Kwestią smaku, nie prawa, jest fakt powierzenia Donaldowi Tuskowi misji tworzenia nowego rządu w przedsionku Pałacu Prezydenckiego. Do tego przekazanie stosownego dokumentu przez Prezydenta z zaciętą mina w czasie 30-kilku sekund dodatkowo potęguje poczucie braku szacunku dla politycznego oponenta. Nie było okolicznościowych, choćby i złośliwych, życzeń, nie było dania możliwości wygłoszenia krótkiego przemówienia przez premiera in spe. Szkoda bo dano taką możliwość i Jarosławowi Kaczyńskiemu, dano i Marcinkiewiczowi. Podobnym brakiem wyczucia smaku popisał się Prezydent nie przemawiając przed Sejmem na jego inaugurację, a jego brat, gdy jako jedyny na sali nie zauważył owacji na stojąco dla Lecha Wałęsy.
Kwestią smaku, nie prawa, jest fakt nie wybrania senatora Romaszewskiego na wicemarszałka Senatu. Człowiek z piękną kartą opozycyjną i całkiem niezłymi osiągnięciami w nowej Polsce, nagle został uznany przez swoich byłych solidarnościowych kolegów za zbyt konfliktowego, niegwarantującego spokoju marszałkowi Borusewiczowi. Nie mam wątpliwości, że PiS dostanie tego wicemarszałka, ale pewnie nie będzie nim Romaszewski. Podobna historia miała miejsce dwa lata temu z senatorem Niesiołowskim. Ponownie szkoda, że nie przełamano głupiego obyczaju robienia sobie złośliwości.
Kwestią smaku jest wreszcie bezsensowna walka o wygaszenie mandatów kilku posłów obecnej kadencji i równie bezsensowne porównywanie marszałka Komorowskiego do Goebelsa. Nadinterpretacja ułomnego prawa stosowana przez nowego marszałka Sejmu sprowadza rzecz do absurdu podobnego do tego, jaki ledwie rok temu PiS stosował wobec Hanny Gronkiewicz - Waltz.
Platforma musi pamiętać, że od wielu osób dostała kredyt zaufania nie dlatego, że przekonała ich swoim programem czy obietnicami cudu gospodarczego, ale tym, że dawała nadzieję prowadzenia polityki innej od poprzedników. Polityki nie polegającej na krótkowzrocznym rewanżu, często będącym na bakier z prawem, ale charakteryzującej się szacunkiem dla drugiej strony i uznającą jej opozycyjne prawa.
Prezydent RP z kolei musi pamiętać, że zdecydowana większość obywateli wymaga od niego koncylialności i zdolności do zawarcia kompromisu. Prezydent potrafił to pokazać latem, gdy szybko dogadał się z Tuskiem w sprawie wyborów. Teraz Prezydentowi tych cech zabrakło. Lech Kaczyński obraził się na wyborców i zwycięzców niedawnych wyborów. Prezydent musi pamiętać o tych cechach nie tylko ze względu na swoją zagrożoną reelekcję, ale także ze względu na prestiż i szacunek społeczny dla urzędu, który sprawuje.
Warto pamiętać o tych wszystkich "herbertowskich" kwestiach smaku i wzajemnego szacunku w dzień naszego Narodowego Święta. Jednego z piękniejszych w naszym kalendarzu. Święta, które pokazuje, że więcej jesteśmy w stanie osiągnąć życzliwie współpracując ze sobą, nawet gdy się w wielu kwestiach się nie zgadzamy, niż jeżeli prowadzimy bezsensowne i złośliwe wojny polsko-polskie.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)