Paweł Łęski Paweł Łęski
116
BLOG

Fort Trump i grzech zaniechania

Paweł Łęski Paweł Łęski Polityka Obserwuj notkę 24

Fort Trump i grzech zaniechania


Historia rzadko puka dwa razy do tych samych drzwi. Polsce zapukała w 2018 roku, kiedy prezydent Donald Trump po raz pierwszy publicznie przyjął polską propozycję stałej, dużej bazy amerykańskiej. Nazwał ją dokładnie tak, jak chcieliśmy ją usłyszeć: Fort Trump. To nie był kolejny rotacyjny batalion, kolejna flaga na mapie ćwiczeń NATO. To była propozycja zmiany statusu Polski z państwa buforowego w państwo kotwicę.


Rząd polski dziś tę kotwicę przecina.

1. Czym jest Fort Trump naprawdę

Fort Trump nigdy nie był tylko kwestią kilku tysięcy żołnierzy więcej. Stała baza dywizyjna ze stałą infrastrukturą, rodzinami, szkołami, magazynami, lotniskiem i dowództwem to coś zupełnie innego niż obecność rotacyjna. Rotację można wycofać jednym podpisem. Bazę stałą trzeba ewakuować. 


W doktrynie odstraszania ta różnica jest wszystkim. Rosja doskonale kalkuluje koszty. Atak na kraj, w którym stacjonują amerykańscy żołnierze na rotacji, to ryzyko polityczne. Atak na kraj, w którym na stałe żyją amerykańskie rodziny, amerykańskie dzieci chodzą do szkoły i powiewa tabliczka z nazwiskiem amerykańskiego prezydenta, to gwarancja automatycznej, pełnoskalowej wojny z USA. To jest właśnie istota bezpieczeństwa, którego nie da się kupić za żadne miliardy wydane na sprzęt. To jest parasol, którego nie da się wyłączyć.

2. Okno, które się zamyka

Dlaczego ta szansa jest historyczna i dlaczego może się nie powtórzyć? Z trzech powodów.


Po pierwsze, Ameryka. Stany Zjednoczone od dekady systematycznie przesuwają swój ciężar strategiczny na Pacyfik. Konfrontacja z Chinami jest dla Waszyngtonu priorytetem numer jeden, dwa i trzy. Europa Środkowa miała swoje pięć minut, gdy w Białym Domu był prezydent, który rozumiał Europę przez pryzmat twardych interesów, transakcji i siły, a nie przez pryzmat brukselskich procedur. Donald Trump jest prezydentem transakcyjnym. On chciał Fortu Trump, bo Polska chciała go sfinansować, chciała go nazwać jego imieniem i chciała wprost powiedzieć: chcemy was tu na zawsze. Taki prezydent może się nie powtórzyć przez pokolenie.


Po drugie, Rosja. Wojna na Ukrainie pokazała każdemu w Pentagonie, że granica polsko-białoruska i przesmyk suwalski to najbardziej prawdopodobne miejsce kolejnego starcia. Dziś Amerykanie mają powód, żeby tu być. Za pięć lat, gdy linia frontu się zamrozi, gdy Europa Zachodnia wróci do biznesu z Moskwą, ten powód będzie trudniej sprzedać w Kongresie.


Po trzecie, Polska. Przez lata budowaliśmy swoją wiarygodność jako jedyny poważny sojusznik USA w Europie, który wydaje na obronność, który kupuje amerykański sprzęt i który nie klęka przed Berlinem i Paryżem, gdy trzeba podjąć trudne decyzje. Sabotaż Fortu Trump niszczy ten kapitał w jeden dzień.

3. Anatomia sabotażu

Sabotaż nie musi oznaczać oficjalnego listu z odmową. Wystarczy zwlekanie, stawianie warunków nie do spełnienia, ideologiczne dywagacje o autonomii strategicznej UE, sygnały wysyłane do Berlina, że Warszawa woli jednak europejską armię niż amerykańską dywizję, i ciche blokowanie decyzji o lokalizacji, statusie prawnym żołnierzy czy zwolnieniach podatkowych.


Każdy dzień negocjacji, w którym polski rząd zachowuje się jak niechętny petent, a nie jak zdeterminowany gospodarz, jest prezentem dla tych w Waszyngtonie, którzy od lat mówią: wycofajmy się z Europy, niech się bronią sami. Każdy komentarz ministra o tym, że stała baza to prowokacja, każdy przeciek o obawach ekologicznych czy społecznych, to amunicja dla izolacjonistów.


Rząd, który tak postępuje, myśli kategoriami jednej kadencji i jednego budżetu. Nie myśli kategoriami stuleci. Nie rozumie, że bezpieczeństwo to nie jest projekt infrastrukturalny do negocjacji, tylko polisa na istnienie państwa.

4. Cena

Jeśli ta szansa przepadnie, zapłacimy za nią wszyscy. Zapłacimy wyższymi kosztami obrony, bo będziemy musieli sami udźwignąć to, co mogła udźwignąć potęga USA. Zapłacimy emigracją kapitału, bo inwestorzy czytają mapy baz wojskowych lepiej niż jakiekolwiek ratingi. I w najczarniejszym scenariuszu zapłacimy krwią, bo deterrence, które zawiodło, zawsze kończy się wojną.


Fort Trump był ofertą, w której za dwa miliardy dolarów i kawałek ziemi mogliśmy kupić coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze: trwałe wpisanie Polski do jądra Zachodu. Nie na obrzeżach, nie jako flankę, ale jako punkt centralny.


Rządy przychodzą i odchodzą. Bazy, jeśli zostaną zbudowane, zostają na sto lat. Sabotując Fort Trump, obecny rząd nie sabotuje projektu politycznego konkurencji. Sabotuje bezpieczeństwo własnych dzieci. I robi to w momencie, gdy historia dała nam otwarte okno, które może się już nigdy nie otworzyć.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj24 Obserwuj notkę

There have been many comedians who have become great statesmen and vice versa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka