Wygląda na to, że po raz pierwszy w trakcie mojej salonowej przygody będę musiał "odszczekać" swoje wcześniejsze proroctwa. Zycie Gilowskiej udało się przeprowadzić przez Sejm obniżkę składki rentowej w całości, a nie jak wcześniej wróżyłem jedynie w połowie. Oczywiście los składki nie jest przesądzony, ale raczej już nikomu nie powinno udać się tę zmianę zablokować. W dodatku przez chwilę mogliśmy posmakować koalicji PO-PiS, która spokojnie mogła zablokować zarówno w tej sprawie jak i w sprawie eurokonstytucji wszelkich oponentów.
W tej beczce miodu, jaką niewątpliwie jest zmniejszenie państwowego haraczu na pracę, jest niestety sporo dziegciu. Przede wszystkim Zyta Gilowska dała na osłodę koalicjantom obietnicę wprowadzenia nowej ulgi prorodzinnej w wysokości ok. 3 tys zł na dziecko. Nie bardzo wiadomo na czym ma polegać ta ulga i co nasze Urzędy różnej maści będą rozumieć pod słowem dziecko. Jedne media mówią o osobach do lat 18, K. Leski mówi o tym, że jako dzieci będą traktowani też studenci do 24 roku życia. Mnie bardziej martwi skąd Gilowska znowu wzięła pieniądze. Koszt tej ulgi ma wynosić ok. 3 mld zł. To już drugi taki króliczek z budżetowego kapelusza, pierwszym był ekstra mld na Euro. W dodatku ciągle nie wiadomo co z pozostałymi "prorodzinnymi" ułatwieniami jak n p. wspólne rozliczanie się małżonków.
Wracając do składki to niestety przepadła propozycja PO dotycząca bardziej drastycznego cięcia po stronie pracodawcy. W efekcie powyższa obniżka poprawi sytuację już zatrudnionych bez względu na ich zarobki. Nie zmieni ona natomiast sytuacji na rynku pracy, gdyż po stronie pracodawcy symboliczna 2% obniżka nie sprawi, że legalne zatrudnianie pracownika będzie bardziej opłacalne. Jest to tym bardziej smutne, że chyba rząd zapomniał, że nasze bezrobocie choć malejące jest ciągle najwyższe w UE, a jednocześnie nasza aktywność zawodowa jest jedną z najniższych.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)