Paweł Łęski Paweł Łęski
30
BLOG

Iskra potrzebuje prochu - o zapalnikach buntów antysystemowych

Paweł Łęski Paweł Łęski Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

Iskra potrzebuje prochu - o zapalnikach buntów antysystemowych


Żaden system nie upada od jednego ciosu. Upada dlatego, że od dawna był pęknięty, a jeden cios wreszcie trafia w to pęknięcie. Historia buntów antysystemowych pokazuje tę samą prawidłowość: najpierw latami gromadzi się materiał wybuchowy, a potem pojawia się coś pozornie błahego, przypadkowego, co staje się zapalnikiem. Bez prochu iskra gaśnie. Bez iskry proch leży bezużytecznie latami.


Zapalnik nigdy nie jest prawdziwą przyczyną. Jest tylko momentem, w którym to, co prywatne i niewypowiedziane, staje się publiczne i nieuniknione.

Anatomia prochu

System staje się "antysystemowy" w oczach ludzi na długo przed buntem. Muszą zaistnieć trzy warunki:


Po pierwsze, długotrwała delegitymizacja. Władza przestaje być postrzegana jako sprawiedliwa, nawet jeśli jest legalna. W koloniach amerykańskich w latach 60. XVIII wieku nie chodziło tylko o podatki. Stamp Act, Townshend Acts, przymus kwaterowania żołnierzy - to wszystko było odbierane jako złamanie niepisanej umowy: jesteśmy Brytyjczykami, więc mamy prawa Brytyjczyków.


Po drugie, frustracja rosnących oczekiwań. Najgroźniejszy moment to nie ten, gdy jest najgorzej, ale gdy po okresie poprawy następuje nagłe cofnięcie. Koloniści bogacili się, czytali Locke'a, czuli się coraz bardziej samodzielni. Londyn odpowiedział im cłem i wojskiem.


Po trzecie, istnienie alternatywnej narracji. Ktoś musi już wcześniej nazwać system opresją. Bez Samuela Adamsa, bez jego gazet i Komitetów Korespondencyjnych, gniew bostońskich rzemieślników pozostałby gniewem rzemieślników.


Kiedy te trzy elementy są gotowe, wystarczy iskra.


Studium przypadku: Boston, 5 marca 1770

Tego wieczoru nie wydarzyło się nic, co z perspektywy Londynu zasługiwałoby na miano "masakry".


Na King Street grupa dokerów i chłopców zaczepiała brytyjskiego wartownika przed budynkiem celnym. Rzucano śnieżkami, lodem, kawałkami drewna. Krzyczano. Kapitan Thomas Preston przybył z siedmioma żołnierzami, aby go odprowadzić. Tłum urósł do 300-400 osób, otaczając czerwone mundury. Ktoś krzyknął "Fire!". Żołnierze, przerażeni, zmęczeni miesiącami prowokacji, wystrzelili. Zginęło pięć osób, w tym Crispus Attucks, wyzwolony niewolnik i doker, uznawany dziś za pierwszego poległego rewolucji.


Z wojskowego punktu widzenia to był incydent uliczny zakończony paniką. Z politycznego - dar niebios dla antysystemu.


Kilka dni później w Bostonie pojawiła się rycina Paula Revere'a. Na niej zdyscyplinowany szereg Brytyjczyków na komendę oficera strzela do bezbronnego, dobrze ubranego tłumu cywilów. Krew na śniegu. Nad nimi napis "Bloody Massacre". Rycina była kłamstwem, celową propagandą, ale była dokładnie tym, czego potrzebował gniew.


Samuel Adams nazwał to masakrą i tak już zostało. Uroczystości rocznicowe, mowy, kazania - przez kolejne pięć lat 5 marca był świętem męczenników w Bostonie. Kiedy w 1773 roku doszło do Boston Tea Party, a w 1775 roku do Lexington, ludzie już "wiedzieli", że Brytyjczycy strzelają do własnych obywateli.


Zapalnik zadziałał, bo spełniał wszystkie funkcje idealnego zapalnika:


Był wizualny i emocjonalny. Martwe ciała na śniegu są silniejsze niż traktat o cłach. Był personalny. Miał swoich męczenników z imienia i nazwiska. Był moralnie jednoznaczny. Pozwalał podzielić świat na "my - niewinni" i "oni - zbrodniarze". Był do opowiedzenia. Dało się go narysować, wydrukować, powtórzyć w karczmie. 

Preston i jego żołnierze zostali zresztą uniewinnieni w sądzie. Bronił ich John Adams, późniejszy prezydent USA, twierdząc, że tłum był agresywny. Prawo uznało, że to nie była masakra. Ale rewolucji nie robią wyroki sądów. Robi ją historia, którą ludzie sobie o wyroku opowiadają.

Dlaczego zawsze musi być zapalnik?

System może być znienawidzony, ale nienawiść jest rozproszona. Każdy cierpi osobno. Zapalnik synchronizuje cierpienie. Sprawia, że w jednej chwili tysiące ludzi myślą to samo: "teraz już za daleko".


Dlatego walka antysystemowa nigdy nie zaczyna się od manifestu. Zaczyna się od trumny, od strzału, od zdjęcia, od jednej kropli, która przelewa czarę. Nie dlatego, że ta kropla waży najwięcej, ale dlatego, że była ostatnia.


Masakra Bostońska nie wywołała rewolucji amerykańskiej. Ona pozwoliła Amerykanom zrozumieć, że rewolucja już trwa i że nie mają już odwrotu. I tak jest zawsze. Zapalnik nie tworzy prochu. On tylko daje wszystkim pozwolenie, by przyznać, że prochownia od dawna stoi otworem.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj Obserwuj notkę

There have been many comedians who have become great statesmen and vice versa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo