IDEAŁ SIĘGNĄŁ BRUKU
Warszawa, 19 września 1863. Godzina 14:30.
"Oto — patrz, Fryderyku!… to — Warszawa:
Pod rozpłomienioną gwiazdą
Dziwnie jaskrawa — —"
Nie znam swojego dowódcy. Znam tylko jego głos.
To jest zasada. Dziesiętnik zna dziesięciu. Dziesięciu dziesiętników wybiera setnika, ale żaden z dziesięciu nie wie, kim jest setnik. Rozkaz przychodzi ustnie. Nigdy na papierze. Nigdy dwa razy w to samo miejsce.
Mnie rozkaz znalazł w zakrystii. Trzy słowa szeptem: Zamoyski. Trzecie. Berg.
Od tygodnia noszę mundur rosyjskiego pisarza polowego. Pasuje idealnie. W tym jest geniusz Bractwa. Rosjanie boją się nas, bo wyglądamy jak oni.
Pałac Zamoyskich. Nowy Świat. Mieszkanie na trzecim piętrze, które od miesięcy jest puste, a jednak ktoś tam codziennie wynosi wiadro. Właściciel — hrabia Stanisław — już od tygodnia śpi w Cytadeli, choć jeszcze o tym nie wie.
Jestem w pokoju z dwoma innymi. Nie znam ich nazwisk. Jeden ma dłonie stroiciela. Drugi, chłopak może z 17 lat, trzyma w torbie z juty coś ciężkiego, owiniętego w szmaty. Bomby Orsiniego. Szwedzka stal, angielski zapalnik. Nie pytam skąd.
Na dole, w salonie Izabeli Barcińskiej, stoi ON. Fortepian. Pleyel. Ten sam, na którym grał. Siostra Chopina przykryła go pokrowcem jak zwłoki. Mówiła, że jak Rosjanie wejdą, to mają go nie ruszać. Naiwna.
14:37. Słyszymy kopyta na bruku. Dudnienie. Zgrzyt kół powozu na granicie.
Powóz Berga. Cywilny i wojenny naczelnik. Człowiek, który dostał od Petersburga jedno polecenie: bądź drugim Murawiewem. Murawiewem-Wieszatielem. Tamten w Wilnie był dumny z przydomka. Mawiał: "To nie ja jestem wieszany, to ja jestem wieszający".
Berg jedzie powoli. Rozgląda się. Pięć koni. Trzech kozaków eskorty. Myśli, że jest bezpieczny, bo Warszawa już krwawi od dwóch lat.
Chłopak przy oknie szepcze: "Teraz".
Nie rzucamy. Spuszczamy.
Pierwsza bomba spada pionowo. Chwila ciszy jest dłuższa niż wybuch.
Huk rozrywa Nowy Świat. Szyby w całym pałacu pękają jednocześnie. Konie kwiczą. Powóz Berga staje dęba, cały podziurawiony odłamkami. Widzę przez dym, że namiestnik żyje. Wyciągają go kozacy. Ma twarz białą jak papier, ale żyje. 5 koni rannych. 3 kozaków na ziemi.
Nieudany.
I wtedy zaczyna się prawdziwy plan Berga. On nie chciał nas zabić. On chciał pretekstu.
Po dwudziestu minutach wchodzi piechota. Nie aresztują. Niszczą.
Rozkaz: Wszystko na bruk.
Zaczynają od trzeciego piętra. Nas już tam nie ma. Wyszliśmy dachem, przez strych, w mundurach rosyjskich, wmieszani w żołnierzy. To jest nasz kamuflaż. Nikt nie szuka Rosjanina wśród Rosjan.
Stoję w tłumie na Nowym Świecie i patrzę.
Wyrzucają krzesła, stoły, obrazy, biblioteki. A potem przez kolumny ganku czterech sołdatów wynosi sprzęt podobny do trumny.
Fortepian Chopina.
Ten, co Polskę głosił, od zenitu.
Wyrzucają go jak mebel. Spada z trzeciego piętra. Roztrzaskuje się o granitowy bruk z hukiem, który jest głośniejszy niż bomba. Struny pękają jedna po drugiej, jakby krzyczały. Potem oblewają go naftą i podpalają.
Tłum milczy. Nawet Rosjanie na sekundę milkną.
W tym momencie rozumiem paranoję, którą zbudowaliśmy. System dziesiątek, setek, rozkazów bez papieru — to nie miało chronić nas przed Bergiem. To miało chronić nas przed tym widokiem. Bo jeśli nie wiesz, kto wydał rozkaz, nie wiesz, kogo winić za to, że ideał sięgnął bruku.
Wieczorem Berg każe zamknąć wszystkich mężczyzn z pałacu. Zamoyskiego też. Do Cytadeli. Potem ogłosi kontrybucję. Tysiąc ludzi pójdzie na Sybir tej nocy. W przyszłym tygodniu powieszą pięciu na stokach Cytadeli, żeby wyrównać rachunek za 5 rannych koni.
A my? My już dostaliśmy ustny rozkaz. Odwet. Wrzesień i październik będą najkrwawsze. Lista: Felkner, Miniszewski, Tuhan-Baranowski, Hermani, Trepow... 47 zamachów tylko w Warszawie. 1007 ofiar w całym kraju.
Metoda? Nigdy dwa razy ten sam plan.
Wracam do kwatery. Zdejmuję rosyjski mundur. Pod spodem mam cywilne ubranie. Ktoś puka do drzwi. Trzy razy. Hasło. Ale ja już nie pamiętam, czy hasło na dziś to "Fryderyk", czy "Ideał". I czy człowiek za drzwiami to mój dziesiętnik, czy szpicel Trepowa.
Nie otwieram. Czekam. W Warszawie w 1863 roku każdy twój brat może być twoim katem.
A na Nowym Świecie wciąż dymi fortepian.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)