112 - Europejski Dzień Numeru Alarmowego
Gdzie się schowasz jak ktoś zadzwoni!
Po co czekać? Mogą przyjść. Właśnie dziś. W Dzień Numeru Alarmowego wszyscy ćwiczą. Wszyscy gdzieś dzwonią. Sprawdzają czy działa.
Gdzie wtedy pójdziemy? Nie przygotowaliśmy zaopatrzenia. Jest już chyba za późno.
I. DÓŁ
Mówiłem ci. Trzeba było kopać wcześniej. Teraz kopiemy w panice, w piwnicy. Łopatą, która jest za krótka. Ziemia jest twarda, bo lato ją wypaliło.
Plan jest prosty. Dół pomiędzy podłogą. Przykryć perskim dywanem. Tym ciężkim, czerwonym, co gryzie w stopy. Nigdy wtedy nie znajdą. Nie mów, że nie, bo tak.
Wylej wodę. Posyp ziemią. Zrób sztuczne błoto. Zatup nogami. Ma wyglądać jakby tu zawsze było brudno. Jakby nikt tu nigdy nie sprzątał i nikt nigdy nie kopał.
Oddychaj płytko. Pod dywanem słychać każdy oddech.
II. ZABAWA
Wejdą i będą szukać tajnych pomieszczeń. Taka zabawa w chowanego. W kowboja i indianina. Tak się bawią służby w tym dniu. Otwierają wszystkie drzwi. Zaglądają pod łóżka. Pukają w ściany i słuchają czy jest pusta.
Ale oni nie znajdą, zaręczam, że nie znajdą. Dlatego mi tego nie mów. Jeżeli to zbudujemy, jeżeli będziemy mieli na to czas.
I wiesz, to będzie pierwszy szok kiedy wejdą. Staną w progu. Uśmiechną się.
W stroju indiańskim i z tomahawkami jak na dziecięcym balu przebierańców. Grzeczni. Sympatyczni. Zapytają: czy wszystko w porządku? Czy potrzebują państwo pomocy? Czy ktoś tu dzwonił pod 112?
A nasz krzyk nie będzie nic znaczył. Bo pod dywanem krzyk zamienia się w kurz.
Telefon leży na stole. Nie dzwoni. Ale świeci się. 1-1-2. Dwie jedynki stoją jak pale wbite w podłogę, a dwójka leży zwinięta i nasłuchuje.
Nie odbieraj. Jak odbierzesz, namierzą skąd dzwoni cisza.
III. GORĄC
A jak będzie gorąco?
W 2003 we Francji 7000 ludzi zmarło z upału, bo się poukrywali. Byli samotni, nikt im nie pomógł, bo nikt o nich nie wiedział. Siedzieli cicho w swoich mieszkaniach. Mieli oczy jak jajka na twardo, a ich dusze jak latające gęsi. Krzyk nic nie znaczy pośród gorącego lata.
Gorąc. Chorobliwy gorąc. Jak ogień pod dywanem.
Błoto wysycha. Pęka. Perski wzór zaczyna prześwitywać. Słychać kroki na górze. Powolne. Metodyczne. Ktoś liczy. Raz. Raz. Dwa.
Sprawdzają każde pomieszczenie.
Zostało tylko to jedno. Z dywanem.
Po co czekać? Mogą przyjść.
Gdzie wtedy pójdziemy? Nie przygotowaliśmy zaopatrzenia. Jest już chyba za późno.
112. Dwie jedynki jak dwa pale wbijane w ziemię. I dwójka, która się chowa.
Możemy wykopać dół w piwnicy na tajne pomieszczenie. Pomiędzy palami drzew lub na dachu. Pomiędzy podłogą i przykryć perskim dywanem. Nigdy wtedy nie znajdą. Nie mów, że nie, bo tak.
Wylejesz wodę i posypiesz ziemią. Zrobisz sztuczne błoto. Zatupiesz nogami. Będzie wyglądać jak podłoga, która zawsze tam była. Jakby nikt tu nigdy nie kopał.
Wejdą i będą szukać tajnych pomieszczeń. Taka zabawa w chowanego. W kowboja i indianina. Ale oni nie znajdą, zaręczam, że nie znajdą. Dlatego mi tego nie mów. Jeżeli to zbudujemy, jeżeli będziemy mieli na to czas.
I wiesz, to będzie pierwszy szok kiedy wejdą. Staną w progu. W stroju indiańskim i z tomahawkami jak na dziecięcym balu przebierańców. Uśmiechną się grzecznie. Zapytają czy wszystko w porządku.
A nasz krzyk nie będzie nic znaczył.
Bo numer jest po to, żeby dzwonić. Nie po to, żeby ktoś odbierał.
A jak będzie gorąco? W 2003 we Francji 7000 ludzi zmarło z upału, bo się poukrywali. Byli samotni, nikt im nie pomógł, bo nikt o nich nie wiedział. Mieli oczy jak jajka na twardo, a ich dusze jak latające gęsi.
Krzyk nic nie znaczy pośród gorącego lata. Gorąc. Chorobliwy gorąc. Jak ogień.
I wtedy zadzwoni telefon. Nie twój. Ten w ścianie. Ten którego nie ma.
112.



Komentarze
Pokaż komentarze