Ciekawie rozwijają się różne wątki "okołokatastrofowe". Dziś, na przykład, awantura o to, że prezydent został poinformowany o tragedii po upływie ponad godziny od jej zaistnienia. I dlatego tylko poleciał do Chorwacji bo o 20.15 nie był świadom tego co się wydarzyło w Mirosławcu. Gdy tylko się o tym dowiedział natychmiast przerwał swoją wizytę i skierował się na miejsce katastrofy...
Minister Draba oburza się, że nie poinformowano prezydenta przez tak długi czas, MON twierdzi, że podejmowano wiele takich prób, tyle, że nieskutecznie... Jak dla mnie brzmi to jakoś mało wiarygodnie i każe pytać o profesjonalizm w MON. Bo jeżeli to faktycznie tylko kwestia "nieskuteczności" to chroń nas Panie Boże przed takimi służbami, które przez prawie pół godziny nie są w stanie poinformować prezydenta o zdarzeniu na skalę państwową! Ale, o dziwo, są w stanie poinformować premiera!
Jakoś tak się przyjęło w naszym pięknym kraju, że w przypadku jakiejkolwiek katastrofy na miejscu zdarzenia MUSZĄ znaleźć się OBOWIĄZKOWO najwyżsi notable państwowi. Dokładnie wiemy czemu to robią i raczej większości z nas to się nie podoba.
Czy to takie dziwne, że całkiem prawdopodobną jawi mi się idea delikatnego "przetrzymania" cennej informacji przez MON, tak aby ktoś inny mógł zdobyć przewagę w tym wyścigu do ciał ofiar? Efekt? Na mecie pierwszy zameldował się rozpaczający triumfalnie Donald Tusk! Brawa dla zawodnika! Pięknym zwodem zostawił konkurenta daaaaleko za plecami! Ile procent popularności zarobił?
Ale zaraz zaraz, na metę wpada prezydent, równie zatroskany i ogólnie pochylony nad tragedią... Nie dostanie już medialnego lauru "pierwszego na miejscu tragedii", ale ma w zanadrzu tają broń - żałobę narodową! Jeden - jeden? Raczej nie... tutaj jednak: kto pierwszy - ten lepszy.
Dlaczego mnie to mierzi? Dlaczego czuję równe obrzydzenie takiego zachowania obu panów nabijających sobie popularność polityczną na tragedii innych? Pewnie niewyrobiony politycznie jestem.
Prezydenta szanuję choć z niektórymi jego decyzjami się nie zgadzam. Tuskiem gardzę. W tej jednak sytuacji obydwaj zachowali się według mnie poniżej godności.
A przecież można było rozegrać to z klasą (ze strony prezydenta, oczywiście, Tuskowi niech radzą inni). Nie przerywać wizyty w Chorwacji lecz zmienić jej harmonogram. Zamówić mszę za ofiary katastrofy, wziąć w niej udział, zrobić telekonferencję z publicznym złożeniem kondolencji rodzinom i bliskim ofiar... Pewnie jest jeszcze sporo innych rzeczy, które można byłoby zrobić i które pokazałyby ludziom w Polsce, że prezydent może współczuć i przejmować się nie rzucając w diabły wykonywanych obowiązków w pogoni za tanim poklaskiem!
Nie wiem czy taka postawa zostałaby bardziej doceniona (przeze mnie - na pewno), jednak jeżeli już ktoś to właśnie Lech Kaczyński mógł pokazać, jak w takiej sytuacji zachować się z prawdziwą klasą.
Niestety... pozostał tylko niesmak i poczucie zawodu, tak jak przy innych katastrofach, powiększony zaczynającymi się właśnie pyskówkami politycznymi.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)