17 stycznia rozpoczną się centralne obchody Dnia Judaizmu w Warszawie. To ważne wydarzenie i dlatego też nie dziwota, że jako chrześcijanie powinniśmy się do niego solidnie przygotować. Aby ułatwić nam ten trud, głos zabrał prof. Jan Grosfeld, członek Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem przy Konferencji Episkopatu Polski. Powiedział, co następuje (cytując za Frondą):
„Chrześcijaństwo w stosunku do judaizmu to jest coś takiego, jak karzeł siedzący na ramionach olbrzyma. To jest pewna parafraza ciągłości Przymierza. Ten karzeł widzi dalej – to prawda, ale bez tego olbrzyma nic nie widzi. Mam tu na myśli pewną religijność, która nie jest zakorzeniona w tych źródłach, którymi są judaizm i żydowskie doświadczenie Boga'".
Jest w tej wypowiedzi szereg istotnych treści, łącznie ze wskazaniem chrześcijanom właściwej perspektywy i relacji pomiędzy chrześcijaństwem a judaizmem. Uwagę przykuwa także użycie słowa "karzeł". Świadczy to o szczególnej wrażliwości profesora na polskie doświadczenia w tej kwestii. I rację nieubłaganą ma przy tym profesor - karłów ci u nas dostatek, od zaplutych poczynając, na moralnych kończąc. Kończąc? Skądże! Dzięki zacnemu profesorowi do panteonu polskich karłów dołączył właśnie (ku powszechnemu ukontentowaniu) kolejny - chrześcijański. Czegóż jednak innego można by oczekiwać dla narodu chrześcijańskiego, który wraz z mlekiem matki jady antysemityzmu niemowlętom sączy? Wdzięczność prawdziwą winniśmy profesorowi za tak wielką powściągliwość i wyrozumiałość!
Biorąc pod uwagę "dialogowy" wymiar nadchodzącego wydarzenia, nie sposób zrozumieć wypowiedzi profesora Grosfelda inaczej, jak właśnie zaproszenia do owocnego i pożytecznego dialogu. Grubiaństwem, z kolei, byłoby zignorowanie takiego zaproszenia. Chciałbym zatem odpowiedzieć, również w formie analogii, co pozwoli na zbudowanie cieszącej oko, symetrycznej formy dialektycznej.
Analogią, którą chciałbym tutaj przywołać, jest koncepcja krzewu winnego, bujnie rosnącego na kupie nawozu. Otóż niewątpliwie nawóz ten zasila krzew wieloma cennymi treściami. Gdyby jednak Pan Bóg w swej mądrości nie umieścił na nim krzewu, nawóz ten pozostałby... no cóż, jedynie tym, co zazwyczaj dominuje w substancji prawdziwego nawozu. Srogi byłby to dla nawozu despekt i zawód. Dziękujmy zatem wspólnie Najwyższemu, iż w łaskawości swojej umożliwił nawozowi dążenie do doskonałości poprzez krzew winny! Nawóz, wznosząc się szlachetnymi sokami, wzbogaca je i sam uszlachetnienia doznaje, by w końcu zaowocować obficie i z pożytkiem dla ludzi wiary.
Pozostając z szacunkiem dla profesora Grosfelda, dziękuję mu za zaproszenie do dialogu pomiędzy chrześcijaństwem a judaizmem. Czekam też niecierpliwie na kolejne wartościowe analogie, które tak wiele nas, pokornych sług wiary, nauczyć mogą.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)