Paweł Łęski Paweł Łęski
36
BLOG

Scena Układ'91

Paweł Łęski Paweł Łęski Kultura Obserwuj notkę 1

NT. MIESZKANIE FALZMANÓW - BIELANY - KUCHNIA - RANO - ZIMA 1991


6:30. 45 metrów, 7 osób. Para z okien, zapach kawy Inki i smażonej cebuli. Na lodówce karteczki: "CZYNSZ", "PRĄD - ZAPŁACIĆ!!!", "Buty dla Patryka".


Na stole wielki garnek zupy pomidorowej na 2 dni. I stos rachunków. Pośrodku - ten sam KALKULATOR z NIK.


MICHAŁ FALZMANN (37) w rozciągniętym swetrze, liczy. Obok niego IZABELA (35), zmęczona ale ogarnięta. Czesze najmłodszą MARIĘ (4).


Na podłodze chaos: plecaki, zeszyty.


                         MICHAŁ

          (liczy na głos)

          420 czynsz, 180 prąd, 90 przedszkole

          razy dwa... 690... plus 420 to...


                         IZABELA

          Michał, zostaw to. Dzieci się spóźnią.


                         JOANNA (14, najstarsza, w kurtce za małej)

          Tato, pani od polskiego kazała kupić 

          lektury. 12 tysięcy.


Michał zamiera nad kalkulatorem. 12 tysięcy to 1/10 pensji.


                         MICHAŁ

          12 tysięcy? Za 3 książki?

          To... dobrze. Zapiszę. Zapiszę.


Wyciąga notes - ten sam, w którym ma numery kont HORSEFIELD - i z tyłu, na ostatniej stronie, ma listę "DOM".


                         ZUZANNA (10, cicha, obserwuje ojca)

          Tato, a ty znowu całą noc liczyłeś?


                         MICHAŁ

          Trochę. W pracy...


                         PATRYK (8) wchodzi w dziurawych kapciach

          Mamo! Kapcie mi się rozkleiły!


                         IZABELA

          Patryk, na razie taśma. Wypłata dopiero 10-tego.


Patryk patrzy na ojca. Michał patrzy na Izabelę. Wyjmuje z portfela ostatnie 20 tysięcy.


                         MICHAŁ

          Weź. Po szkole kupicie z Joanną nowe.

          W Pewexie są... te, z niebieskim paskiem.


                         JOANNA

          Tato, ale to twoje na benzynę...


                         MICHAŁ

          Benzyna poczeka. NIK poczeka. A stopy nie poczekają.


Cisza. ANNA (6) podchodzi i siada mu na kolana. Przytula go.


                         ANNA

          Tato, a czemu ty ciągle liczysz 

          te miliardy jak my nie mamy na kapcie?


Michał się śmieje pierwszy raz od dni. Gorzki śmiech.


                         MICHAŁ

          Bo właśnie dlatego, myszko. 

          Bo ktoś policzył źle miliardy, 

          a teraz nam brakuje na kapcie.

          To się nazywa... FOZZ.


                         IZABELA (cicho, żeby dzieci nie słyszały)

          Michał... daj spokój z tym FOZZ-em.

          Wczoraj dzwonił ten twój Pańko.

          Mówi że cię odsuwają. Że Bank Handlowy 

          się skarży. Po co ci to?


                         MICHAŁ

          Bo jak ja tego nie policzę, to nikt 

          tego nie policzy.


Izabela patrzy na niego. Widzi że nie odpuści. Zna go 15 lat.


                         IZABELA

          To chociaż zjedz. Zupa stygnie.


Stawia przed nim talerz. On jedną ręką je, drugą dalej liczy na kalkulatorze. Dzieci patrzą.


                         ZUZANNA

          Mamo, a jak tata znajdzie te miliardy,

          to będziemy bogaci?


Michał i Izabela wymieniają spojrzenie. On odkłada kalkulator.


                         MICHAŁ

          Nie. Jak je znajdę, to wy będziecie

          mogli żyć w kraju, gdzie nikt nie 

          musi pytać czy stać go na lektury.

          To lepsze niż bogactwo.


                         MARIA (4) nagle

          Tato, a zabierzesz nas nad morze?

          Jak znajdziesz?


