Polska przez dwie dekady była stawiana za przykład kraju, który łączy szybki wzrost gospodarczy z dyscypliną finansów publicznych. Ten obraz zaczyna pękać. Ostatnie dane pokazują dwa nakładające się procesy: gwałtowny wzrost zadłużenia oraz stopniowe osuwanie się w kluczowych rankingach międzynarodowych. Oba są ze sobą powiązane.
1. Ile jesteśmy winni i jak szybko dług rośnie
Według metodologii unijnej ESA2010 dług publiczny Polski po II kwartale 2025 r. osiągnął 58,1% PKB. Rok wcześniej było to 52,0% PKB, co oznacza jeden z najszybszych wzrostów w całej UE – drugi najszybszy w tym okresie.
Trend nie wyhamował. Dane Ministerstwa Finansów cytowane w 2026 roku pokazują, że według metodologii unijnej dług osiągnął 61,6% PKB w I kwartale 2026 roku, w górę z 59,7% w IV kwartale 2025. To już przekroczenie konstytucyjnego progu odniesienia 60% PKB, choć liczonego według unijnej, szerszej metodologii.
W ujęciu nominalnym skala jest jeszcze bardziej wymowna. Zadłużenie Skarbu Państwa wyniosło 1 951 939,8 mln zł na koniec grudnia 2025, by w kwietniu 2026 sięgnąć już 2 088 843,6 mln zł. W lipcu 2026 dług sektora rządowego wzrósł do 2 213 110,70 mln PLN z 2 191 476,70 mln w czerwcu.
Problemem nie jest sam poziom – wciąż poniżej średniej UE wynoszącej 81,7% PKB – ale tempo i kontekst.
2. Deficyt w czasie wzrostu – najbardziej niepokojący sygnał
Klasyczna ekonomia mówi: zadłużaj się w kryzysie, spłacaj w czasie prosperity. Polska robi odwrotnie.
Agencja Moody’s oczekuje, że deficyt sektora general government utrzyma się w pobliżu 7% PKB zarówno w 2026, jak i 2027 roku, mimo że jednocześnie prognozuje wzrost PKB na poziomie 3,7% w 2026 i 3,2% w 2027. To właśnie był powód pierwszej od ponad 20 lat negatywnej zmiany perspektywy ratingu.
Efekt? Moody’s oczekuje wzrostu długu z 59,7% PKB w 2025 do 68,9% w 2027. Polska zanotowała w 2025 roku 59,70% długu do PKB, co jest najwyższym poziomem w historii pomiarów od 1995 roku.
To jest istota „niepokojącego zadłużania”: nie tyle że dług istnieje, ale że rośnie w tempie blisko miliarda złotych dziennie w dobrych czasach, bez jasnego planu konsolidacji. W przyszłym roku cały przyrost gospodarczy może zostać pochłonięty przez sam koszt odsetek.
3. Spadek w rankingach – dług nie jest jedyny
Zadłużenie nie dzieje się w próżni. Inwestorzy, przedsiębiorcy i instytucje patrzą na przewidywalność systemu. A tu Polska też traci punkty.
Wolność gospodarcza i podatki: W najnowszym rankingu Fraser Institute Polska zajmuje zaledwie 76. miejsce na 165 państw pod względem wolności gospodarczej. Jednocześnie Polska znów spada w rankingach międzynarodowych pod względem przejrzystości podatków.
Prowadzenie biznesu: W raporcie Global Business Complexity Index Polska, uwzględniając kraje europejskie, zajęła siódmą pozycję wśród krajów, gdzie najtrudniej prowadzić biznes.
Przekroczenie progu 60% PKB według metodologii unijnej nie uruchamia automatycznie konstytucyjnych sankcji, ale ma znaczenie psychologiczne i rynkowe. Zbliżamy się do poziomu, w którym koszty obsługi długu zaczynają wypierać inne wydatki – na inwestycje, zdrowie, edukację.
Po drugie, spadek w rankingach wolności i przejrzystości oznacza wyższy koszt kapitału. Jeśli przedsiębiorca nie rozumie systemu podatkowego i boi się jego niestabilności, wymaga wyższej premii za ryzyko. To bezpośrednio hamuje inwestycje prywatne, które miały być motorem wzrostu po środkach z KPO.
Po trzecie, kombinacja wysokiego deficytu i szybkiego wzrostu długu w okresie wzrostu gospodarczego zabiera nam amunicję na prawdziwy kryzys. Gdy nadejdzie recesja, przestrzeń fiskalna będzie już w dużej mierze wykorzystana.
Problem leży w trajektorii. Jeszcze w 2022 roku dług wynosił 48,8% PKB. W ciągu trzech lat przesunęliśmy się w okolice 60-62%, z prognozą 68-69% w 2027 roku. To najszybszy taki skok w XXI wieku.
Spadek w rankingach nie jest więc przypadkiem ani efektem „politycznej złośliwości” instytucji międzynarodowych. Jest konsekwentnym sygnałem, że model wzrostu oparty na rosnących transferach i finansowaniu wszystkiego długiem, przy jednoczesnym komplikowaniu systemu podatkowego i regulacyjnego, wyczerpuje się.
Pytanie na najbliższe dwa lata nie brzmi już „czy zadłużenie jest groźne”, tylko „czy potrafimy je ustabilizować bez gwałtownego cięcia wydatków, które samo w sobie obniży wzrost i rankingi jeszcze bardziej”.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)