PROTOKÓŁ Z LIKWIDACJI FRAKCJI UMIARKOWANEJ
Reakcje były różne, bo i rewolucjoniści byli różni.
Desmoulin, lat 34, publicysta, ideowiec, autor słynnych pamfletów w których domagał się delegalizacji, rozliczenia, komisji nadzwyczajnej i ostatecznego rozwiązania kwestii wrogów ludu - dowiedział się, że na listę trafiła też Lucile.
Lucile. Która przecież tylko prowadziła fundację, tylko konto na Instagramie, tylko zbierała na "wspieranie demokracji". Która nigdy nie pisała pamfletów. Tylko je lajkowała.
I wtedy pękł.
W wersji historycznej potrzeba było tuzina ludzi, żeby zaciągnąć go pod gilotynę. W wersji dzisiejszej potrzeba było tuzina funkcjonariuszy, dwóch stacji telewizyjnych na żywo i biegłego od wizerunku, żeby zaciągnąć go przed Komisję.
Rozdzierał ubranie. Dosłownie. Koszula z Zary za 129,99, kupiona na wyprzedaży, bo przecież jest skromny. Płakał, że to pomyłka, że on przecież był za Rewolucją od początku, że on przecież pierwszy wołał "odciąć głowy", tylko nie pomyślał, że lista jest dwustronna.
Histerycznie błagał o litość dla Lucile. Na piśmie. Z podpisem elektronicznym. Z klauzulą RODO. Bezskutecznie, bo prokurator właśnie czytał jego własne felietony z zeszłego roku o tym, że "wobec zdrajców nie ma litości".
Miał iść pierwszy. Zawsze szedł pierwszy, gdy trzeba było wygłosić płomienne przemówienie. Teraz też miał iść pierwszy, tylko w drugą stronę.
A Danton?
Danton, stary knur z Mirabeau. Gruby, ochrypły, przekupny, cyniczny i przez to jedyny uczciwy na tej sali.
On już wiedział. Rewolucja pożera własne dzieci, ale najpierw je tuczy dietą z sejmowych bufetów.
Nie pisał podań o ułaskawienie. Nie dzwonił do Brukseli. Nie nagrywał płaczliwego story na tle ściany z książkami.
Stał w kolejce do szafotu i oceniał realizację. "Słabe światło. Zły kąt. Publiczność znudzona."
A podchodząc do gilotyny, poprawił krawat i powiedział do kata, który dziś nazywa się Rzecznik i ma własny program w prime-time:
"Pokażcie moją głowę ludziom. Jest warta zobaczenia. Zrobi więcej wyświetleń niż całe wasze sprawozdanie z Komisji."
I miał rację.


Komentarze
Pokaż komentarze