81 obserwujących
1321 notek
1005k odsłon
695 odsłon

#10: Jednodniowy post Zbyszka wg Dąbrowskiej – dałem sobie spokój

Wykop Skomentuj9

image


Dałem sobie spokój z postem. Właściwie to nie wiem, co napisać. Najzwyczajniej na świecie - nie miałem na to czasu. Byłem ponadnormatywnie zajęty. Zmęczony i "złachany", padałem wieczorem na chwilę w fotel, potem w łóżko. I znowu, kołowrotek. Więc... nie było jak pościć. Bo poszczenie to coś uroczystego, notowanie i przeżywanie, co się zjadło, ile centymetrów albo kilogramów mniej. Z czym się walczyło. Co się pokonało. Jakie sukcesy i osiągnięcia, i jak to cudownie albo ciężko jest pościć jedząc 600 kalorii w postaci warzywek.

Niczego takiego nie robiłem. Wpadłem w ponadnormatywne roboty "remontowe" i zasuwałem. Więc nie wiem za bardzo jak z wagą, pasek owszem, parę centymetrów węziej. Jadłem śniadania i obiady. W kółko podobne rzeczy. W końcu nie chciało mi się już kroić tej papryki czy sałaty na drobno. Byle zapakować do ust, bo nie ma czasu. Rodzina się dziwiła. Ale co mnie obchodzi rodzina? Przecież w ustach i tak się wszystko wymieli.

  • Śniadania: Zawsze na surowo. Głównie tarta marchew, burak, pomidor, zielenina: sałata, kapusta lodowa, jarmuż.
  • Obiady: Raz na surowo, pozostałe kalafior na parze. Dodatkowo cebula z solą, pomidory, papryka, zielenina. Jabłko.


Generalnie dołączyłem jabłka na stałe. Jem jedno normalne takie 160g albo dwa malutkie dziennie. Staram się nie jeść ich jako jedyny posiłek, ale dołączać do jedzonych warzywek. Ten jeden raz zjadłem obiad na surowo, bo mi się zbierało na wymioty na widok kalafiora, więc spoko.

Dwa razy, to na początku tygodnia, gdy nie było na ostro, pojechałem na rower. Raz 25 km, raz 35 km. Na mostku, gdzie kończy się ścieżka rowerowa stanęło dwóch policjantów i zatrzymywało rowerzystów. Dokumenty i takie tam. Bo... ścieżka kończy się przed mostkiem i zaczyna za mostkiem, ale na samym mostku, to jest mostek, a nie ścieżka, więc ponoć trzeba zsiąść przed wjechaniem, przeprowadzić rower przez mostek i potem wsiąść. Czysty cyrk, ale dobra: - Dzień dobry. Dokumenty poproszę - wita człowieka pan "władza".

Na szczęście wcześniej dobra kobieta - wciąż takie chyba są - jadąca z naprzeciwka rowerem - rzuciła w moją stronę:

- Policja na moście.
- I co? - odpowiedziałem głupio.

Ale... już jej nie było. Tylko ten most, to się zatrzymałem i podziwiałem panów funkcjonariuszy przez rosnące przy ścieżce zarośla. Zawróciłem, do domu. Po drodze jeszcze "złoty rekin". Miał płetwę tak ze trzy metry długości, a na jej końcu taką końcówkę z ostrzami. Jak to rekin. Mowa oczywiście o kosiarce doczepionej do ciągnika, którą dzielny "operator" poprawiał widok wału przy jeziorze.

Więc może w życiu tak musi być, dobra, nie musi tylko powinno, że górka i dołek, że jasno i ciemno, że słodko i gorzko, post i uczta.

Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania


pisał prawie trzy tysiące lat temu jakiś człowiek. I pisał niegłupio. I dzisiaj, gdy patrzę na te słowa, to kurcze, facet dobrze rozkminiał. Mądrze. Tak trzeba. Trzeba nam czasem - postu. POSTU. Oddzielenia się od tego, co jest treścią naszego życia, naszego jedzenia, naszego pokarmu nawet w tym zakresie, co to oczy pochłaniają i ku czemu biegną. Trzeba, bo potrzebujemy zmian, "nowego", falowania.

Życie jest falowaniem. Procesem. Nie jest jak granit, jest jak fala na powierzchni morza, gdy słońce właśnie zachodzi. W końcu, nawet światło jest falą, propagującym się zbiorem zmian pola elektromagnetycznego. Dźwięk, muzyka, słowa - to też fale. Góra, dół, góra, dół - akustyczne zmiany ciśnienia powietrza. Nasze życie, też może wymaga, takich odmian, przerw, zmienności. Myślę tak, bo czasem - teraz w czasie postu - gdy widzę zwykły widok, jakieś krzaki czy kwiaty przy drodze, wał zaporowy przy jeziorze, a nawet ulicę w słońcu, to zdarza się, że to... pachnie! Serio. Jest inaczej.

Gdyby próbować wejść w kwestie techniczne, to znaczy czy post warzywny (co jest ostrą formą postu) wpłynął na moją dyspozycję czy samopoczucie, to nie zauważyłem negatywów. Czuję się dobrze. Pracowałem wytrwale. Zero problemów. Rodzina, tu następna, patrzy trochę z niedowierzaniem, że można nie jeść i żyć, i na dodatek jeszcze być w miarę wydajnym fizycznie. Długich biegów bym może nie biegał, ale stały umiarkowany i długi wysiłek? - pełny luz.

Podobno coś się dzieje w polityce i w ogóle się dzieje. I w sumie odkryłem, że mam do tego stosunek. Hehe. Niezła draka. Jestem na "urlopie", z takich rzeczy. W sumie to zdrowy urlop. Serotonina w górę. Zadowolenie jest. Tylko robota jeszcze nie skończona, więc od poniedziałku może być trochę zajęcia, ale to już drobiazgi. Ma być piękna pogoda. Ostatni tydzień lata... Takie ostatnie tygodnie, dni - bywają wyjątkowe. Więc życzę wszystkim poszczenia oraz słońca. Ono... tak sobie myślę, jakoś się przesącza przez naszą skórę, przez nasze oczy, gdzieś... do samego naszego wnętrza, i tam... rozświetla ściany, tapety, przynosi życie i jakieś nowe spojrzenie - na wszystko.




Dzień #4 {LINK}
Dzień #2 {LINK}
Dzień #0 {LINK}

-----------------------------------
Zdjęcie na prawach cytatu, na podstawie. Film z youTube. Relacja z pierwszej ręki.



Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości