ZESPÓŁ OTELLA
Zespół Otella w psychiatrii to nie jest zwykła zazdrość. To obłęd, w którym cała osobowość i cała aktywność życiowa zostaje zawężona do jednego tematu - udowadniania zdrady. A zazdrość o martyrologię to dokładnie to samo, tylko przeniesione z sypialni do podręcznika historii.
W socjologii nazywa się to competitive victimhood - konkurencyjna wiktymizacja.
Państwa cierpiące na paranoję martyrologiczną uporczywie żądają „przyznania się” (przeproszenia, reparacji, uznania ludobójstwa) od drugiego państwa, zwykle idzie za tym obietnica, że po „przyznaniu się” stosunki zostaną unormowane i dalsze życie międzynarodowe będzie przebiegać „normalnie”. Skutki „przyznania się” są jednak zwykle zupełnie inne: następuje eskalacja podejrzeń oraz żądania „przyznania się” do zdrady z coraz to innymi kochankami.
Anatomia politycznego Otella
1. Krąg kochanków jest bardzo duży, dowody absurdalne.
W klasycznym zespole dowodem zdrady jest kwit z pralni albo awizo z poczty. W politycznym - znaleziony w archiwum kwit, jedno zdjęcie pomnika, jeden przypis w cudzym podręczniku, jedna wypowiedź trzeciorzędnego polityka sprzed 20 lat. Wszystko staje się „znamienne”. Zmieniony wyraz twarzy partnera? W polityce to brak flagi, nie taka kolejność powitania, nieobecność na rocznicy.
2. Sprawdzanie bielizny i śledzenie każdego kroku.
Chory sprawdza pościel i bieliznę. Państwo w fazie Otella sprawdza cudze ustawy o IPN-ach, muzea, programy szkolne, wpisy na X, renowacje cmentarzy. Gotowe jest zaniedbać własne obowiązki - gospodarkę, bezpieczeństwo, przyszłość - by „długotrwale oczekiwać pod jakimś budynkiem, wchodzić na drzewa celem zrobienia zdjęcia przez okno”, czyli organizować kolejną komisję historyczną, ekshumację, rezolucję parlamentu.
3. Brutalne wymuszanie przyznania się do winy.
Kluczowy mechanizm. Obietnica jest zawsze taka: „Jak przeprosicie, zamykamy temat”. Ale w logice paranoicznej przyznanie się nie jest końcem, jest dowodem. Skoro się przyznaliście do jednego, to znaczy że ukrywacie dziesięć innych rzeczy. Dlatego każde przeprosiny Niemiec, Rosji, Ukrainy, Polski, Izraela, Turcji - wstaw dowolną parę - nigdy nie kończy sprawy, tylko otwiera nowy rozdział żądań: a teraz za to, a teraz za tamto, a teraz za to że przeprosiliście niewystarczająco uniżenie.
4. Zawężenie wszelkich zainteresowań.
W pełnym rozwoju obłędu cała osobowość chorego jest opanowana jedną myślą. W polityce cały dyskurs zagraniczny jednego kraju zostaje sprowadzony do jednej osi: czy on nas wystarczająco uznał jako ofiarę. Wszystkie inne interesy - handel, sojusze, technologia - stają się zakładnikami tej jednej osi.
5. Najważniejsze zdanie o rzeczywistej niewierności:
Może się zdarzyć, że partner faktycznie nie jest wierny, rozpoznanie opiera się wówczas na samej aktywności osoby chorującej i na podawanych „dowodach”.
To jest klucz do odróżnienia zdrowej polityki historycznej od zespołu Otella. W historii prawie każdy ma coś na sumieniu. Niewierność mogła naprawdę mieć miejsce. Różnica nie polega na tym, CZY zdrada była, tylko JAK się o niej myśli. Czy dowody wystarczają racjonalnemu obserwatorowi do wyciągnięcia wniosku? Czy „dowodem” jest sam fakt odebrania przesyłki przez listonosza? W polityce: czy dowodem zdrady pamięci jest sam fakt, że drugi kraj ma też swoich bohaterów i swoje ofiary?
Alkohol to po prostu czynnik odhamowujący i podtrzymujący psychozę. W polityce jego rolę pełni ideologiczne upojenie - długotrwałe karmienie się traumą, resentymentem, opowieścią o wiecznym zagrożeniu. I tak jak w psychiatrii, nie każdy pijący zapada na Otella - musi być wcześniej osobowość paranoiczna. Nie każdy kraj z trudną historią wpada w ten obłęd.
W finale Otella prześladowany staje się prześladowcą. Z zazdrości o status ofiary rodzi się agresja, która tworzy nowe, prawdziwe ofiary. I koło się zamyka.
W psychiatrii to się leczy z trudem i prawie nigdy nie przechodzi samo. W polityce nie ma neuroleptyków. Jest tylko to, co psychiatrzy nazywają krytycyzmem wobec własnych urojeń - zdolność państwa do powiedzenia: tak, zostaliśmy skrzywdzeni, ale nie całe nasze życie narodowe kręci się wokół tego, czy inni to klepną pieczątką.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)