Jedną z licznych reform zapowiadanych i nawet wdrożonych przez ministra Ziobrę była nowelizacja kpc w części poświęconej postępowaniu gospodarczemu. Od jej wejścia w życie minęło już trochę czasu, więc można pokusić się o pierwsze podsumowanie. Niestety nie jest ono korzystne dla Ministerstwa Sprawiedliwości.
Głównym założeniem reformy było uproszczenie procedury i przyspieszenie rozstrzygania w sprawach gospodarczych. Sądy jednak wcale nie pracują szybciej, a co gorsza owo przyspieszenie spowodowało liczne przypadki rozstrzygnięć szybkich, ale zupełnie nie oddających rzeczywistych realiów sprawy. Innymi słowy przyspieszenie odbyło się kosztem prawdy.
Dzieje się tak dlatego, że min. Ziobro postanowił skrajnie sformalizować postępowanie gospodarcze. Wystarczy, że pełnomocnik pomyli się o złotówkę przy uiszczeniu wpisu czy to od pozwu czy od apelacji, a sprawa jest po prostu umarzana z przyczyn formalnych. Często kończy się to przegraniem sprawy przez przedsiębiorcę, który mimo, iż w sensie materialnoprawnym ma rację to przegrywa sprawę z powodu błahej pomyłki. Sprawę pogarsza fakt, że wyliczanie wpisów, opłat odbywa się na podstawie źle napisanej i w wielu miejscach niezrozumiałej ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych.
Innym minusem rozwiązań min. Ziobry okazało się niedopuszczenie, w postępowaniu gospodarczym, do występowania z powództwem wzajemnym. Spowodowało to niepotrzebne mnożenie spraw i w praktyce wygląda to tak, że w sporze dotyczącym tego samego mamy do czynienia z dwoma odrębnymi postępowaniami czyli bezsensownym dublowaniem się spraw.
Nie do końca sprawdziła się tzw. prekluzja dowodowa czyli dokładne określenie czasu w jakim strony mogą złożyć wnioski dowodowe pod rygorem niemożliwości powoływania się na nie w dalszym toku postępowania. Rzeczywiście w wielu sprawach mnożenie kolejnych wniosków dowodowych przyczyniało się do przedłużania postępowania. To jednak w przypadku spraw skomplikowanych (n. p. przy kilku tysiącach faktur), gdzie łatwo o symboliczną pomyłkę rygorzym ten jest zbyt daleko idący. Dodatkowo należy podkreślić, że pominięcie przez sąd całego pisma z powodu nie załączenia lub zbyt późnego zgłoszenia jakiegoś dowodu może mieć wpływ na trafność rozstrzygnięcia.
Wszystkie te okoliczności, mimo że sprzyjają szybszemu pozbywaniu się spraw przez zatłoczone sądy, to prowadzą do pogarszania jakości merytorycznej orzeczeń i zmniejszają zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości. Nie sądzę by to było intencją min. Ziobry, ale podobnie jak to ma miejsce przy sądach 24-godzinnych stworzył on kolejnego bubla.
Ktoś może powiedzieć, że ok może to na razie nie działa najlepiej, ale przyspieszenie jest, a sędziowie, przedsiębiorcy i pełnomocnicy jakoś się dotrą. Niestety jak informuje czwartkowa "Rzeczpospolita" (wydanie netowe jest już w archiwum więc nie podaje linka) średni czas rozpatrywania spraw gospodarczych...rośnie. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że spraw wpływa coraz więcej, ale także dlatego, że liczne postanowienia sądów o odrzucaniu pism, pozwów etc powodują wnoszenie zażaleń, co dodatkowo przedłuża postępowanie. Innym problemem, z którym Ministerstwo Sprawiedliwości musi dać sobie radę (a nie daje), to zbyt mała ilość sędziów znających się na sprawach gospodarczych. Są oni regularnie "zasysani" przez korporację radcowską i adwokacką kuszącą wyższymi zarobkami. Za mało jest też asystentów oraz referendarzy sądowych, a dodatkowo ci ostatni nadal mają niewielkie kompetencje i umiejętności. W tle majaczy też wolno postępująca i wciąż nie dokończona informatyzacja sądów.
Ale tak musi się dziać, gdy minister i jego współpracownicy spędzają więcej czasu na konferencjach prasowych, wiecach, blogach, niż nad sensowną pracą merytoryczną. Szkoda tylko, że za ich nieprzemyślane inicjatywy płacą zwykli obywatele.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)