Ostatnie wydarzenia definitywnie przekonały mnie do tego, że koalicja POPiS jest może pięknym, ale złudnym i nierealnym marzeniem. Delikatnie mówiąc pozostał mi niesmak i kac moralny, że swego czasu dość aktywnie działałem na rzecz porozumienia tych dwóch partii. Powiem wprost mam nadzieje, że POPiS-u nie będzie, że PO osiągnie na tyle dobry wynik, że będzie rządzić samodzielnie lub z PSL. Z każdym dniem coraz łatwiej byłoby mi się pogodzić (choć z trudem) nawet z koalicją PO z LiD.
Nie czuje ani krzty sympatii do partii, która mimo, iż ma sztandarach wypisaną walkę z korupcją na co dzień nie ma pomysłu na walkę z tą plagą. Nadal mamy korupcjogenne prawo, zbyt wielką samowolę urzędników, zbyt wiele koncesji, zezwoleń itd. Jedynie od święta służby na polecenie PiS zatrzymają kogoś prominentnego na potrzeby tej czy innej kampanii. Jakiś czas temu trafiło na doktora G., z którego w sposób szybki i błahy zrobiono mordercę. Potem trafiło na własne podwórko czyli na ludzi pokroju Netzla, Kaczmarka, Kornatowskiego. Zrobiono publiczną szopkę z pomocą prokuratury, która dała efekt propagandowy, ale wkrótce okazało się, że większa część zatrzymań i zastosowanych środków zapobiegawczych była nieuzasadniona. Po drodze była jeszcze akcja w ministerstwie rolnictwa, która okazała się kompletną klapą.
Teraz padło na była posłankę Sawicką, To nic innego jak odgrzewany kotlet czy jak kto woli zamoknięty kapiszon. Sawicką zatrzymano 2 tygodnie temu. Zarzuty i okoliczności sprawy nie budzą wątpliwości - z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że wzięła ona łapówkę. Reakcja PO była błyskawiczna i słuszna - Sawicką wyrzucono z partii oraz z list wyborczych. Sprawa przycichła. W międzyczasie PiS zaczął mieć problemy ze swoją kampanią. Spoty przestały nokautować konkurencję. Z kolei debaty przedwyborcze zakończyły się ciężkimi nokatuami dla Jarosława Kaczyńskiego. Pojawiła się więc konieczność wypuszczenia brudnej bomby, jakiegoś nowego dziadka z Wehrmachtu.
Pisałem o tym w poprzednim poście (ostatnie zdanie: "Kurski musi wrócić") okazało się, że miałem rację co do konieczności poszukania haków na PO bo merytorycznie PiS tych wyborów nie jest w stanie wygrać. Wystarczyło, że PO napisało na kolanie program, Tusk powtarza zaklęcia o Irlandii i przygotuję się do 2 debat. Pomyliłem się jedynie co do osoby, która ową bombę zdetonuje. Tym razem pierwsze skrzypce zagrał Mariusz Kamiński. Urzędnik państwowy szef CBA. Z założenia apolityczny i bezstronny. Całą pozostałą historię z posłanką Sawicką znamy. Ja podkreślę tylko to co robi TVP. Takiego upupienia publicznej TV nie było nawet za Kwiatkowskiego. Specjalne zmiany ramówki tylko po to, by jeszcze raz pokazać konferencję Kamińskiego, ale skoro można przerwać mecz po to by pokazać lokalną konwencję PiS to można i przesunąć "Klan" o kilkanaście minut. Stronniczy dobór pytań i gości do wszelkich programów publicystycznych. Zmanipulowane i wybiórcze Wiadomości i Panorama. to właśnie obraz TVP w obecnej kampanii wyborczej.
Nie za bardzo widzę też związek między łapówką wziętą przez Sawicką, a puszczonym przez Kamińskiego fragmentem dotyczącym prywatyzacji służby zdrowia. Sawicka nie chciała sprzedać ani kupić szpitala. Mówiła o pewnym konkretnym projekcie ustawy umożliwiającym likwidację nierentownych szpitali zaproponowanym przez Pisowskiego ministra Religę. Jednym ze skutków likwidacji takiego szpitala mogłoby być jego przejęcie przez podmiot prywatny. Oprócz tego warto podkreślić, że wielu polityków PiSU (Sośnierz, Piecha, Religa) opowiadało się za przynajmniej częściową prywatyzacją szpitali. Jednak jako, że większość Polaków nadal mentalnie tkwi w głębokim przeświadczeniu o tym że służba zdrowia musi być publiczna to straszenie wizją posiadania karty kredytowej by móc korzystać z pomocy lekarza wydaje się być opłacalne.
Skandalicznym jest również fakt, iż CBA zatrudnia amantów do uwodzenia potencjalnych łapówkarzy. W dodatku wygląda na to, że prowokacja CBA trwała aż rok i może być kolejną z cyklu
Ciężko mi sympatyzować z partią wykorzystującą tajne służby do prowadzenia kampanii wyborczej i sprowadzania wyborów do plebiscytu: czy CBA pokazało wszystko czy znowu znamy tylko kawałek pewnej całości wygodny dla rządzących? Być może za miesiąc lub dwa okaże się, że funkcjonariusz CBA rzeczywiście posłankę uwiódł albo że taśmy zostały "lekko" zmanipulowane. Trudno mi dobrze mówić o partii, która mieni się prawicową, choć nie chce niższych podatków, ułatwień dla przedsiębiorców, a na prywatyzację czegokolwiek patrzy wyłącznie spode łba.
Nie potrafię zmusić się do okłamywania siebie i swojego otoczenia do tego, że koalicja PO i PIS wypleni obecne plagi życia publicznego w państwie. Takie jak na przykład upolitycznienie mediów publicznych czy kolesiostwo w spółkach Skarbu Państwa. Może właśnie dlatego, że owe plagi za czasów PiS kwitną równie dobrze, a może nawet lepiej niż za czasów SLD. Nie mogę już też mówić o ważnej zmianie instytucjonalnej polegającej na zmianie Konstytucji. PiS chce ją tylko zmienić dla własnych celów nie dla polepszenia jakości władzy w Polsce. PIS chodzi tylko o ograniczenie władzy TK i SN oraz zwiększenie uprawnień Prezydenta. Nawet wyrzucenie z Parlamentu przestępców i odebranie immunitetów jest dla PiS zjawiskiem koniunkturalnym zależnym od obecnego koalicjanta.
Wszystkie te działania prowadzą do pewnego bardzo smutnego wniosku przed wyciąganiem którego wielokrotnie przestrzegałem i oponowałem - chodzi o realne zagrożenie dla demokracji, jakim jest wykorzystywanie służb specjalnych do wpłynięcia na wyniki wyborów.
Po cichu liczę, że PiS na całym tym zamieszaniu się przejedzie, że być może ludzie na dadzą się nabrać jeszcze raz na kłamstwo i manipulację. Nie chodzi mi tu o zakon wyznawców Kaczyńskiego obecny tłumnie choćby i na s24, ale elektorat niezdecydowany lub wakający się między PiS a PO. Powiem wprost-mam nadzieję, że PiS te wybory przegra na tyle by mógł być bez żadnych obaw izolowany na scenie politycznej.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)