Wybory za nami. Przed PO wielkie wyzwanie i odpowiedzialność. Nie wiem czy Tusk i kompania są w stanie spełnić zapowiedzi z kampanii. Jeśli tak to mogą spokojnie powalczyć o zwycięstwo za 4 lata, jeśli nie - to PO spadnie szybciej na dno niż się wzniosło na szczyt. Od teraz trzeba patrzeć na działania PO i zapewne PSL. Przed nami szansa na wielką zmianę albo na powrót do wczesnego Millera. Jak będzie czas pokaże, od dziś patrzę na ręce PO, tak jak to wcześniej robiłem z SLD i PiS. O pisaniu o koalicjach i działaniach rządzącej PO przyjdzie jeszcze czas napisać Teraz warto krótko podsumować niedzielne wybory.
Wygrani:
1) Donald Tusk i PO
Wygrany oczywisty. Tusk odrobił lekcje sprzed 2 lat. W pewnym momencie Platformie udało się narzucić własną logikę kampanii. Hasło cudu gospodarczego i budowania nowej Irlandii chwyciło szczególnie wśród ludzi młodych, wykształconych, z większych miast. Niekoniecznie emigrantów i niekoniecznie ich rodzin. Bardziej chodziło o danie nadziei, wytyczenie nowego kierunku niż ciągłą walką czarnego z czerwonym wałkowaną od '89 roku. Kaczyński ten moment przegapił, chciał ponownie przylepić gębę liberałów strasząc prywatyzacją szpitali i posłanką Sawicką. Okazało się, że PO prywatyzować nie chce a jeśli nawet chciało to Polaków znowu to tak bardzo nie obchodzi, łzy posłanki (nie twierdzę, że szczere) okazały się bardziej wymowne niż zimne wyrachowanie Kamińskiego i TVP.
Tusk doprowadził też do debat z Kaczyńskim i Kwaśniewskim. PO była na zakręcie w momencie dogadania się sztabów PiS i LiD i co groziło izolacją Tuska. Udało mu się jednak sprowokować premiera do debaty i w dodatku świetnie go ograć. Następna debata z Kwaśniewskim choć nie była takim nokautem to raczej utwierdziła w elektoracie przekonanie, że to Tusk a nie Kwaśniewski jest realną odpowiedzią na PiS.
2) PSL
Pawlakowi i spółce znowu się udało. I to jak. Najprawdopodobniej PSL wróci do rządzenia, a jeszcze 2-3 lata temu wydawało się, że to partia schodząca z firmamentu polskiej polityki. PSL odzyskało pozycję nr 1 wśród partii typowo wiejskich choć na wsi przegrało i z PiS i z PO.
3) wyborcy
Bez względu na to na kogo głosowali to chyba najwięksi zwycięzcy. Najlepsza od wielu lat frekwencja choć w kontekście europejskim nadal nie powala, to daje nadzieje na tworzenie się w Polsce społeczeństwa obywatelskiego z prawdziwego zdarzenia. Tym bardziej, że tłumnie głosowali młodzi Polacy. Tym silniejszy mandat dla PO i tym większa dla niej odpowiedzialność. Boję się tylko, że byli to wyborcy jednorazowi.
4) sondażownie
Z wyłączeniem nieszczęsnych prognoz salonu 24 prowadzonych przez markad, które pokazały bardziej chciejstwo salonowiczów niż ich realne możliwości socjologiczne i politologiczne. Wyniki wyborów okazały się z grubsza zgodne z tym co przewidywały sondaże. Szczególnie udało się PBS, który trafił prawie w 100%. Minus dla ponoć najlepszej PGB, która typowała wynik bliski remisu. Generalnie jednak sondażowanie stanęły na wysokości zadania, choć metody i liczba robionych badań budzą poważne wątpliwości.
5) Cimoszewicz
Jedyny kandydat niezależny, który dostał się do senatu. Sztuka ta nieudała się żadnemu jego koledze z LiD. Choć sam powrót tego polityka na salonu władzy jakoś mnie nie cieszy.
Przegrani:
1) Samoobrona i LPR
Dla mnie osobiście największa radość i największy sukces Kaczyńskiego. Zjedzenie przystawek i wyniki Leppera (8,5 tys.) Millera (niecałe 5 tys.). Sejm bez Beger, Giertycha, Bosaka, Łyżwińskiego zapowiada się siłą rzeczy lepiej od poprzedniego. Skrajni populiści wrócili tam gdzie ich miejsce czyli na margines sceny politycznej. I oby tam pozostali.
