokoju lepiej jest milczeć niż mówić. Jak napisał w "Marinie" Carlos Ruiz Zafón - "Ocean czasu – chcemy czy nie – zawsze zwraca nam to, co w nim kiedyś pogrzebaliśmy". W końcu to o czym się nie mówi opowiada znacznie bardziej ciekawszą story niż ta o jakiej się non stop plecie.

Lubię to! Skomentuj195 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka