68 obserwujących
1223 notki
892k odsłony
60 odsłon

#35 Post Zbyszka wg Dąbrowskiej – Życie po życiu

Wykop Skomentuj


image


Jak będziemy żyć, jak umrzemy? Może wcale nie będziemy? No bo jak... będziemy? Przecież to niemożliwe! A może jednak? Żeby się przekonać, trzeba by sprawdzić i każdemu będzie dane. Z życiem na poście dla osób postronnych jest bardzo podobnie. - To niemożliwe! - powiedzą, widząc dzienną porcję kalorii < 800. - Czemu się tak dręczysz? - będą pytać.

Będą nie wierzyć, że tak można i będą pytać, bo ich doświadczenie mówi, że "trzeba zjeść, żeby żyć". Otóż... nie trzeba. Przynajmniej w pewnych zakresach liczonych na kilka tygodni. Na poście, jedząc 1/4 potrzebnych zasobów kalorii, można czuć się normalnie, dobrze, nawet nieco lepiej niż jedząc normalnie. Nie ma kiełbasy, nie ma chleba, jajek, kotletów, pierogów, bitek, forszmaków i porządnego wina. A jednak... wszystko okej, co jest... nie do uwierzenia.

Jem zwyczajowo bez większych zmian, choć nie jest to jakiś rygor i zdarzają mi się odstępstwa.

Śniadanie
zawsze na surowo. Warzywa korzeniowe: marchew, rzodkiew, rzodkiewa, seler; plus zielenina: jarmurz, szpinak, kapusta, sałata, natka pietruszki. Czasem papryka lub pomidor.

Obiad zawsze coś na parze albo gotowane. Dwie podstawowe pozycje to kalafior oraz bigos z białej i kiszonej kapusty. Czasem do parownika wrzucę marchew. Do tego oczywiście "surówka" z pomidora z cebulą.

Zwiększyłem zużycie przypraw: soli i pieprzu. Może niepotrzebnie, ale chce się poczuć trochę mocniejszego smaku. Majeranek suszony jest do bigosu, czasem do sałatki.

Do picia głównie woda, czasem herbata ze zbieranych ręcznie i suszonych: pokrzywy, skrzypu, mięty.

Spadek wagi od początku postu: 12,5 kg. Może minimalnie większy, bo waga się waha.Samopoczucie określam jako dobre. Wydajność psychofizyczną lekko powyżej okresu sprzed postu. Brak jakichś innych szczególnych zjawisk fizjologicznych. No... raz był taki dzień, że mi się ni stąd ni zowąd włosy przetłuściły. Zniknęło. Nie wiem, co to było.

Za oknem ciepło. Ptaki dokazują i oznajmiają, że idzie wiosna, ale to się jeszcze okaże. Dnia więcej, światła więcej, to i humor trochę do góry.

Przeczytałem jakiś "lekarski" artykuł o diecie Dąbrowskiej, sama pani Dąbrowska spienięża swoją dietę, czyniąc wykłady wideo płatnymi i podejmując szereg przedsięwzięć komercyjnych. Czy to źle? Nie wiem. Myślę, że nie. Myślę, że to w jakimś zakresie dobrze, bo dzięki temu sama się podreperuje i będzie miała o wiele większy "power" do propagowania swoich rad dietetycznych.

Ten artykuł, co to go wspomniałem wcześniej, był pozornie wyważony, coś w stylu "są wady i zalety". Ale penicylina też ma wady i zalety, ważne czy jedno przeważa nad drugim. Tego już w artykule nie było. W mojej ocenie post jest bardzo fajny. Pozwala wydajnie stracić kilogramy. Poprzez swoją naturę, umożliwia funkcjonowanie w trakcie postu na naprawdę dobrym poziomie. Owszem, nie dla wszystkich, owszem zdarzają się okresy kryzysowe - ja też dwa takie miałem, ale generalnie, jak weźmiemy ilość ludzi i ilość prób, to zdecydowana większość wypadnie pozytywnie.

Niestety, zacząłem znów marzyć. Nie jestem wcale głodny, w takim sensie, że odczuwam głód, ale strasznie tęsknię za smakami. Zdaję sobie sprawę, że wiele z nich to grzech, no bo przecież zwykłe martini to już alkohol, nie mówiąc o mocniejszych. Bułka z masłem, zdaje się niedopuszczalna, bo to pszenica i łączenie tłuszczów z węglowodanami. Jest cała masa wskazań żywnościowych, których absolutnie nie wolno przekraczać i na dodatek, te wskazania czasem (często?) są sprzeczne ze sobą.

Czy więc potrafię, czy zamierzam i czy utrzymam zdrowe żywienie po zakończeniu postu? Szczerze? Nie zamierzam. Szit. Przyznałem się. To nie znaczy, że odlecę na zawsze i bez trzymanki, ale chyba trzeba nam trochę szaleństwa, odrobinę przyjemności, momentów zapomnienia. Potem znów się ustatkuję i będę grzeczny, przez jakiś czas oczywiście. Będę jadł tylko dwa razy dziennie w 8 godzinnym oknie żywieniowym (interminent fasting). Będę - między okresami szaleństwa - wycinał ostro cukier i jego pochodne. Może przeprowadzę jakiś eksperyment z dietą ketogenną. Się zobaczy.

Póki co, kończę dziś mój post Zbyszka wg Dąbrowskiej po raz 35 z rzędu. Gdy zaczynałem pierwszy raz, miałem cel - ten jeden ówczesny dzień. Dziś rano było podobnie. Wcale nie pomyślałem, że dotrę tak daleko. Myślę, że tego nam bardzo potrzeba, w życiu. Skupienia się po prostu na dniu, jaki jest przed nami, w jakim jesteśmy. Odłożenia tego bagażu przyszłości, zawierającego obawy, oczekiwania, ambicje czasem właśnie ciężkie. Tego dnia, trzeba nam pójść do przodu. A jutro? Jutro to dopiero będzie... i znów to będzie - ten dzień :)

Osobom mającym zamiar spróbować, nie polecam takich dystansów na początek. Ja poszczę czwarty raz w ciągu pięciu lat. Moje okresy łączne - bo poszczę tylko dzień - to było 16, 14, 37 dni. Najgorzej, że potem jest to wychodzenie, więc to taka "zmyłka", że post trwa np. 14 czy 35 dni. Nie, on trwa znacznie dłużej, bo nagłe jego zakończenie pieczonym udkiem z kurczaka może nas wysłać na ostry dyżur do szpitala z zapaleniem trzustki, czego przecież byśmy - nie chcieli.

A potem... zrobię sobie lody francuskie. Wcale nie są francuskie tylko tak wymyśliłem. Wiem... straaasznie niezdrowe. No i chłopskie bo proste. Puszka skondensowanego mleka, tylko dobrego. Drugie tyle śmietany 30%. Duża ilość orzechów włoskich. Ubić, zmieszać, zamrozić. Aha - koniecznie do tego cukier waniliowy. Potem.... ah potem.... odlot, w krainy poza świadomością. I znów... post. Co za życie!
Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura