Ze zdziwieniem zaobserwowałem fakt, iż zupełnie bez rozgłosu nasz kochany rząd i najlepsza w historii Minister Spraw Zagranicznych kompletnie odpuścili przyszłość naszego kraju w UE. Mowa o sławnej "Ioaninie", która miałabyć instrumentem umożliwiającym blokowanie niekorzystnych dla Polski decyzji po 2017 r. czyli wtedy, kiedy będzie już obowiązywał system podwójnej większości. Tymczasem już na początku Konferencji Międzyrządowej, która ma się zająć ustaleniem właściwego tekstu nowego Traktatu, minister Fotyga radośnie oznajmiła, że o rozszerzoną Ioaninę nie będziemy się kłócić, ani tym bardziej za nią umierać. Fotyga uznała za wystarczające dotychczasowe zapisy i oparłą się na interpretacji swoich ekspertów mówiącą, że...Ioaninę można stosować dowolną ilość razy w tej samej sprawie. W efekcie ma to nam dać czas dłuższy niż 2 lata. Nie wiem na czym konkretnie opiera swoje rojenia minister Fotyga, ale założenie, że pozostałe państwa zgodzą sie na w zasadzie nieograniczoną możliwość blokowania dowolnych inicjatyw jest, delikatnie mówiąc, optymistyczne. W dodatku nagle ucichła dyskusja wokół "gentlemen's agreement" dotyczącego omawianego kompromisu i nadal nie wiemy gdzie i jak Ioanina jest wpisana. Nie zdziwię się jeśli okaże się, że Ioaniny w sumie nie ma. Co na to premier? Z dziwną jak na niego obojętnością stwierdza, że nie jest tak źle. Na dodatek nasz rząd zaczął się łamać w sprawie Karty Praw Podstawowych. Nasze wcześniejsze stanowisko było takie jak Wielkiej Brytanii, czyli dziękujemy nie bierzemy.Teraz chcemy już czynić wyjątki chociażby dla praw pracowniczych.
W efekcie szczyt, który miał być wielkim zwycięstwem Polski, okazuje się coraz większą klęską. Nie ma pierwiastka, jest podwójna większość. Zostaje Nicea, ale na bardzo krótki czas (praktycznie do 2014 r.). System blokujący mogący chronić naszą pozycję w późniejszym czasie, umożliwi nam jedynie odwleczenie decyzji na 3-6 miesięcy. Oczywiście można znaleźć i dobre strony takiej sytuacji. Wreszcie nie popsujemy sobie stosunków z reszta Europy. W końcu, chcąc nie chcąc, będziemy zmuszeni do budowania koalicji z innymi państwami po to by realizować i chronić nasze interesy.
Zastanawia też jeszcze jedna rzecz. Powyższa porażka nie wzbudziła żadnego zainteresowania mediów i co jeszcze bardziej dziwne - opozycji. Wiem, że są wakacje, że sypie się koalicja i za chwilę możemy mieć wybory. Również tragedia we Francji średnio sprzyja zajmowaniu się tą tematyką, ale kompletne zignorowanie kwestii przyszłości Polski w UE jest grubym błędem zarówno naszych mediów jak i klasy politycznej.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)