2) UPR plus JKM
Taki dodatek natury osobistej. Klęska UPR w sojuszu z PR i LPR być może oznacza koniec JKM i formacji, która dobre kilkanaście lat kompromitowała ideały konserwatywno - liberalne w Polsce. Młodzi z UPR weźcie sprawy w swoje ręce i podziękujcie raz na zawsze Korwinowi!
3) Kwaśniewski i Lid
LiD uzyskał wynik słabszy niż SLD po hekatombie rządów Millera. Kwaśniewski z lokomotywy wyborczej stał się kamieniem u szyi. Regularnie się upijającym, ewentualnie przedawkującym leki. W dodatku miałki w debacie z Tuskiem i zbyt mało energiczny w debacie z Kaczyńskim. Tak chyba wygląda syndrom polityka wypalonego. Czas odejść panie Prezydencie. A sam LiD może się rozpaść lub utopić w wewnętrznych sporach. Nie zdziwię się jak niektórych demokratów niedługo zobaczymy w PO.
4) PKW
Za skandal z brakiem kart wyborczych, złą organizacją wyborów za granicą (tutaj do spółki z MSZ). Jak ludzie mają chcieć głosować skoro stoją kilka godzin przed lokalem wyborczym i czekają na karty choc wiadomo od kilku godzin, że może ich zabraknąć? A i jeszcze jedno - niech ktoś mnie przekona, że cisza wyborcza ma sens...bo według mnie nie ma i w pełni się zgadzam z niedawnym wpisem Warzechy w tym temacie.
5) Piekarska, Gadzinowski, Miller i inni
Czyli wszyscy ci, którzy nie załapali się do sejmu, choć wydawało się, że będą tam zawsze. Jakoś nie będzie mi was brakowało...
6) PiS
Last but not least...Przede wszystkim runął mit o niezwyciężonym PiSie i jego cudownych spin doktorach - Bielanie i Kamińskim. Albo obydwaj panowie nie mieli czasu albo ich wpływy ograniczył nowy nabytek Dudziński lub stary wyga Kurski, ale PiS miało zwyczajnie kiepską kampanię. Pierwszym błędem było lekceważenie Tuska. Najpierw wyzwano go od pomocników i pomagierów potem dano debatę do której kompletnie nie przygotowano własne lidera. Kaczyński w trakcie debaty plątał się i stękał był bezradny zarówno w momentach gdy Tusk atakował go merytorycznie jak i gdy szef PO uprawiał zwykłą demagogię. Drugim błędem było przeświadczenie, że elektorat przystawek plus elektorat PiS z poprzednich wyborów wystarczy do zwycięstwa. Owszem PiS zachował swój elektorat (z wyłączeniem sporej grupy ludzi lepiej wykształconych i sierot po POPiSie które poszły za PO) oraz przejął wyborców Leppera i Giertycha, ale w obliczu „miastowych" i „wykształciuchów" okazało się to być zbyt mało. Przy okazji runął kolejny mit - że to wieś decyduje o zwycięstwie w Polsce. PiS wygrał na wsi z przewagą około 10% jednak w obliczu dobrej frekwencji w miastach i słabej na wsi wystarczyło to poprawienie wyniki ledwie o 4 %. Kampania PiS była też przeraźliwie słaba merytorycznie. Oprócz obietnic rozliczenia korupcji (a co robiliście przez dwa lata można się spytać) ciężko wskazać było, co PiS chce robić po wyborach. Nie bez znaczenia było również to, że nawet gdyby PiS chciał to nie bardzo miałby z kim rządzić, bo to co się Kaczyńskim udało ponad wszelką wątpliwość, to skłócenie się nie tylko ze wszystkimi innymi partiami, lecz z większością grup społecznych w Polsce. Do tego doszły średnie billboardy i spoty może z wyłączeniem „mordo ty moja". Myślę, że sporo w zwycięstwie PO i porażce PiS pomogli bezwstydni propagandziści PiS w rodzaju Sakiewicza i Maryli czy innych lokalnych i globalnych akolitów Kaczyńskiego. Odwaliliście kawał dobrej roboty. Dla Tuska. Dzięki.
Jednym zdaniem - nic dwa razy się nie zdarza, nie da się wygrać dwóch kampanii tymi samymi chwytami. I dobrze.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)