Z racji weekendowego lenistwa nie śledziłem na żywo kongresu największej obecnie partii opozycyjnej. Zapowiedzi było sporo, przygotowania wyglądały na solidne, a co z tego wyszło? Skazany jestem na relację mediów, ale mimo wszystko postaram się odpowiedzieć na to pytanie poniżej.
Po pierwsze Tusk i jego retoryka. Niby nic nowego i ciekawego, ot zwykłe wycieczki słowne na rządzącą koalicję, nie jakieś specjalnie agresywne ani nowatorskie. Na jedną rzecz warto jednak zwrócić uwagę. Tusk po raz pierwszy od dawna wyraźnie zaznaczył potrzebę szanowania wolności. Szczególnie ważne jest to co w mojej opinii determinuje PO jako jedyną w Polsce partię prawicową, czyli pozostawienie obywatelom prawa do samodzielnego decydowania o samym sobie i swoich pieniążkach. Warto też zwrócić uwagę na wyraźne odcięcie się od centrolewu spod znaku SLD i PD. Oczywiście salonowi malkontenci od razu wychwycili, że nie wymienił nazwiska Kwaśniewskiego. PO nie chcę powtórzyć niedawnego scenariusza kiedy była kompletnie samotna na scenie politycznej. Obecnie może wybierać zarówno między PSL, PiSem, a w ostateczności pewnie może wejść w sojusz z Kwaśniewskim na zasadzie podobnej jak weszli w alianse z Lepperem i Giertychem bracia Kaczyńscy, czyli "nie mieliśmy wyboru".
Po drugie Rokita. Niedoszły premier tym razem głosu nie zabrał, zebrał za to spore owacje i wygląda na to, że w PO przynajmniej na razie zostanie.
Nie da się tego powiedzieć o Olechowskim wielkim nieobecnym kongresu. Wygląda na to, że lewicowa "V kolumna" w PO ostatecznie poszła w rozsypkę i chyba musi sobie szukać miejsca gdzieś u Kwaśniewskiego.
Po trzecie i najważniejsze. Program. Tak PO przedstawiła program choć w poważnym kraju byłby on uważany za co najwyżej za jego zarys. Jesteśmy jednak w Polsce i w porównaniu do wcześniejszych "osiągnięć" deklaracji ideowej SLD czy "solidarnego państwa" według PIS (składającego się z projektu kodeksu karnego i kilku gospodarczych ogólników napisanych przez Marcinkiewicza) należy uznać, że PO ma jakiś program.
W owym programie nie znajdziemy niestety wiele nowego. PO nadal wspiera liniowy podatek, ale tylko PIT i CIT. VAT, który jest najbardziej dokuczliwy zostaje bez zmian, ale być może PO zdecydowałaby się chociaż na uproszczenie ustawy o VAT, która obecnie jest prawnym koszmarkiem. PO chce ciąć klin podatkowy (podobnie jak Zyta, ale jej się to nie uda), chce również ciąć wydatki na administracje i wszelkie fundusze (podobnie jak Zyta, ale jej już się to nie udało). Najciekawsze i chyba najważniejsze są propozycje dotyczące służby zdrowia. PO chce rozwalić NFZ na trzy odrębne fundusze. Każdy miałby zajmować się oddzielnym filarem ubezpieczeniowym (ubez. państwowe obowiązkowe, prywatne obowiązkowe i prywatne dowolne). Do tego częściowa, ograniczona odpłatność, chyba na wzór tego co mamy w Niemczech i na Słowacji. Propozycja brzmi dobrze, ale podobnie jak cały program jest mało konretna
Dobrze również, że PO postawiła na aktywną, ale nie krzykliwą politykę proeuropejską. Nieudolne działania rządu na arenie międzynarodowej to jedna z najmniej wykorzystywanych przez opozycję słabości obecnego układu.
Co poza tym? to samo: JOW-y(ale ograniczone, po co?), reforma KRUS (też łagodniejsza, ukłon w stronę PSL?), decentralizacja. Wszystko to już było zabrakło konkretów.
I to ostatnie zdanie to chyba największy zarzut wobec weekendowego kongresu PO. Mimo wyjątków i nowych twarzy (Kulesza, Boni). Ciągle mamy do czynienia z tymi samymi hasłami, czasem uzupełnionymi, czasem zmodyfikowanymi. PO ciągle sprawia wrażenie jakby chciała być lepszym PiS. Ugrupowaniem bardziej liberalnym, mniej opresyjnym, ale jednocześnie odcinającym się wyraźnie do Polski Rywina i Millera. Nie jestem przekonany, czy będzie to wystarczający lep na wyborców, który zapewni tryumf w przyszłych wyborach parlamentarnych.



Komentarze
Pokaż komentarze