Michał zamiera. To zdanie które powie też 18 lipca, przed śmiercią.


                         MICHAŁ

          Zabiorę. Po wszystkim zabiorę was 

          wszystkich nad morze. Obiecuję.


Całuje każde w czoło. Joanna, Zuzanna, Patryk, Anna, Maria. Pięć buziaków. W tle tyka zegar.


Izabela patrzy na stół. Na rachunki. Na męża który ma w głowie 2 miliardy dolarów, a w portfelu 0.


                         IZABELA (szeptem)

          Tylko wróć dzisiaj wcześniej. Dobrze?


Michał kiwa. Bierze teczkę HORSEFIELD. Wychodzi.


Kamera zostaje w kuchni. Pięć par oczu patrzy na drzwi. Na stole zostaje kalkulator. Na wyświetlaczu: - 12 000.


CIĘCIE DO:


INT. NIK - GABINET - TEN SAM DZIEŃ - 08:00

Puste półki. Włamanie.



SCENA

85A — KAPCIE


Callback emocjonalny — bez łez na zawołanie

01

Kim jest Izabela

35 lat w 1991, 70 lat w 2026. Żona księgowego z NIK, matka 5 dzieci: Joanna, Zuzanna, Patryk, Anna, Maria. 35 lat nosiła biedę transformacji na plecach. Silna, praktyczna, nie romantyczna. Kocha męża ale boi się jego idealizmu. Po jego śmierci sama wychowała 5 dzieci.


Nigdy nie uwierzyła w zawał. Nigdy nie przestała liczyć rachunków.

W tej scenie: 70 lat, pakuje mieszkanie na Bielanach po 35 latach. Znalazła z córką ostatnie pudło męża.


02

Kontekst sceny

DLA AKTORKI

35 LAT WCZEŚNIEJ — SCENA 8A


Jej mąż za ostatnie 20 tysięcy kupił kapcie Patrykowi zamiast benzyny. Tego samego dnia znalazł pierwsze konto HORSEFIELD. Obiecał dzieciom morze. Zmarł 6 miesięcy później.


TERAZ


Zuzanna znalazła w Zurychu konto na 287 mln USD które mąż odkrył. Te kapcie to dowód dlaczego nie odpuścił.


STAWKA SCENY


To nie scena o kapciach. To scena o cenie idealizmu.


Izabela przez 35 lat była zła na męża że wybrał prawdę zamiast rodziny. W tej scenie rozumie że wybrał prawdę DLA rodziny.


03

Scenariusz — 2 minuty

FORMAT FILMOWY

INT. MIESZKANIE IZABELI - BIELANY - DZIEŃ - 2026

To samo mieszkanie. Puste. Pudła. Kurz tańczy w słońcu.


IZABELA (70) w swetrze, zmęczona ale godna. ZUZANNA (38) otwiera ostatnie pudło: PATRYK - 1991.


W środku resorak i małe, zniszczone kapcie z niebieskim paskiem, zaklejone taśmą izolacyjną.


ZUZANNA wyciąga je, zdziwiona.


ZUZANNA


Mamo... to...


Izabela podchodzi. Bierze kapcie do rąk jak relikwię. Jej twarz. 35 lat wraca w sekundę.


IZABELA


(chwila ciszy, głos łamie się)


Twój ojciec... kupił je Patrykowi... za ostatnie pieniądze. 10 stycznia 1991. Mówił że NIK poczeka, a stopy nie.


(patrzy na faks z Zurychu obok - 287 mln)


Tego samego dnia... znalazł pierwsze konto. HORSEFIELD.


ZUZANNA


(szeptem)


I dlatego nie odpuścił?


IZABELA patrzy na kapcie, potem na córkę. Pierwszy raz od 35 lat uśmiecha się bez goryczy.


IZABELA


Nie. Bo wiedział ile kosztuje kraj... w którym dziecko nie ma kapci.


Wkłada kapcie z powrotem, ale Zuzanna stawia je na biurku ojca, obok kalkulatora.


ZUZANNA


Zabieram je do Zurychu. Położę je na stole w banku jak będą pytać po co mi te pieniądze.


Izabela przytula córkę. Mocno. Koniec sceny.



Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj1 Obserwuj notkę

There have been many comedians who have become great statesmen and vice versa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura