Reforma 2.0. Konstytucja dla Nauki. Reforma Gowina. Wszystkie te określenia odnoszą się do tej samej propozycji zmian w szkolnictwie wyższym. Jako osoba zawodowo związana z uczelnią, ze zgrozą przeczytałem fragment propozycji dotyczący tzw. pracowników nauki. Przed ostatnimi zmianami adiunkci żyli sobie spokojnie, nie troszcząc się o swoją przyszłość. Ot, przyjść do pracy, iść, albo nie iść (znam takie przypadki) nie iść na zajęcia...ot, zwykłe, czy się stoi, czy się leży, pensja się należy. Oczywiście, taki opis nie odnosi się do wszystkich adiunktów, bo wśród tej grupy zawodowej byli również i tacy, którzy ciężko pracowali, robili (albo i nie) habilitacje, pisali publikacje, wdrażali nowe rozwiązania technologiczne... A później przyszedł armagedon. Okazało się, że adiunkci, którzy zostali zatrudnieni po określonej dacie muszą zrobić habilitacje w nieprzekraczalnym terminie 8 lat. O ile sam jestem wielkim wrogiem habilitacji, o tyle był to krok w dobrym kierunku, dzięki któremu osoby pracujące na uczelni musiały pokazać, że naprawdę pracują i szkoła wyższa to miejsce w którym nie tylko piją kawę, ale w jakimś tam stopniu kreują przyszłość. Niestety, Polak potrafi. Jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać nowe etaty starszych wykładowców, na których bezproduktywni adiunkci mogli dalej brać pensje. Czyli miało być dobrze, a wyszło ja zawsze. Nowa ustawa znosi obowiązek habilitacji, czyli nowi, bezproduktywni adiunkci mogą czuć się znów bezpiecznie. Dzięki temu zabiegowi polskie uczelnie mają szanse utrzymać swoje miejsca w międzynarodowych rankingach. W nowej ustawie jest jeszcze więcej interesujących rzeczy...ale o tym później.
138
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze