Patrząc na pierwsze dni kampanii wyborczej, to na razie mam wrażenie niedosytu. Nie to żebym chciał jakiejś walki na programy bo nie da się jej prowadzić tych programów nie posiadając. Brak programu PO jest wręcz legendarny, choć według mnie ta partia bardziej wychodzi z założenia, że jak program pokaże to jej poparcie spadnie do "naturalnego" poziomu 10-15% niż z rzeczywistego braku wszelkich pomysłów na Polskę. Gorzej, że nie widzę tego programu u innych. LiD kompletnie utonął w ustalaniu wewnętrznych podziałów na listach nadal pozostając lewicą głównie z nazwy, a nie z programu. PiS ma jakąś wizję Polski. Kłopot w tym, że nijak jej nie zrealizował przez ostatnie dwa lata. W kampanii nawet nie próbuje bronić swego dorobku w sferze gospodarki czy służby zdrowia, ale koncentruje się albo na rozdawaniu na prawo i lewo miliardów złotych w ramach obietnic wyborczych albo straszy biednych bogatymi. O pozostałych nie ma co pisać, bo się po prostu nie liczą.
Obok tej kompletnej programowej indolencji mamy dwa oblicza kampanii. Pierwsze to kampania transferowa. Póki co, to PiS zainkasował tutaj dwa mocne ciosy. Zarówno Mężydło jak i Sikorski to postacie z tzw dobrą biografią zasłużone i dla Polski i dla PiS. Obojętnie co będą mówić o nich były partyjni koledzy (a pewnie będą ich mieszać z błotem) to obydwaj kandydaci zapewnią PO silne poparcie w tych regionach, w których wystartują. Odpowiedź PiS czyli serwowanie Gilowskiej i Religii to trochę już odgrzewany kotlet, który wyborców już nie porwie. W powietrzu wisi gdzieś jeszcze "bomba Tuska". Może chodzi o personalia, może o coś innego. Marcinkiewicz dementuje, że chodzi o niego. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i poczekać do soboty. Oczywiście w tle odbywa się walka o pozycję na listach wyborczych, jedynki, dwudziestki kto z kim i dlaczego. Na razie najbardziej widoczna jest awantura wokół Jana "bez zaplecza" Rokity. Według mnie Rokita do wyborów w PO zostanie. Tusk go przytuli i pogłaszczę da trochę miejsca dla jego kumpli i tyle wyjdzie z kolejnego rozłamu w PO. Szykuje nam się również kilka smacznych pojedynków w największych miastach.
Drugą odsłoną kampanii jest "kreowanie" swojego wizerunku. I tu z kolei wygrywa PiS. Wcześnie zaczął kampanię. Miał niezłe spoty TV, gorsze billboardy, ale przede wszystkim ponownie zaczyna narzucać temat i linię podziału kampanii wyborczej. Z braku nowych pomysłu zaczyna odgrzewać się Polskę "liberalną" i "socjalną". Uzupełnia ten podział próbą zamienienia wyborów w plebiscyt: czy jesteś z PiS, który walczy z korupcją czy z resztą, która tworzy Front Obrony Przestępców. Na tym tle blado wypada PO, która ponownie nie potrafiła wykorzystać kłopotów partii rządzącej i ponownie daje sobie narzucić retorykę przeciwnika. Dodatkowo odpowiedź na wcześniejszą kampanię PiS zakończyła się zamieszaniem wokół nie podpisania własnych billboardów. Z całej "billafery" pewnie nic nie wyniknie, bo jeśli PO łamała prawo to przez trzy dni, w dodatku swój grzech naprawi najpewniej już jutro. A atakujący ją PIS sam ma liczne grzeszki z finansowaniem swojej kampanii jeszcze z poprzednich wyborów. PO ma jeszcze czas i środki by dać odpór PiS, ale musi się pospieszyć i przede wszystkim zacząć nadawać kampanii ton, a nie tylko reagować na ruchy PiS.
W tle wyścigu dwóch głównych hartów odbywa się walka o byt pozostałych uczestników, których można nazwać co najwyżej pudelkami. Ciekawy ruch wykonał Giertych sprzymierzając się z Jurkiem i UPR. Nie wiem czy to da upragnione 5%, ale na pewno może zabrać trochę głosów PiS co przy tak wyrównanym wyścigu nie jest bez znaczenia. W każdym razie Giertych przynajmniej usiłuje zwiewać z katafalku, na którym coraz chętniej rozciąga się Andrzej Lepper. Nie zdziwię się jeśli SO w sejmie nie będzie. PSL spokojnie gra na bycie spokojnym i najprawdopodobniej po raz kolejny w parlamencie się znajdzie.
I to tyle jeśli chodzi o początek kampanii. Zwycięzcy nie widać. Propozycji programowych niestety też nie. Wszelkie sondaże są mało warte. A co po wyborach? O tym za czas jakiś w następnym poście.



Komentarze
Pokaż komentarze