Jeśli ktoś jeszcze pamięta zadymę sprzed kilku miesięcy o tzw kompromis z Ioaniny i bronił dorobku naszej delegacji z tamtego okresu czasu, to z pewnością ucieszy się z faktu, że żadnej Ioaniny (czyli głównego powodu zadymy, która drogo nas w Europie kosztowało) w tekście Traktatu UE nie będzie. Polska poniosła w tej kwestii kompletną klapę. Od jakiegoś czasu wiadomo, że Nicea będzie krócej niż to początkowo się wydawało. W przypadku Ioaniny co najwyżej możemy liczyć na jakiś załącznik lub przypis, który nie dość, że mało znaczy, to jest dużo łatwiejszy do zmienienia. Dodatkowo bardzo szybko odpuściliśmy kwestię Karty Praw Podstawowych. Nie jestem fanem tego aktu prawnego, ale przy tak słabym poziomie naszej legislacji i długotrwałości postępowań sądowych każda dodatkowa gwarancja dla praw obywatelskich jest warta grzechu. Poza tym będąc jedynym obok Wlk Brytanii państwem bez KPP osłabiamy pozycję własnych obywateli w sprawach przed obcymi sądami innych państw UE.
Nic nie wyszło również z jednej z naszych wcześniejszych propozycji negocjacyjnych dotyczących zwiększenia ilości posłów do Parlamentu Europejskiego. Jeżeli planowane zmiany obronią się, to już niedługo posłów do PE będziemy mieli 3 mniej. Następnym sukcesem dumnej polityki zagranicznej min. Fotygi jest wycofanie się z następnego naszego postulatu, który warunkował naszą zgodę na Traktat. Chodzi o stołek rzecznika generalnego ETS. Dzięki tej decyzji Polska nadal będzie jedynym dużym i zapewne ciągle dumnym krajem UE, który nie ma swojego człowieka na tym stanowisku. Zaiste jak na najlepszą dyplomację od czasów Becka zacny to dorobek.
To nie koniec. Po trwającej kilka dni awanturze o obserwatorów OBWE min. Fotyga w końcu uważnie i ze zrozumieniem przeczytała notę ambasadora tej organizacji i wspaniałomyślnie zgodziła się na to by, podobnie jak to miało miejsce w USA, Szwajcarii i Francji, obserwatorzy OBWE na nasze wybory sobie popatrzyli.
Nie można było tego zrobić od razu, bez niepotrzebnego hałasu?
Na koniec smaczek ujawniony przez dzisiejsze "Fakty". Zasłużony kardynał Marian Jaworski, człowiek bliski Janowi Pawłowi II został odznaczony Krzyżem Komandorskim przez Prezydenta RP. Kaczyński doszedł jednak do wniosku, że dekorowanie kogoś w Watykanie nie da tylu punktów w kampanii wyborczej ile wspólna wycieczka z Nelly Rokitą na Greenpoint. Wysłano więc skądinąd sympatycznego wiceministra SZ Pawła Kowala, który dostał zadanie by jakoś kardynałowi dyskretnie order wcisnąć, najlepiej przy przysłowiowym kotlecie. Urażony hierarchia oczywiście odmówił.
I jak tu nie mówić o dyplomatołkach?



Komentarze
Pokaż komentarze